Grudzień

1.12 Królowa Śniegu, reż. Beniamin M. Bukowski
Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie

1.12 Królowie strzelców. Sport w cieniu imperium, reż. Piotr Ratajczak
Teatr Nowy w Zabrzu

1.12 Burza, reż. Paweł Miśkiewicz
Teatr Narodowy w Warszawie

6.12 Języki Przyszłości/ Future Tongues, reż. Anna Nowak
Nowy Teatr w Warszawie

6.12 Kwiat paproci, reż. Jakub Krofta
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

7.12 Rewolucja, której nie było, reż. Justyna Sobczyk
Teatr Soho w Warszawie (w ramach programu Centrum Sztuki Włączającej Downtown realizowanego przez Teatr 21 i Biennale Warszawa)

7.12 Pożegnanie jesieni, reż. Maria Żynel
Teatr Collegium Nobilium w Warszawie

7.12 Bachantki, reż. Maja Kleczewska
Teatr Powszechny w Warszawie

8.12 Grotowski non-fiction, reż. Katarzyna Kalwat
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

8.12 Mistrz i Małgorzata, reż. Paweł Passini
Teatr Ludowy w Krakowie

8.12 Królowa Śniegu, reż. Przemysław Jaszczak
Teatr Miejski w Gliwicach

12.12 Kuracjuszki z Interno, reż. Justyna Lipko-Konieczna, Dorota Ogrodzka
Teatr Powszechny w Warszawie

13.12 Cząstki kobiety, reż. Kornél Mundruczó
TR Warszawa

14.12 Smutek i melancholia, reż. Piotr Waligórski
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

14.12 Staś i Zła Noga, reż. Bartłomiej Błaszczyński
Teatr Śląski w Katowicach (koprodukcja ze Śląskim Teatrem Lalki i Aktora ATENEUM)

14.12 Noc Helvera, reż. Małgorzata Bogajewska
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

15.12 Dziadek do orzechów. Nowe historie, reż. Daria Kopiec
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

15.12 Stan wyjątkowy, reż. Ludomir Franczak
Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku

15.12 Seks dla opornych, reż. Paweł Pitera
Teatr Nowy w Łodzi

15.12 Mistrz i Małgorzata, reż. Gabriel Gietzky
Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

20.12 Little Pony, reż. Rudolf Zioło
Teatr Wybrzeże w Gdańsku

21.12 Asymilacja, reż. Piotr Kruszczyński
Teatr Nowy w Poznaniu

28.12 27 grudnia, reż. Jakub Skrzywanek
Teatr Polski w Poznaniu

29.12 Wszystko w rodzinie, reż. Giovanny Castellanos
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

30.12 Ostatnie kuszenie św. Bernadetty, reż. Cezary Tomaszewski
Komuna//Warszawa

31.12 Damy i huzary, reż. Maciej Wojtyszko
Teatr Powszechny w Radomiu

31.12 Nic nie gra, reż. Stefan Friedmann
Teatr Dramatyczny Wałbrzychu

 

fot. materiały Teatr 21

Strach

Strach, przypomina postapokaliptyczną wizję świata, jakby na ziemię znów spadł meteoryt, a kroki piątki zbłąkanych postaci były nie tylko jednymi z ich ostatnich, ale także z jednymi z ostatnich kroków ludzkich na ziemi. Jakby czekali na coś, co i tak nieuniknione.

Aktorów (Dobromira Dymeckiego, Monikę Frajczyk, Cezarego Kosińskiego, Piotra Trojana, Agnieszkę Żulewską) poznać możemy jedynie po głosach, ich twarze zakrywają maski, wszyscy są równi, wszyscy odstręczający, w pewien sposób potworni. Ubrani w przykurzone ubrania, jakby wyszli z jakiegoś schronu, w którym ledwo co przetrwali wybuch. Po to, by już niedługo zostać wchłoniętymi przez dziurę, przerażającą otchłań nicości, z której wystają tylko oślizgłe odnóża, macki jakiegoś potwora. Stranger things… trzeba przyznać. Warstwa wizualna, jest mocno sugestywna, na co składają się nie tylko kostiumy (Dominika Olszowy) i scenografia (Tomasz Mróz), ale też fantastyczne światła (Aleksandr Prowaliński), które w połączeniu ze zwolna przesuwającym się dymem tworzą oniryczne wręcz mozaiki, ruchome witraże. Muzyka dopina uczucie niepokoju.

Małgorzata Wdowik jest reżyserką, której nie interesuje tradycyjny sposób pracy. Bazuje ona raczej na tworzeniu doświadczeń niż fabuły. Muszę przyznać, że uwielbiam jej wrażliwość, sposób komunikowania się z widzem i zajmowania się problemem. Jej teatr to przepracowywanie, doświadczanie, odkodowywanie klisz. Strach według tego, co mówiła w wywiadach miał być próbą dotarcia do źródeł naszych własnych lęków, [których twórcy] szukają w opowieściach ludowych i popkulturowych, we wspomnieniach rodzinnych i doświadczeniach politycznych. Budują z nich świat zawieszony między fantazją a koszmarem sennym, w którym najważniejsza staje się walka o swój strach. Strach manipuluje scenami z popkultury, prowadzi dialog z klasyką filmów grozy, pojawia się Frankenstein, który jest wkurzony, że nikt się już dziś go nie boi, że przestał być wiarygodny.

