Pan Tadeusz czyli ostatni zajazd na Litwie

Pan Tadeusz jest premierą inaugurującą 95 – lecie Teatru Nowego w Poznaniu, ale to nie pierwsza adaptacja tego dzieła przez profesora Grabowskiego, którą mieli okazję oglądać Poznaniacy. W 2013 roku spektakl produkcji Teatru Starego w Krakowie wystawiony został w Teatrze Polskim podczas Spotkań Teatralnych Bliscy Nieznajomi.

Czesław Miłosz powiedział kiedyś o Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza, że jest to poemat metafizyczny mówiący o równowadze, porządku świata, w którym Soplicowo jest ogrodem Pana Boga. Pan Tadeusz w wydaniu Mikołaja Grabowskiego nie skupia się na tajemnicy i krzepieniu podupadłych polskich serc. Raczej odziera tekst z jego epopejowości. Wyciągając z niego na pierwszy plan humor, mocno ironizując, stawiając na komizm, śmiech i farsę, tworzy parodię romansu i kryminału. Oczywiście przy współpracy z fantastycznym zespołem aktorskim Teatru Nowego.

Jeśli już mowa o romansie, to oczywiście z udziałem Telimeny, Zosi, Tadeusza i Hrabiego!

Telimena (w tej roli wspaniała Anna Mierzwa) to kobieta dojrzała, pewna siebie, świadoma swoich walorów i atutów, także tych fizycznych, których nie kryguje się wykorzystywać. Jest zadziorna a jednocześnie namiętna i kochliwa, to intrygantka lawirująca między objęciami Tadeusza i Hrabiego. W dużym dekoldzie, na wysokich, czerwonych obcasach. Nie wiem tylko co by na to powiedział Mickiewicz, który przy tworzeniu Pana Tadeusza, czerpać miał z wątków autobiograficznych. I tak w postaci Telimeny na przykład, ukryć cechy, postawy i stosunek do swojej żony — Cecylii…

Zosia (świetna Alicja Juszkiewicz) u Grabowskiego jest zwykłą, wiejską dziewczyną, której raczej brak manier i dystyngowania. Wychowana z indykami i włażąca na drzewa. Przedstawienie Zosi w ten sposób, tworzy przezabawną polemikę i zmienia utarte (także przez ekranizację Pana Tadeusza, Andrzeja Wajdy) wyobrażenie Zosi — naturalnej, zgrabnej i zwiewnej nimfy. W spektaklu, daleko tej kreacji do złotowłosej Alicji Bachledy-Curuś i pojęcia damy, a już na pewno daleko do pojęcia kochanki. Kontynuując zaś wątek autobiograficzny wieszcza, w literackiej Zosi upatruje się zafascynowania Mickiewicza Ksawerą Deybel, z którą poeta miał wieloletni romans.

1YWpJWpQ

Podatny zaś na zaloty dużo starszej od siebie i dojrzałej Telimeny oraz urodę nieopierzonej jeszcze Zosi, Tadeusz, to debiut aktorski nowego aktora Teatru Nowego, Jana Romanowskiego, który radzi sobie z tą rolą koncertowo. Tadeusz w jego wykonaniu bez wątpienia zapada w pamięć. W przeciwieństwie do tego z epopei, gdzie choć stanowi tytułowego bohatera, zdecydowanie nie jest najważniejszą, ani najbardziej barwną postacią utworu. W spektaklu, Młody Soplica to dziecinnie zdziwiony, zachwycony wszystkim i wszystkimi, zadziorny chłopak, któremu wydaje się być już dojrzałym mężczyzną. W miłości niezdecydowany, za to w sprawie kawy ze śmietanką (absolutnie prześmieszna scena) już tak!

Hrabia to kolejna świetna kreacja aktorska, tym razem Mateusza Ławrynowicza. Postać podatna na wpływy, romantyczna i wrażliwa, zdecydowanie bardziej obyta wśród szlachty i kobiet niż Tadeusz.

