Kordian

Przyznam szczerze, że romantyzm nigdy nie był moją ulubioną epoką literacką. Ból świata, cierpienie z powodu nieodwzajemnionej miłości, bierność… te, czy inne, werteryczne, martyrologiczne cechy bohaterów romantycznych przyprawiały mnie o mdłości, do Kordiana zaś miałam ochotę krzyknąć: ,,stary, ogarnij się, przestań się nad sobą użalać i zacznij, do cholery, działać!”

Jak się okazało twórcy spektaklu, których głosy słyszymy po wejściu do przestrzeni Malarni Teatru Polskiego, zdają się również nie przepadać za werterycznym bohaterem Słowackiego. Zaczyna robić się ciekawie.

Tym bardziej, że znajdujemy się wewnątrz rekonstrukcji Placu Adama Mickiewicza w Poznaniu, wypełnionego po brzegi martyrologicznymi eksponatami, pomnikami, tablicami, upamiętniającymi bohaterstwo, heroizm i inne. W planie wystawy czytamy stające w kontrze do męczeńskich i bohaterskich, opisy kolejnych relikwi. Eksponatem jest też Wiesław Zanowicz grający Kordiana w 1978 roku w rzeszowskim Teatrze im. Wandy Siemaszkowej.

Możemy zwiedzać, zastanawiając się czemu ma to służyć.

26856270_1553253318106911_1983265667_n

I tym bardziej, pamiętając że Kordiana Słowacki napisał versus Konradowi z Dziadów cz. 3 Mickiewicza, odnosząc się do mitologizowania powstania listopadowego, do utrwalanego i popularyzowanego przez Mickiewicza kontekstu historycznej sprawiedliwości, boskiej sprawiedliwości i mesjanistycznej wizji Polski jako Chrystusa narodów, czerpiącej siłę z tradycji, z przeszłości, dawnych ideałów, która aby powstać  najpierw musi wycierpieć swoje. Słowacki zaprezentował zgoła inny, krytyczno – rozrachunkowy nurt, podejmujący wątek klęski, apokalipsy, ułudy, demaskacji nieskuteczności mesjanistycznych haseł.  Z prologu do dramatu wiemy, że według niego, kraje poddane są skazane na klęskę. Z góry. A próby walki i buntu są moralnie niejednoznaczne, sprzeczne z chrześcijańskim nauczaniem. Kordian decyduje się na skrytobójstwo cara – oprawcy narodu. W buncie przeciwko ciemięzcy, niewoli, wbrew naukom chrześcijańskim i kodeksowi rycerskiemu (poddany nie może zabić króla, a na króla Polski koronował się właśnie car Mikołaj I), nie w imieniu Polski, ale w obronie własnej indywidualności, chce umrzeć Kordian.

Trumny Kordiana nie sposób nie zauważyć, stoi w centralnym miejscu przed wejściem do Malarni, przykryta biało – czerwoną flagą i kwiatami, pojawia się też podczas spektaklu, w ostatniej scenie.

26678618_1790298120980185_8613257217753865051_o

Po odczytaniu listu od Prezydenta Dudy, który w obliczu obowiązków państwowych nie był w stanie dotrzeć na premierę i po minucie ciszy upamiętniającej bohaterów walczących za Polskę (cóż za piękna ironia), na scenie pojawia się piętnastoletni Kordian (Konrad Cichoń) i Laura (Kornelia Trawkowska). Po apelowej, recytacyjnej rozmowie, odrzuceniu przez dziewczynę, Kordian popełnia samobójstwo. W kolejnej scenie, wyrzucony przez morze na brzeg obcego kraju, zostaje odratowany, przybiera wcielenia kolejnych aktorów, którzy przekazują sobie jego rolę. Tu zaczyna się podróż – kompatybilna do tej oryginalnej z dramatu Słowackiego:
przez Londyn, gdzie uświadamia sobie rolę pieniądza otwierającego drogę do wszelkich godności,
Dover, gdzie czyta Króla Leara Szekspira uzmysławiając sobie odrealnienie świata literackiego,
Włochy, gdzie przekonuje się o tym, że kobiety to interesowne kurwy,
Watykan, i tu scena z Konradem Cichoniem w roli niedołężnego, marionetkowego, starego papieża (po parkinsonie sądząc to Jan Paweł II), którego zniekształconych przez chorobę słów rozszyfrować nie możemy, muszą być tłumaczone,
aż na szczyt Mount Blanc, gdzie Kordian postanawia umrzeć za Polskę, a Winkelried przybywa do niego pod postacią polarnego niedźwiedzia. W tej roli jedna z moich ulubionych polskich aktorek, rewelacyjna Sonia Roszczuk.