Co do kryminału, to postaciami wokół których buduje się największe napięcie, są oczywiście ksiądz Robak (Mariusz Zaniewski) i Gerwazy (Ildefons Stachowiak). I te role, to kolejny przykład aktorstwa na naprawdę wysokim poziomie! Spowiedź Jacka Soplicy w drugiej części spektaklu, przedstawienie przez Zaniewskiego w tym krótkim monologu całej skomplikowanej konstrukcji biograficznej postaci, syntezy zbrodniarza i pokutnika, a wcześniej także cichego konspiratora, to duży aktorski sukces. Podobnie zresztą, jak atmosfera niepokoju i napięcie budowane przez Stachowiaka.

eqkOgPIQ

W odpowiedni nastrój wprowadza również scenografia spektaklu (Jacek Ukleja). To surowe wnętrze, powiedzieć można, że w stanie deweloperskim. Ledwo co wylana betonowa posadzka, wybielone ściany, w rogu betoniarka, w centrum sceny rusztowanie. Z boku sceny, pod rusztowaniową siatką ochronną znajduje się zespół kameralny, który gra muzykę na żywo. Tu dzieje się cała akcja, to Soplicowo – pomieszczenie w budowie, w które trzeba włożyć jeszcze sporo pracy by doprowadzić je do stanu wygodnego użytkowania. A opisywana przez Mickiewicza i hiperbolizowana przez Grabowskiego duma, pycha, warcholstwo i skłonność do kłótliwości polskiej szlachty raczej w tym nie pomaga. Budowa na scenie jest podkładem do grzybobrania, polowania, jest kościołem, jadalnią, karczmą Jankiela, lasem, łąką i świątynią dumania. Miejscem, które tworzy tło do fantastycznych aktorskich ról. To one, poza lekkością, której nadał epopei Grabowski, są największym, zdecydowanie najmocniejszym aspektem spektaklu.

Pan Tadeusz Mikołaja Grabowskiego na pewno nie jest artystycznym arcydziełem, nie jest też odkrywczy, ale jest zbawiennym, zabawnym oderwaniem od epopejowości dzieła, jego drugim, zdecydowanie bardziej humorystycznym dnem. Przekonuje, że nie taki wieszcz i 13-zgłoskowiec straszny jak go malują.

fot. Jakub Wittchen

Drugi spektakl

Anna Karasińska powiedziała, że Drugi spektakl jest realizacją, co do której nie ma pewności, czy odniosłaby sukces w innym niż Poznań, mieście. Jest to bowiem spektakl przygotowany dla, z myślą i o tej właśnie publiczności, i po to by wytworzyć wzajemną relację, poczucie wspólnoty pomiędzy tą właśnie publicznością, a ich miejską sceną. Po dwóch latach od premiery, spektakl nie traci świeżości i adekwatności.

Drugi spektakl jest raczej pewnego rodzaju eksperymentem scenicznym, symulacją, wydarzeniem teatralnym niż prawilnym spektaklem z aktorami i widownią, gdzie każdy zna i dobrze czuje się w swojej roli. Karasińska w miejscu, gdzie spodziewalibyśmy się aktorów, granych przez nich postaci, postawiła ludzkie lustra. Zniknął sztywny podział na oświetloną scenę i bezpieczny półmrok przykrywający widzów. Jest publiczność. Na scenie i na widowni.

Pierwsza część spektaklu to rzecz bardzo dosłownie o publiczności — ćwiczenia z bycia publicznością, zestaw scenek, mini etiud aktorskich. Dziesięciu aktorów Teatru Polskiego (Kornelia Trawkowska, Małgorzata Peczyńska, Katarzyna Węglicka, Monika Roszko, Mariusz Adamski, Przemysław Chojęta, Paweł Dobek za Michała Kaletę, Wojciech Kalwat, Paweł Siwiak, Wiesław Zanowicz) wchodzi na scenę, po kolei zajmują miejsca. W rękach mają bilety, sprawdzają numery rzędów, niektórzy mylą miejsca, komuś dzwoni telefon (ale dzielnie udaje, że to nie jego), ktoś inny trudzi się by niepostrzeżenie zjeść cukierka. Głos z offu — Narrator zapowiada każde z kolejnych zdarzeń, następnie sprawnie markowanych przez aktorów. To niezwykle zabawna i mocno autorefleksyjna część spektaklu. Utożsamiamy się z widownią na scenie, widzimy w niej samych siebie, widzimy przyjaciela siedzącego obok nas i panią z kokiem w drugim rzędzie… Miałam wrażenie, że z każdą kolejną zapowiedzią, poznańska publiczność spuszcza z tonu, śmieje się głośniej, szczerzej, jest mniej zachowawcza. A aktorzy dalej demonstrują… jak można bawić się numerkiem z szatni, jak pogadać z koleżanką, z którą nas rozsadzono, jak przetrwać przerwę w spektaklu. Cała część przebiega w tym samym schemacie: zapowiedź Narratora, demonstracja, dzwonek, zatrzymanie.

MG_9559-2

Druga część spektaklu jest natomiast o wymaganiach stawianych twórcom teatralnym/aktorom przez publiczność, ale także o potrzebie kontroli i o oczekiwaniach widza. W trzecim rzędzie stoi krzesło z napisem rezerwacja. Miejsce to zajmują kolejni aktorzy, którzy przedstawiają pozostałym swoje wymogi, nadzieje. Chcieliby coś przeżyć, żeby coś ich poruszyło. I do końca spektaklu pozostają niezadowoleni. Wspomniane oczekiwania co do przebiegu akcji, wzbudzonych przez nią emocji są nawiązaniem do presji, wysokich oczekiwań stawianych przed Karasińską po jej ogromnym sukcesie jakim okazał się spektakl Ewelina płacze produkcji TR Warszawa.

Drugi spektakl jest drugą z kolei realizacją teatralną reżyserki. To bardzo zabawna, nienachalna, lekka i oczyszczająca  kpina z poznańskiego snobizmu, spięcia i zapięcia na ostatni guzik, ale także wyraz ogromnego talentu i przenikliwości reżyserki, umiejętności kreowania idealnie wycelowanych sytuacji teatralnych.

fot. Monika Lisiecka

Październik

4.10 Dziki, reż. Klaudia Hartung-Wójciak
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

6.10 Romeo i Julia, reż. Attila Keresztes
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

6.10 Sprawa. Dzieje się dziś, reż. Martyna Majewska
Teatr Polski w Bydgoszczy

6.10 Hotel Westminister, reż. Bogdan Ciosek
Teatr Miejski w Gdyni

6.10 Ferdydurke, reż. Piotr Ratajczak
Teatr. im Aleksandra Fredry w Gnieźnie

6.10 Nietota, rez. Krzysztof Garbaczewski
Teatr Powszechny w Warszawie

6.10 Pan Tadeusz, reż. Dominik Nowak
Teatr Nowy w Słupsku

7.10 Prawiek, reż. Konrad Dworakowski
Teatr Ochoty w Warszawie

12.10 Łaknąć, reż. Radosław B. Maciąg
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

12.10 Sen nocy letniej, reż. Gábor Máté
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

12.10 Manru, reż. Marek Weiss
Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

13.10 Porwanie Minotaura. reż. Adam Radecki
Nowy Teatr w Warszawie

13.10 Chodzi o to, reż. Alicja Morawska-Rubczak
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

13.10 Pan Tadeusz, reż. Mikołaj Grabowski
Teatr Nowy w Poznaniu

18.10 Pluton p-brane, reż. Mateusz Pakuła
Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

19.10 Wyspiański. Koncert,
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

20.10 Ferdydurke, reż. Alina Moś-Kerger
Teatr Powszechny w Radomiu

20.10 Moją ulicą płynie rzeka, reż. Elżbieta Depta
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

20.10 Goodbye Alabama, reż. Giovanny Castellanos
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

24.10 Thriller, reż. Anna Smolar, Paweł Sakowicz
Nowy Teatr w Warszawie

25.10 Żołnierz królowej Madagaskaru, reż. Krzysztof Jasiński
Teatr Polski w Warszawie