Jesteśmy już pewni, że na scenie nie ma jednego słusznego Kordiana, że jest ich pięciu! Pięciu Kordianów i jedna Kordianka, a w ramach roli każdego z nich słyszymy prywatną historię aktora. Kordianka na przykład się nie zabije bo nie jest Kordianem. Do tej roli zaproszono performerkę, feministkę Alex Freiheit i jej sceniczne alter ego – Siksę, znane między innymi z ostatniej edycji OFF Festivalu. Siksa to superbohaterka, która zrodziła się z bólu i buntu przeciw despotyzmowi, patriarchalnej polityce, przymusowi podobania się i spełniania oczekiwań. W spektaklu mówi o tym, jak była zgwałcona, a gwałciciel jest jej carem i jak zabijając go każdego dnia, przybliża się do wolności. Kordianka ostro sprzeciwia się sprowadzaniu roli kobiet do nic nie wnoszących do przebiegu wydarzeń, kochanek głównych bohaterów, dzięki którym mogą cierpieć.

26232349_1790298644313466_7968416335362618340_o

Oprócz konceptu łączącego melodramatyczne wspomnienie szkolnego apelu z artystycznością, postdramatyzmem i performansem Siksy na uwagę zasługuje świetna choreografia Agnieszki Kryst, wspaniałe oświetlenie Aleksandra Prowalińskiego i fantastyczna, wspomniana już scenografia i kostiumy Pauli Grochowskiej.

Skrzywanek w wywiadzie dla Wyborczej mówi, że nie chce by ktoś za niego, czy w jego imieniu umierał, żeby ktoś sobie odbierał życie w tym kraju w imię czegokolwiek! To nie jest droga. Nie chcę dziś Kordianów, którzy będą oddawać życie za ojczyznę. I ja się pod tym podpisuję! Brak dialogu w obecnej Polsce jest absolutnie patologiczny i chory! Cieszę się, że ktoś wreszcie pochował Kordiana! Nie zrobił tego Słowacki, udało się Skrzywankowi. Tylko że twórcy Kordiana chcieliby rewolucji, w którą sami nie do końca wierzą. Nie wierzą w siłę, zjednoczenie, ani prawdopodobieństwo odwagi do wyjścia ze strefy reputacyjnego komfortu. Zabierają bohaterskie tło pomnikom, udzielają głosu zbuntowanej Siksie, starego Kordiana przedstawiają jako zgaszonego mężczyznę w przykurzonym mundurze, tym samym, w którym grał Kordiana po raz pierwszy 40 lat temu. Którego historia, to strach i podpis, którego nigdy nie powinien był złożyć, emigracja i zmiana obywatelstwa, nazwiska. Nie chcą dziś Kordianów – obrazów bezhołowia romantycznych i idealistycznych wizji świata. Tyle wiemy na pewno.

Przygotowując się do pisania o Kordianie, zajrzałam do licealnych notatek, w których przeczytałam, że: Kordian nie jest dramatem niescenicznym (jak wiele innych utworów polskiego romantyzmu), tkwią w nim ogromne możliwości inscenizacyjne, może doskonale sprawdzić się w teatrze. Miała Pani rację, Pani Emilio! Kordian ma ogromne możliwości inscenizacyjne, a Jakub Skrzywanek w raz z zespołem wykorzystali je w sposób, którego mało kto by się spodziewał.

 

fot. Magda Hueckel

Już w styczniu!

5.01 Osiem kobiet, reż. Jerzy Bończak
Teatr im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze

5.01 Vernon Subutex, reż. Wiktor Rubin
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

6.01 Mayday, reż. Zdzisław Derebecki
Bałtycki Teatr Dramatyczny im. J. Słowackiego w Koszalinie

6.01 Pensjonat pana Bielańskiego, reż Marek Gierszał
Teatr Polski w Szczecinie

6.01 Jądro ciemności, reż. Monika Strzępka
Teatr IMKA w Warszawie

6.01 Szalone nożyczki reż. Stefan Friedmann
Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku

6.01 Damy i huzary, reż. Gabriel Gietzky
Teatr Miejski w Gliwicach

6.01 Pomoc domowa, reż. Witold Mazurkiewicz
Teatr Polski w Bielsku-Białej

7.01 Mulholland Drive, reż. Katarzyna Trzaska, Edyta Wróblewska, Maciej Marczewski
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

8.01 Sztuka dyskusji Za i przeciw-historie: Niechajże ujrzę, jak dusza Wam płonie!, reż.
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