26.10 Z piekła do piekła, reż. Adam Opatowicz
Teatr Polski w Szczecinie

26.10 Święta kluska, reż. Agnieszka Smoczyńska
Komuna //Warszawa

26.10 Seksmisja, reż. Joanna Drozda
Teatr Miejski w Lesznie

27.10 KAŻDY MUSI KIEDYŚ UMRZEĆ PORCELANKO, CZYLI RZECZ O WOJNIE TROJAŃSKIEJ, reż. Agata Duda-Gracz
Teatr Collegium Nobilium

27.10 O mężnym Pietrku i sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych, reż. Wiktor Rubin
Teatr Polski w Poznaniu

27.10 Bracia Grimm dla dorosłych, reż. Remigiusz Brzyk
Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie

27.10 Hamlet, reż. Paweł Paszta
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

27.10 Rejwach, reż. Andrzej Krakowski
Teatr Żydowski im. Estery Racheli i Idy Kamińskich w Warszawie

27.10 Drach, rez. Robert Talarczyk
Teatr Śląski w Katowicach

 

fot. materiały Teatru Powszechnego w Warszawie

Duchologia polska

Duchologia polska w reżyserii Jakuba Skrzywanka to rozprawa na temat polskiej transformacji, wolna od politycznych i ekonomicznych kontekstów. To zbiór prawdopodobnych i iluzorycznych zdarzeń, prawdziwych historii i narosłych wokół nich opowieści, fantazji. Estetyka, ikony ówczesnej popkultury, atmosfera tęsknoty i przestrzeń zapamiętana, której daleko do neutralności bo mieści w sobie zbyt wiele mitów, korowodów działań i emocji. Spektakl — klisza, ironiczny, pełen symboli, skrawków pamięci, oscylujący ciągle między serio i buffo.

Jak czytamy w opisie do spektaklu, jest on inspirowany stroną internetową i książką Olgi Drendy, z której zaczerpnięty został tytuł i czas akcji. Ale wydaje się, że nie tylko, że także poszatkowany sposób prowadzenia narracji oraz baśniowość, mityczność, która wypełnia luki w zapamiętanych opowieściach z czasów PRL-u, została stamtąd pożyczona.

Spektakl ma formę seansu spirytystycznego, podczas którego, z gara pełnego rosołu zostają wywołane popkulturowe duchy transformacji. Jest noc sylwestrowa 1999/2000, dom Matki (Angelika Cegielska), w Wałbrzychu. Matka razem duchami, które z jednej strony symbolizują ekscytację Zachodem, z drugiej — kompleksy Polaków, chce rozpocząć wszystko od nowa. Po raz kolejny i znowu. Z lisem — symbolem szczególnie znanej wałbrzyskiej sztolni na piersi i w rytm Under pressure zespołu Queen. Tylko, że wspomniane wszystko jest dla kobiety równie niezdefiniowane i fantazmatyczne, jak rola w owej transformacji jej telewizyjnych gości.