12.01 Kordian, reż. Jakub Skrzywanek
Teatr Polski w Poznaniu

12.01 Sztuka myślenia /Polska Tischnera
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

12.01 George & Ira Gershwin, reż. Jan Szurmiej
Lubuski Teatr im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze

13.01 Szajba, reż. Marcin Liber
Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie

13.01 Jądro ciemności, reż. Monika Strzępka
Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

14.01 Idiota, reż. Szymon Kaczmarek
Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

16.01 Kłamstwo …o miłości, reż. Henryk Jacek Schoen
Teatr Bagatela w Krakowie

16.01 Dom Bernardy A., reż. Alejandro Radawski
Narodowy Teatr Stary w Krakowie

19.01 W góry! i W morze!, reż Łukasz Zaleski
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

20.01 Romeo i Julia, reż. Krzysztof Babicki
Teatr Miejski w Gdyni

20.01 Rozkład jazdy, reż. Agata Puszcz
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

20.01 Biesy, reż. Natalia Korczakowska
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

21.01 Peleas i Melizanda, reż. Katie Mitchell
Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

21.01 Wiedźmy wg Szekspira, reż. Krzysztof Jasiński
Krakowski Teatr Scena STU

26.01 Kościuszko. Ostatnia bitwa, reż. Iwona Siekierzyńska
Teatr Nowy w Łodzi

27.01 Kurka wodna, reż. Krzysztof Rekowski
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

28.01 Z miłości, reż. Waldemar Zawodziński
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

28.01 Wierna wataha
Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy

29.01 Miny polskie, reż. Mikołaj Grabowski
Teatr Polski w Warszawie

 

 

Solidarność. Nowy projekt

Drodzy Przyjaciele, pragnę Was serdecznie powitać i wyrazić ogromną radość, że tu zajrzeliście. Przedstawiam Wam zapis ze spektaklu Solidarność. Nowy projekt, który zapewniam! nie będzie długi, po kilku minutach czytania może odbyć się przerwa kawowa. Kto za? Kto przeciw? Kto się wstrzymał?

Przestrzeń ATM Studio, gdzie odbywa się spektakl, swoją organizacją przypomina salę konferencyjną podzieloną charakterystycznie na 4 sektory oraz ambonę, z której przemowy wygłaszają zaproszeni prelegenci. Jest przerwa kawowa i głosowanie za lub przeciw przerwie obiadowej, są oklaski, wspólny śpiew i darmowa woda. Tak, drogie Koleżanki, drodzy Koledzy, jest rok 1981 i jesteśmy na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ „Solidarność’’.

07-Solidarnosc.Nowy_projekt_rez._Pawel_Wodzinski_foto_Monika_Stolarska29

Spektakl Pawła Wodzińskiego to teatr zaangażowany, polityczny, to teatr non fiction, podczas którego przestajemy myśleć kategoriami widownia – scena, aktorzy – publiczność. Likwidujemy tę barierę na rzecz zbiorowości, gdzie identyfikujemy się z aktorem, gdzie następuje działanie afektem. Scena bogata jest tu w społeczne i historyczne konteksty, oryginalne nagrania, filmy, czy zapisy rozmów. I nie po to, aby zreferować, czy odtworzyć znane nam już wydarzenia, ale by odsłonić rzeczywistość, zdemontować patos, dokonać aktualizacji. W tym przypadku jest to pytanie o dziś, o teraźniejszą perspektywę zjednoczenia i samostanowienia Polaków w kontekście narastającego nacjonalizmu i autorytaryzmu rządu.

Czubato tu od nagrań, zbliżeń, przytoczeń, które z obecnej perspektywy wydawać by się mogły ironizujące, bądź prześmiewcze, jak cytowane treści rzeczywistych przemówień, uzupełnionych o słowo oklaski w kwadratowym nawiasie, czy wideo z nieobecnym na zjeździe z powodu nie otrzymania wizy wjazdowej do Polski, brytyjskim prelegencie, co z kolei uzmysławia podniosłość, jak i śmieszność wszystkich zagranicznych przemówień, które w ówczesnej Polsce musiały brzmieć co najmniej dość ,,egzotycznie”.

03-Solidarnosc.Nowy_projekt_rez._Pawel_Wodzinski_foto_Monika_Stolarska9

Aktorzy (bez wyjątku – stworzyli role absolutnie dojrzałe, fantastyczne!) – delegaci zjazdu, nakłaniają publiczność – delegatów zjazdu do brania faktycznego, czynnego uczestniczenia w przebiegu spektaklu – zjazdu. Nieśmiało klaszczemy i podnosimy ręce biorąc udział w głosowaniu, nie bez wahania włączamy się w huczące emocjami i zaangażowaniem piosenki związkowców, półgębkiem śpiewamy Which side are on boys?/ Which side are you on? grane na żywo przez fantastyczny zespół, tupiemy nóżką, aktorzy krzyczą, tańczą. Chyba zastanawiamy się nad swoją rolą w tym spektaklu, identyfikujemy się. Zespół, stenogramy, dokumenty, mocne, emocjonalne zaangażowanie aktorów… Wszystkie te elementy namacalności przekonują i zatrzymują na twierdzeniu, że projekt Solidarności, projekt polityczny wolny od klasowości i kumoterstwa, podziałów ekonomicznych i tych ze względu na płeć, równości w dostępie do edukacji, kultury, służących rozwojowi społeczeństwa jest szczególny, bo REALNY!

08-Solidarnosc.Nowy_projekt_rez._Pawel_Wodzinski_foto_Monika_Stolarska31

Przyglądamy się zbliżeniom twarzy delegatów, z naturalnego, trochę przybrudzonego ujęcia z ręki, oglądamy też wideo przedstawiające oryginalne fragmenty przemówień, wywiadu z Andrzejem Celińskim, czy narady i głosowania związkowców dotyczącego sposobu powoływania dyrektorów przedsiębiorstw oraz jego rekonstrukcję z przejmującym zatrzymaniem na wymownie milczącym Janie Rulewskim. Jakby w myśl twierdzenia Levinasa, że wszystko jest w twarzy… Coś pęka i chyba zaczynamy zastanawiać się nad przeniesieniem pojęcia solidarności i masowej samorządności ekonomicznej i politycznej na polski plac widowiskowy 2017. Ważymy w myślach ideę demokracji bezpośredniej,  zastanawiając się czy taka polityka jest jeszcze lub w ogóle tu u nas możliwa.

Spektakl kończy wideo z warszawskiego Czarnego Protestu sprzed kilku miesięcy, na którym pojawiają się aktorzy z fragmentami postulatów z początku lat ‘80 ubiegłego wieku. Dotyczą one edukacji, ochrony środowiska, gospodarki krajowej i zagranicznej, praw i równości kobiet w miejscu pracy, pracowników w ogóle. Kamera i archiwum wychodzi na ulicę, a efekt tego przesunięcia jest niebywały, bo wiele z wypowiedzianych przez aktorów zdań jest nadal, bądź na powrót obowiązujących. Dokonała się aktualizacja przeszłości i uwydatnienie teraźniejszości.

Wydaje się, że to nie przypadek, że Paweł Wodziński przywołuje wątek solidarności akurat dziś, wątek samorządności pracowników, demokracji bezpośredniej, jako tej trzeciej drogi – czegoś pomiędzy komunizmem, a kapitalizmem. Czy to możliwe? Nie wiem. Nie wiem też, jak wiele w nas siły, podobnej do tej, która towarzyszyła tej niewiarygodnej szansie ówczesnego, Solidarnościowego zrywu.

To fantastyczna sztuka bez asekuranctwa. Polecam i zachęcam do wzięcia udziału w kolejnym zjeździe, partycypujcie w nim. To ważna sprawa…

 

 

fot. materiały TR Warszawa

Zatoka suma

Zatoka Suma w reżyserii Agaty Dyczko, to najnowsza premiera Teatru Ochoty w Warszawie. Aktorami spektaklu są artyści wyłonieni w konkursie Polowanie na motyle dla młodych twórców teatralnych.

Samo przedstawienie inspirowane jest książką Jadwigi Rodowicz Pięć wcieleń kobiety w teatrze nō oraz samym teatrem nō, do którego nawiązuje nie tylko treść spektaklu, ale także scenografia. Słowo nō z japońskiego oznacza talent, sztukę i pochodzi od ceremonialnych misteriów towarzyszącym świętom, opowiada o bóstwach i o walce dobra ze złem. Początkowo aktorami teatru nō byli wyłącznie mężczyźni, którzy role kobiece odgrywali w maskach. Motyw maski i przebrania jest mocno obecny w Zatoce suma, jednak role żeńskie odgrywają zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Teatr nō, to muzyka, śpiew, mimika i taniec. W Zatoce… słów było mało, pojawiające się zdania, czy to w wersji wyświetlanej, jako didaskalia, czy wypowiadane przez aktorów stanowiły jedynie pewną eksplikację, czy dopowiedzenie, uporządkowanie. Resztę wydarzeń scenicznych wypełniały właśnie ruch, dźwięk gongów, wymowna mimika, bogata scenografia i futurystyczne makijaże, kostiumy Julity Goździk, szczudła, szeleszczące i błyszczące tekstury stanowiące sedno performatywności i wymowności spektaklu. Scena w tradycyjnym teatrze nō oddzielona była od widowni pasem żwiru. Scenę w Teatrze Ochoty od publiczności separował półprzezroczysty, plastikowy materiał, który izolując akcję w formie sześcianu, wprawdzie przepuszczał obraz, jednocześnie go zniekształcając, tworząc inne niż realne linie zakrzywień. W teatrze nō po lewej stronie sceny znajduje się pomost prowadzący do tzw. pomieszczenia lustrzanego, w którym aktorzy przebierają się i zakładają maski. Odpowiednik takiego wnętrza i wspomnianego pomostu znajdziemy również w Zatoce…

teatr-ochoty_fot-kamilaszuba-pl-122

Co do samej treści spektaklu, to mowa tu o inkarnacjach kobiet: boginki, wojowniczki, demona, szaleńca. Każda z nich inna, wszystkie sugestywne, na swój sposób niepowtarzalne – za sprawą kreacji aktorskiej, kostiumu, performatywnych metod wyrazu, kolejno budujące nieprawdopodobieństwa i nadbudowujące nowe warstwy oniryzmu. Tworzą rzeczywistość szalenie zindywidualizowaną, a jednocześnie solidarną i zbiorową; fantazmatyczną równolegle z powołującą się na współczesne, społeczne konteksty kobiecości, podkreślając zarówno realny, somatyczny, seksualny wymiar istnienia, jak i emocje, mentalność, wyobraźnię.