© Bartek Warzecha

A pojawiły się tu same gwiazdy, prawdziwe ikony tęskniącego za powiewem zachodniego postępu, PRL-u: Alexis z Dynastii (fenomenalna gra aktorska Nataszy Aleksandrowitch), rosyjski uzdrowiciel całej ówczesnej Polski — Anatolij Kaszpirowski — skoncentrowana, niemal mistyczna postać fantastycznie zagrana przez Irenę Wójcik, Człowiek z czarną teczką (Michał Kosela), kapitalnie skomponowana przez twórców spektaklu postać Ducha dziejów (Piotr Mokrzycki), która łączy w sobie estetyczną powierzchowność lat ‘90 i wizualny bałagan (sztuczne futra, szerokie krawaty, wojskowe proporczyki, wiszące nad łóżkami dwudziestokilkulatków, którzy właśnie wrócili z wojska), duch małej, martwej Dziewczynki (Irena Sierakowska), która sądząc, po folkowym stroju i twarzy umazanej sadzą, zginęła gdzieś w okolicach kopalni oraz Indianin (Tomasz Muszyński). Na kolacji jest obecny także Syn Matki (Kamil Bochniak), gej, adresat wszystkich niedzielnych rosołów. Syn jest niedopasowaniem, rozsądkiem, oskarżeniem o bezmyślność, brak zaangażowania, sensowności i przede wszystkim o brak pomysłu na zmiany. Zmiany, które nie przyniosą niczego nowego. Bo Matka chce transformacji tu, w Wałbrzychu, ze starą piosenką!

Ze starą piosenką i wespół z Alexis — drwiącą z nas pijaczką z Denver, odzianą tylko w przód sukienki (wszak na ekranie widzimy tylko fasadę, powierzchowność romantycznie sunącą po schodach). Z Kaszpirowskim, który swoje telewizyjne skupienie nazywa medialnym kłamstwem, przecież on siedząc przed kamerą myślał tylko o tym żeby cała ta uzdrowicielska adin, dwa, tri szopka wreszcie się skończyła. Co to za uzdrowiciel, który nie wierzy w cuda… Z martwą schizofreniczną dziewczynką, która nie przestaje tańczyć i rozmawiać z niewidzialnymi koleżankami i ze znerwicowanym Człowiekiem z czarną teczką?

© Bartek Warzecha

Na brak planu, zamysłu Matki i duchów odpowiada Matka Natura (Agnieszka Bałaga-Okońska). Na początku wszystkiego była ciemność! Żeby rozpocząć zmiany, trzeba zrobić miejsce na nowe, zniszczyć wszystko, co było do tej pory znane. Z całego świata pozostaje tylko Teatr w Wałbrzychu. Mieliśmy szczęście, przetrwaliśmy tu niczym w schronie. Dzięki temu mamy szansę obserwować (nie uczestniczyć — bo ani sceniczne duchy, ani żywi w teatr partycypacyjny nie wierzą) jak świat rozpoczyna się od nowa. I wreszcie tak jak trzeba, z Polską jako początkiem wszystkiego, z prehistoryczną kijanką, wychodzą z morza gdzieś pod Kielcami. Matka Natura połączyła zacofaną, kiczowatą (jak bluzka w panterkę i legginsy z lycry Matki) Polskę z wyobrażeniem postępu i tęsknotą za zachodnim blichtrem, a władzę z rozpylaniem strachu i przemocą, budując w ten sposób prostą analogię do obecnej sytuacji polityczno – społecznej w naszym kraju.

Duchologia polska to świetny, ironiczny tekst (dramaturgiczny debiut Pawła Soszyńskiego), rewelacyjna, teledyskowa choreografia Oskara Malinowskiego, który w tej roli również postawił swój pierwszy krok oraz aktorstwo na naprawdę wysokim poziomie. Jednak energia zbudowana na początku spektaklu, ekscytująca baśniowość, fantastyczność, w trakcie jego trwania gdzieś się ulotniła… Zabrakło tu płynności w łączeniu myśli i scen, jak brakuje gładkości przy słuchaniu muzyki z kaset — nagle dźwięk się urywa i trzeba zmienić stronę.

Christoph Schlingensief powiedział, że opór się przejadł. Teraz czas tworzyć paradoksy. I pomysł na spektakl, na wprowadzone do niego postaci, pewna nierealność były właśnie takim paradoksem. Szkoda, że nie do końca utrzymanym…

 

fot. Bartek Warzecha (materiał Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu)

1984

Rok 1984 z powieści George’a Orwella w rok 2018, w obecny kontekst polityczno — społeczny wkomponował się piekielnie dobrze! I wpasowanie to naprawdę niepokoi (bo czy dajmy na to, żywcem zaczerpnięty z literatury fragment dotyczący rozstrzeliwania uchodźców gdzieś na morzu Śródziemnym nie wydaje się być zatrważająco aktualnym?).