Kolejno pojawiające się na scenie kobiety, to nowe kreacje, zupełnie inne społeczne konteksty, których ucieleśnienia, czy odbicia szukamy w realnym sąsiedztwie, w nas samych. W opisie do spektaklu czytamy o budowaniu własnej tożsamości, o przekroczeniu granic w autokreacji, o pewnego rodzaju wolności, której doświadczamy podczas komponowania swojego ja.

Ja spektakl rozumiem bardziej jako afirmację i empatię, i nie tyle autokreację, co potrzebę, bądź przymus kreślenia siebie na nowo, decydowanie o sobie, pewną niezależność i niepodległość, niesamowitą siłę do wprowadzania zmian, ale także umiejętność adaptacji do zastanego.

teatr-ochoty_fot-kamilaszuba-pl-63

Te pięć wcieleń kobiety, to tak naprawdę jeden człowiek, pięć inkarnacji w jednym ciele, pewna hybryda imaginacji, ciała, odwagi i fetyszu obecnego w każdej z przedstawionych nam kreacji.

Spektakl zaskakuje przemyślaną, promieniującą, fantastyczną i inspirujacą do dopowiedzenia scenografią oraz sugestywnymi kostiumami. Wszystko to tworzy  niemałe zamieszanie – przedmiotów, materiałów, kolorów i faktur, bałagan, który sprawia wrażenie intencjonalnego i jedynie pozornego. I o ile w kwestii oprawy zapanowanie nad tym zawirowaniem się udało, o tyle miałam wrażenie dramaturgicznego chaosu, oderwania kolejnych postaci, sytuacji, braku relacji, pewnej marginalności. Trudno zrozumieć było zależności kierujące postaciami, czy tendencyjność i niepotrzebną dosłowność użytych w spektaklu rozwiązań, jak  na przykład czarny worek, czy usypiający kobiety jak pszczoły podkurzacz.

Podsumowując, spektakl próbuje przeformułować szablonowe postrzeganie kobiety, dając jej głośne prawo do samostanowienia, autokreacji z uwzględnieniem jej potrzeb, fetyszów, wolności. Scenę wypełnia fantastyczna gra aktorów i ich futurologiczno – nō kreacje. Przygotujcie się na kosmiczne obrazy, japoński charakter i wyczuwalny, koncepcyjny chaos.

fot. Kamila Szuba

Grudzień is coming

1.12 Ośrodek wypoczynkowy, reż. Anna Smolar
Komuna//Warszawa

2.12 Podwyżka, reż. Tomasz Cymerman
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

2.12 Niezwyciężony, reż. Eugeniusz Korin
Teatr 6. Piętro w Warszawie

2.12 Tożsamość Wila, reż. Gabriela Muskała
Teatr Ludowy w Krakowie

2.12 Biedermann i podpalacze, reż. Torsten Munchow
Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku

2.12 Lord Jim, reż. Maciej Podstawny
Teatr Współczesny w Szczecinie

2.12 Golem, reż. Maja Kleczewska
Teatr Żydowski im. Estery Racheli i Idy Kamińskich w Warszawie

3.12 Pidżamowcy, reż. Marcin Liber
Wrocławski Teatr Współczesny

3.12 Dzielny Kapitan Ahab, reż. Grzegorz Kujawiński
Teatr Gdynia Główna

3.12 Conrad, reż. Ingmar Villqist
Teatr Śląski im. Stanisława Witkiewicza

5.12 Opowieść wigilijna, reż. Beata Zając (część akrobatyczna), Cezary Morawski (część dramaturgiczna)
Teatr Polski we Wrocławiu

7.12 Biblia. rdz 12-36, reż. Michał Zadara
Nowy Teatr w Warszawie

7.12 Elementarz, reż. Piotr Cieplak
Teatr Narodowy w Warszawie

8.12 Tango, reż. Maciej Wojtyszko
Warszawska Opera Kameralna

8.12 Kalifornia/Grace Slick, reż. Rene Pollesch
TR Warszawa

8.12 Szewcy, reż Jerzy Stuhr
Teatr Nowy w Łodzi

8.12 California Uber Alles, reż. Rene Pollesch
TR Warszawa

9.12 Tango, reż. Piotr Ratajczak
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

9.12 Wirus Świrus… i cała reszta, reż. Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska
Bałtycki Teatr Dramatyczny im. J. Słowackiego w Koszalinie

9.12 Strach zżerać duszę, reż. Agnieszka Jakimiak
Teatr Powszechny w Warszawie

9.12 Wujaszek Wania, reż. Iwan Wyrypajew
Teatr Polski w Warszawie

9.12 Rok 1946, reż. Remigiusz Brzyk
Teatr im. Stefana Żeromskiego

14.12 Magik, reż. Mateusz Olszewski
Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Kielcach

16.12 Hindełe, siostra Sztukmistrza, reż. Paweł Passini
Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie

20.12 Obroża, reż. Marek Pasieczny
Teatr Rampa w Warszawie

29.12 Autostrada, reż. Andrzej Mastalerz
Teatr Dramatyczny w Białymstoku

29.12 Komedia omyłek, reż. Jean Philippe Salério
Teatr Polski w Bydgoszczy

30.12 Kram z Piosenkami, reż. Cezary Tomaszewski
Teatr Powszechny w Warszawie

31.12 Damy i huzary, reż. Gabriel Gretzky
Teatr Miejski w Gliwicach

31.12 Wszystko w rodzinie, reż. Giovanny Castellanos
Teatr Powszechny w Łodzi

1 – 6.12 Wałbrzyskie Fanaberie Teatralne

9 – 16.12 Boska Komedia. Międzynarodowy Festiwal Teatralny
Kraków

K.

Strzępka i Demirski, czyli jeden z najbardziej interesujących duetów reżysersko – dramaturgicznych w kraju, wystawiają w Teatrze Polskim w Poznaniu spektakl pod enigmatycznym tytułem K.

Z zapowiedzi, wywiadów z twórcami dowiadujemy się, że będzie to  rzecz o prezesie Prawa i Sprawiedliwości, Jarosławie Kaczyńskim. Generalizując – nie stwierdzając – znienawidzonym przez rzeszę ludzi związanych z kulturą, kochanym przez środowiska katolicko – prawicowe, polityku, człowieku popularnym ze względu na swój… wkład w rządzenie krajem. Powstał już na jego temat komediowo – polityczny serial internetowy Ucho Prezesa, którego oglądalność liczy się w milionach odtworzeń. Prasa, media, Internet, portale społecznościowe wręcz grzmią na temat PiS-u i Kaczyńskiego – jedni z trwogą i lękiem, drudzy ze sprzeciwem, następni z poparciem i uwielbieniem, jeszcze inni z agresją i nienawiścią. Osoba, która dzieli Polaków jak już dawno nikt. Zatem chodliwość tematu pana prezesa w kraju jest ogromna. Ktoś zapyta: czy zatem nie wystarczy? Czy jeszcze teatr musi się tym zajmować? Absolutnie! Nie zapominajmy jaka jest misja instytucji obywatelskiej, jaką jest teatr publiczny! Ma to być przestrzeń debaty społecznej, swobodnej wymiany poglądów dotyczącej tematów szczególnie znaczących dla danej zbiorowości. A temat partii rządzącej, jej pomysłów i wprowadzanych ,,usprawnień” jest materią, powiedziałabym niewątpliwie istotną. Już chyba dawno nie spotkałam kogoś kto nie ma zdania w kwestii aktualnych wydarzeń polityczno – społecznych w Polsce.

Pojawia się zapewne kolejne pytanie: no więc czy trzeba tak od razu nazywać rzeczy wprost? Czy teatr nie powinien być miejscem subtelniejszego środka wyrazu, niż kontrowersja? Nie, nie musi! Jak powiedział wybitny polski aktor, reżyser, teoretyk teatru: teatr publiczny to nie przedsiębiorstwo, a przedsięwzięcie. I miał absolutną rację, bo to miejsce styczności i uczestnictwa w żywej, wielowymiarowej sztuce dającej szansę przeżywania tu i teraz nieoczywistości i złożoności emocji, relacji, zależności rządzących światem. I tak kontrowersja, prowokacja, ironia, czy sarkazm są po to, by wywołać wśród uczestników wydarzenia dyskusję i refleksję.

Jedną rzeczą cel i misja, drugą sposób jej przedstawienia.