Mowa o zbrodniczym, ogłupiającym systemie kierowanym przez Partię, pod czujnym okiem enigmy — Wielkiego Brata. Zarządza się tu i podporządkowuje władzy przemocą, okrucieństwem, bazując na strachu, kłamstwach i manipulacji. Los jednostki w tym systemie nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Tym co się liczy jest pozostanie u władzy, czego gwarancją jest podporządkowane Partii społeczeństwo. Wizja rewolucji jest tu tak samo abstrakcyjna, co humanizm. Bo każdy, nawet najmniejszy objaw sprzeciwu (nawet sama myśl, sen) wobec Partii karany jest ewaporacją, czyli śmiercią i całkowitym wymazaniem z historii.

Wymazywania, czyli usuwania wszelkich śladów istnienia ewaporowanego (z gazet, książek, plakatów, itp.) i przepisywania historii na nowo dokonuje się w Ministerstwie Prawdy. To tu pracuje Winston Smith (Arkadiusz Brykalski), który konspiracyjnie, na dyktafonie zapisuje swoje spostrzeżenia na temat potworności życia pod okiem Wielkiego Brata. Opisy te są formą buntu i wyrazem tęsknoty za wolnością. W Ministerstwie Prawdy wszyscy wyglądają tak samo, wszyscy są apatyczni i przeciętni, ubrani w jednakowe, nie różnicujące na płeć, szare kombinezony (kostiumy — Kornelia Dzikowska). Bezrefleksyjnie wykonują swoją pracę. Ponura i szara jest także przestrzeń Ministerstwa — zimne, stalowe, ustawione pod ścianą, jedno za drugim biurka z komputerami (świetna scenografia Roberta Rumasa). Wymazywanie, pracownicy Ministerstwa, przerywają tylko na czas Dwóch Minut Nienawiści, kiedy to mają obowiązek rozrzucić w przestrzeń wokół siebie nieco agresji, pogardy, wrogości. Taki codzienny trening — żeby nie wypaść z wprawy w nienawidzeniu. Mamrotane pod nosem przekleństwa, środkowe palce i pięści wymachujące w kierunku publiczności… w swojej zapalczywości nie różnią się niczym od tych pod Sejmem, pod stadionami, pod teatrami, na ulicach…

W Ministerstwie, Winston poznaje siedzącą kilka biurek za nim Julię (Klara Bielawka). Zakochują się w sobie, ulegają wzajemnej fascynacji i przeżywają namiętny romans. Wszystko w ukryciu, w strachu przed zdekonspirowaniem. Miłość jest tu bowiem uznawana za największą zdradę wobec Wielkiego Brata i Partii, a seks za najgorszą zbrodnię — służyć ma on jedynie prokreacji, przyjemność jest zaś bezwzględnie zakazana. Ukryci kochankowie podglądani są za pośrednictwem kamery,  z której obraz przekazany jest na wielki ekran z boku sceny. Szaleństwo miłości daje Winstonowi nieznane mu wcześniej poczucie siły i obietnicę sprawstwa. Za chęć zamachu na Partię karę ponoszą oboje. W przestrzeni przypominającej strzelnicę, Winston przechodzi nieprawdopodobnie brutalne pranie mózgu. Po torturach, rażeniu prądem wychodzi ,,zresocjalizowany”, jako bezwolny trybik w społecznej machinie Wielkiego Brata.

1984_____fot__krzysztof_bielinski (1)

1984 Barbary Wysockiej to przygnębiający przykład bezsilności jednostki wobec opresji władzy, tragiczna klęska humanizmu — nawet silne i odporne na reżim jednostki w końcu można zniszczyć. Jednak pomimo przytłaczających analogii roku 1984 do obecnej sytuacji, gorzkich wniosków, pomimo użycia wielu środków wyrazu (kamera, głos z offu, narracja prosto z oryginału, odarcie z ,,zzakulisowości” — aktorzy przebierają się i są charakteryzowani na scenie, obecność technicznych na scenie) i fantastycznego aktorstwa (m.in. Andrzej Kłak, Arkadiusz Brykalski) całość wypada dość monotonnie, trochę płasko. A może to temat wybrany przez Wysocką, może tak wielu o nim mówi, że tracimy czujność?

W ostatniej scenie, w której pojawia się Orwell (Andrzej Kłak) i dziennikarka (Ewa Skibińska), z ust pisarza pada ponure stwierdzenie dotyczące wizji przyszłości porównanej do butów depczących ludzką twarz bez końca. Nie pozwól by do tego doszło. Wszystko zależy od ciebie mówi pisarz. Wszystko zależy od nas!

fot. Magda Hueckel

Rusza teatralny wrzesień

6.09 Miłość w Leningradzie, reż. Łukasz Czuj
Teatr Miejski w Gliwicach

6.09 Mój pierwszy raz, reż. Krystyna Janda
Teatr Polonia w Warszawie

7.09 Zagraj to jeszcze raz, Sam, reż. Arkadiusz Buszko
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

8.09 Akademia Pana Kleksa, reż. Piotr Sieklucki
Teatr Nowy Proxima w Krakowie

8.09 Koniec miłości, reż. Dorota Androsz
Teatr Polski w Bydgoszczy

8.09 Tchnienie, reż. Grzegorz Małecki
Teatr Narodowy w Warszawie

8.09 Trojanki, rez. Jan Klata
Teatr Wybrzeże w Gdańsku

8.09 Dawid jedzie do Izraela, reż. Jędrzej Piaskowski
TR Warszawa

8.09 Lepiej już było, reż. Stefan Szaciłowski
Teatr Polski w Szczecinie

9.09 Dzielni chłopcy, reż. Magdalena Drab
Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy

11.09 Gala ’68. Wolność to luksus, reż. Agnieszka Jakimiak
Teatr Nowy w Łodzi

14.09 Napis, reż. Krzysztof Babicki
Teatr Powszechny w Radomiu

14.09 Irańska konferencja, reż. Iwan Wyrypajew
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

14.09 Śmierć w Wenecji, czyli czego najbardziej żałują umierający, reż. Mikołaj Mikołajczyk
Teatr Dramatyczny w Białymstoku

14.09 Cud albo Krakowiaki i Górale, reż. Michał Zadara
Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej w Gdyni

15.09 Motyle, reż. Emilia Piech
Teatr Polski w Bydgoszczy

15.09 Kram z piosenkami – obrazki śpiewające, reż. Jerzy Jan Połoński
Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie

15.09 Przyszedł mężczyzna do kobiety, reż. Arkadiusz Buszko
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

15.09 Wyzwolenie, reż. Tomasz Man
Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie

15.09 Boska, reż. Paweł Szkotak
Teatr Polski w Bielsku – Białej

16.09 Daszeńka, reż. Marek Zákostelecký
Teatr Powszechny w Radomiu

16.09 Śluby panieńskie, reż. Wojciech Malajkat
Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie

20.09 Polacy wyjaśniają przyszłość, reż. Wojtek Ziemilski
Nowy Teatr w Warszawie

21.09 Gdy przyjdzie sen, reż. Małgorzata Bogajewska
Teatr Ludowy w Krakowie

21.09 Duchologia polska, reż. Jakub Skrzywanek
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

21.09 Gniew, reż. Małgorzata Wdowik
Teatr Powszechny w Warszawie

24.09 fascynat odśrodkowy_dwatrzycztery, chor. Anna Piotrowska
Centrum Sztuki Tańca w Warszawie