K_0428

Tak więc znajdujemy się w roku 2019, w wigilię kolejnych wyborów parlamentarnych. Kurtyna opada, przed nią pojawia się nieznana postać w wytalkowanej twarzy, w kaszkiecie, wypowiadająca kilka zdań znanych z faktycznych wypowiedzi Kaczyńskiego w mediach. Publiczność się śmieje. Pojawia się konsternacja i niedowierzanie, czy to prezes? Odpowiedź pojawia się gdy kurtyna na powrót  się podnosi  i znowu znajdujemy się w pokoju z wersalką w sąsiedztwie monstrualnej głowy z wężowymi oczami, z ustami otwartymi by pożreć. Okazuje się, że ten, którego na początku bierzemy za tytułowego K., to komik, szef Partii Clownów (Jakub Papuga) startujących w wyborach, których hasło wyborcze to: Weź się nie zesraj!. Niby nie mają szans na wygraną, choć jakiś lęk się pojawia (przynajmniej u mnie, bo czyż nie wszystko jest możliwe?). Prezes, to natomiast absolutnie szokujący w tej roli, przystojny brunet, patologicznie związany ze swoją matką (Barbara Krasińska) Marcin Czarnik. Pada kilka łopatologicznych żartów, dosłownych komunikatów, oczywistych postaci, jak np. Donald Tusk (w tej roli gościnnie Jacek Poniedziałek) spółkujący z prezesem, z niemałą niechęcią wracający do Warszawy z Brukseli sprzątać ten syf, [co go PiS tu] narobił. Jest też pojawiający się tu i ówdzie duch/wspomnienie Unii Wolności (Joanna Drozda) i biegająca z zakrwawionym tasakiem młoda kobieta, przedstawicielka pokolenia Millenialsów, której rządy PiS-u odebrały szansę na dostatnie i takie, jakby chciała, życie. Wybiegła właśnie z protestu żeby poszukać prezesa i zakończyć farsę jego rządów, pokazać mu nożem swój ból, bunt i sprzeciw. Jest jeszcze telewizja skorelowana z partią rządzącą, oraz metafora jej upadku – gdakający poseł, udający dogorywającą kurę, taką która jeszcze przez chwilę po odrąbaniu głowy biega i robi hałas (w tej roli Wojciech Kalwat). A! I zapomniałabym o nastoletniej programistce, hakerce w różowych włosach (Monika Roszko), która nie jest w stanie uwierzyć, że noc po wyborach, to realne słowa i wydarzenia, a nie narkotykowy haj. Współpracująca z szefem Partii Clownów, dociera do przecieków wyników wyborów, jest oskarżana o ich  mistyfikacje.

K_0625

A jeśli o mistyfikacjach już mowa, to jest to ważny, zwrotny punkt przedstawienia. Okazuje się bowiem, że partia Prezesa Kaczyńskiego przegrała, zaraz go poleją benzyną i podpalą, albo porąbią głowę tasakiem, po czym wyniki znikają. Rozpoczyna się spółkowanie. Tusk boi się że wygra, trochę się cieszy, że da nauczkę Kaczyńskiemu, a trochę mu się nie chce wracać do Polski. Kaczyński ze współpracownikami rozważają ogłoszenie alternatywnych wyników w nocy. Jednym słowem cyrk. Czy realny? Oj, jakże bardzo… i przerażająco bardzo niestety.

I jest jeszcze wspomniana już matka Prezesa, postać, chciałoby się powiedzieć z angielskiego, last but not least. To wspaniała w swej dosłowności i idealności przekazu, metafora zamknięcia Kaczyńskiego na świat, jego braku tolerancji i szacunku do ludzi, jego zacietrzewienia i frustracji. Powodująca napięcia i zazdrość między bliźniaczymi synami, faworyzująca jednego z nich, zdana na oddaną obecność tego, który został, kobieta. Matka kochająca ponad życie, swoją chorobliwą miłością i manipulującym przywiązaniem syna do siebie,  krzywdząca go, jątrząca i wpływająca na jego decyzje.

K_0317

Co by nie mówić o K., to w pewnym wymiarze bardzo ważny, społecznie zaangażowany spektakl, teatr. Nawet jeśli nieskomplikowany i literalny przekaz nie zaskoczył niczym innym, jak właśnie tą dosłownością i nawet jeśli nie zaproponował żadnej sceniczno – społecznej alternatywy naszej narodowej przyszłości, to jest dość potężnym głosem sprzeciwu. Mimo że po K. pozostaje estetyczny i polemiczny niedosyt (bo jedyną kontrowersją jest to że K. to naprawdę K.), myśl, że Strzępka i Demirski mogliby więcej, uważam że to ważny ze społecznego punktu widzenia , warty obejrzenia, spektakl.

We mnie pozostaje lęk zbliżającego się roku 2019.

fot. Magda Hueckel

Kto się boi Virginii Wolf?

Kto się boi Virginii Wolf, to spektakl w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego na podstawie fantastycznego i ponadczasowego tekstu Edwarda Albee’go.

Rzecz dzieje się gdzieś w Nowej Anglii, w pokoju wypełnionym książkami (świetna scenografia Barbary Hanickiej), późną nocą, kiedy to pewne małżeństwo w wieku, na oko, czterdzieści plus, mocno zmęczone alkoholem, wraca z balu inaugurującego nowy rok akademicki. Ona to Marta (Dorota Kolak) – córka rektora uniwersytetu, on – Goerge (Mirosław Baka) – mąż Marty, niespełniony i niedoceniony wykładowca historii na owej uczelni. Na pierwszym planie nepotyzm i frustracja, które czasem robią miejsce analizie relacji małżeńskiej wspomnianej pary, czasami się z nią mieszają, niekiedy zazębiają.

Para ta nie szczędzi sobie uszczypliwości, obelg, impertynencji, inwektyw, ciętych ironii i sarkazmów. Publiczność zanosi się od śmiechu… A Marta i George we wzajemnej zjadliwości docierają w końcu siarczystych poniżeń i upokorzeń. Przestaje być komediowo, robi się coraz bardziej cierpko i refleksyjnie. On obraża i upokarza ją swoją obojętnością i cynizmem, ona prościej i literalniej – dyskredytując go jako mężczyznę, kochanka, naukowca, człowieka w ogóle.

W pokoju pojawia się kolejne małżeństwo – zaproszeni przez Martę na coś w rodzaju afetr party Nick (Piotr Bierdoń) – przystojny, blondwłosy, wysportowany, szarmancki i szalenie ambitny nauczyciel biologii na uniwersytecie ojca Marty oraz Honey (Katarzyna Dałek) – niezbyt ładna słodka idiotka, trochę tępa i naiwna, żona swojego męża. Młodsi od gospodarzy o jakieś dwadzieścia lat, na pozór idealnie dobrani, kochający.

kto-sie-boi-virginii-woolf-20-2

Ale tylko na pozór, bo ten fasadowy kontrast par legnie w gruzach, gdy z szaf wychodzą potwory.

Okazuje się bowiem, że w tej grze słów i emocji, pary obnażają się coraz bardziej. Odkrywają przed widzami wnętrzności swoich związków i podszycie ich samych. I tak, Nick to małostkowy i zorientowany na karierę emocjonalny chłopiec, który wcale tak bardzo nie kocha swojego Skarbka. Ożenił się z nią po tym, jak uroiła sobie ciążę, a jej ojciec zostawił jej w spadku ogromna fortunę. Nie jest ani kulturalny, ani szarmancki, nie przeszkadza mu uczelniany awans przez łóżko z córką rektora. Nie przeszkadza mu w tym też wymiotujący w łazience Skarb, ani czytający obok, książkę George. Nie przeszkadza też to oczywiście Marcie. Kobieta rozpaczliwie wołająca uwagi i ciepła ze strony nieobecnego męża, idzie do łóżka z Nickiem. Zapytacie kto jest winny? Nikt. Ta swoista psychoterapia, freudowska analiza, czy też terapia małżeńska, która uruchomiła się na scenie, pozostawiona została dokończeniu przez widzów już poza teatrem.

kto-sie-boi-virginii-woolf-21

Pełen ciętego dowcipu, emocji i angażującej historii spektakl ma kilka dużych atutów, ale w sąsiedztwie niemałych zgrzytów.

Jeśli chodzi o plusy, to niewątpliwym jest obecność na scenie absolutnie fantastycznego duetu Kolak, Baka. Fenomenalne kreacje, gra aktorska na najwyższym poziomie, ogromne doświadczenie sceniczne jakie mają i bezsprzeczny talent pozwoliły im zagrać nieuciekającą w tanie efekciarstwo i nieznośną przesadę, nonszalancję. Zdecydowanie mocny punkt, to także wspomniana już na początku scenografia Barbary Hanickiej oraz przekład Jacka Poniedziałka.

Niestety w kwartecie z rewelacyjnymi Dorotą Kolak i Mirosławem Baką uwypukliły się różnice w warsztacie drugiego scenicznego małżeństwa.

Postać Honey w wykonaniu Katarzyny Dałek, to w mojej ocenie największy mankament spektaklu. Dałek nie miała łatwej roli – drugoplanowa postać, obecna w rozmowach innych jako opowieść w osobie trzeciej, spędzająca większość czasu na torsjach w łazience gospodarzy. Jednak gdy już się pojawiała, próbując wejść w ton nierozgarniętej i infantylnej, skręcała nieopatrznie w trudną do zniesienia melo – recytację.

Trudne w odbiorze było także oświetlenie, szczególnie zjeżdżające z sufitu szpitalne reflektory – zbyt duża dosłowność chirurgicznej dokładności w roztrząsaniu przeszłości.

kto-sie-boi-virginii-woolf-18

Spektakl warty zobaczenia, na pewno ze względu na mistrzowskie kreacje Doroty Kolak i Mirosława Baki. Ale żeby jechać na niego przez pół Polski, to już chyba nie…

fot. materiały Teatru Wybrzeże