28.09 Deprawator, reż. Maciej Wojtyszko
Teatr Polski w Warszawie

28.09 Widok z mostu, reż. Agnieszka Glińska
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

28.09 Holoubek Syn Picassa, reż. Julia Szmyt
Teatr Nowy w Poznaniu

29.09 Dzieła wszystkie Szekspira… w nieco skróconej wersji, reż. Piotr Krótki
Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie

29.09 Garbus, reż. Marek Fiedor
Wrocławski Teatr Współczesny

29.09 Anna Karenina, reż. Janusz Kijowski
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

29.09 Trzy Siostry, reż. Jacek Orłowski
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

29.09 Niedźwiedź, Oświadczyny, reż. Turgay Velizade
Teatr im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze

30.09 Wyprawa, reż. Jacek Sołtysiak
Lubuski Teatr im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze

Another One

Another One pary młodych, belgijskich artystów Lobke Leirens i Maxima Storms to bardzo pochłaniający spektakl. Zaskakująco mocno, z uwagi na minimalizm użytych środków i teatralną prostotę. W niebanalny sposób mówi o wzajemnej tolerancji, o przedziwnym uzależnieniu od siebie — niemożności życia bez siebie nawzajem, choć wspólne działanie wcale nie jest proste, o (jak pisał belgijski „Focus Knack”) pragnieniu przetrwania miłości, kiedy przynosi ona więcej bólu niż pocieszenia.

Dwójka aktorów stylizowana jest na starszych ludzi, którzy przeżyli razem zapewne kilkadziesiąt lat. Widzimy ich na scenie, na której nie ma nic więcej prócz dużego tipi, dwóch krzeseł i ściennej apteczki pierwszej pomocy służącej za stolik.

Wydaje się, że para przetrwała (przetrwała – to ważne w tym kontekście słowo) wspólnie tyle czasu, tylko dzięki pewnym osobliwym rytuałom. Widzimy jak zataczają kręgi, odsuwają się od siebie i przybliżają, obserwujemy ich połamane, nieco niezdarne ruchy, to jak pomagają sobie nawzajem utrzymać równowagę, jak wzajemnie się odpychają i przyciągają.

5aecca02aa83f

Another One, czyli Kolejny, to pewien kod, hasło, które pozwala rozpocząć nową grę – karcianą lub fizyczną.

Każda z rozpoczynających się gier jest reprezentacją, wyrazem rytuału, który trzeba cierpliwie i w milczeniu przetrwać. Każdy z nim wyraża się też w powolnej repetycji, długiej i hipnotyzującej mantrze.

Powtórzenia te to na przykład partie karcianej gry. Potrójna talia kart rozdawana jest zamaszyście, w równym tempie. Każda partia kończy się tym samym zwrotem I win this game so I’ll take all of those cards i pytaniem Another one? W karty można grać i wygrywać z dziką satysfakcją bez końca.

Ceremoniałem jest także uderzanie w twarz, raz z jednej, raz z drugiej strony, popychanie na ścianę, wspólne śpiewanie piosenki, szukanie siebie we mgle — działania rozpoczynające się po haśle Close your eyes. Zawsze długie, powolne, zdające się nie mieć końca. Powtarzalność, rytuały są jakby pozbawione emocjonalnego rysu, mimiki, słów, są jak konieczny do wypełnienia, względem tej drugiej osoby, obowiązek. Po to, by zatrzymać ją przy sobie. Znieść i zadać ból, cierpliwie czekać, tolerować i być tolerowanym, by przetrwać.

5aecca244c883

Widziałam podczas tegorocznej edycji Malta Festival sporo spektakli, ale ten był dla mnie w jakiś przedziwny sposób naprawdę wyjątkowy, magnetyczny, hipnotyzujący. Chciałabym zobaczyć go jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze… Przepiękny, gorzko – zabawny, ponuro – wesoły… przepiękny! Dziękuję!

 

fot. Mat. Malta Festival