STRACH_fot-NK_3

Dla mnie, mimo dużego szacunku i słabości do języka Małgorzaty Wdowik, Strach był nie do końca udaną próbą opowiedzenia o samotności, chorobie, śmierci, wizji pośmiertnej ciemności i przede wszystkim o braku wyboru, o bezradności i świadomości nadejścia nieuchronnego. Dlaczego nie do końca udaną? Wątpliwości wynikają z braku poczucia spójności warstwy narracyjnej i wizualnej, spektaklu. Tekst Roberta Bolesto wydawał się momentami nazbyt infantylny, nie zgrywał się z oniryczną warstwą wizualną spektaklu, był gdzieś obok, tak jakby twórcom zabrakło jednej wspólnej wizji. Z jednej strony piękne i jednocześnie niepokojące obrazy, z drugiej sformułowanie, że nie da się wydepilować gęsiej skórki

Brak organizacji również nie pomógł w odbiorze. Każdy z publiczności, przed wejściem na widownię otrzymał słuchawki, których zastosowanie w spektaklu, było zabiegiem, mającym pomóc w uzyskaniu pewnej intymności, bliskości — jakby ktoś szeptał do nam tuż przed snem do ucha. Lecz zamiast kołysanki, opowiadał o swoich koszmarach. Niestety nikt z obsługi widowni, nie upewnił się przed rozpoczęciem spektaklu, czy wszyscy znajdują się na właściwym kanale. Słuchawki miały trzy kanały nadawania, warstwa audio do spektaklu znajdowała się tylko na jednym z nich. Przy czym spora część widowni, przez cały spektakl znajdowała się na pustym kanale, albo wychodziła w trakcie spektaklu zniesmaczona niedziałającym sprzętem.

Każdy spektakl, to nieustająca praca, dopieszczanie, może więc pójść na Strach za jakiś czas?

 

fot. materiały TR Warszawa

Strach zżerać duszę

Strach zżerać duszę w reżyserii Agnieszki Jakimiak, to przykryty humorem, przegięciem, pastiszem, fantastyczną warstwą estetyczną, dramat.

I nie chodzi tu o romans głównych bohaterów nagrodzonego w Cannes filmu Rainera Wernera Fassbindera, który stał się inspiracją do stworzenia spektaklu. Nie chodzi o samotność, starość, emigrację, niedopasowanie, brak akceptacji, niechęć niemieckiego społeczeństwa, czy ostatecznie połączenie tego wszystkiego za sprawą dwójki przegranych – Emmi, starszej, niemieckiej sprzątaczki o polsko brzmiącym nazwisku i młodego, marokańskiego gastarbeitera, Alego.… To nie ten dramat, nie ta historia.

Wykorzystana została ona jako klucz do sportretowania nastawienia homogenicznego społeczeństwa do innego, innej, do wszystkiego co nowe i nieznane i wytrącające przez to ze strefy komfortu. O stosunku Polaków – narodzie bardzo jednolitym, do ludzi innego wyznania, innej rasy, narodowości.

Ali i Emmi nie biorą udziału w spektaklu, obecni są za to ich sąsiedzi, ich niechęć i plotki, obecna jest rodzina, dorosłe dzieci Emmi, ich złość i brak zrozumienia. To zamknięcie i strach przed innością, do której nie wiadomo jak się odnieść, jest źródłem agresji.

_dsc1387_2_

Spektakl (na szczęście!) nie jest gorzko – patetyczny. Cierpkość pojawia się dopiero wraz z refleksją, że ten śmiech, choć głośny i szczery, jest trochę przez łzy. Wystarczy włączyć telewizję. Wystarczy przejść niedaleko Mostu Poniatowskiego w Święto Niepodległości by wiedzieć, że to tu, że to o tym.

Ale! Wracając do śmiechu! Spektakl rozpoczyna debata z udziałem twórców spektaklu, która zwykle odbywa się po premierze: reżyserki (Karolina Adamczyk), dramaturga (Julian Świeżewski), muzyka (Łukasz Jędrzejczak) a także samego Fassbindera (Grzegorz Artman), rozmowę moderuje Klara Bielawka. Pełno tu pstryczków w nos, kąśliwych uwag do siebie nawzajem, do wchodzącej publiczności i komentarzy na temat spóźniającej się reżyserskiej, zagranicznej gwiazdy. Wszystko na tle przepięknej scenografii Mateusza Atmana. Za plecami odbywającej się debaty znajduje się biały pokój, w którym, nie tylko ściany, a dosłownie wszystko jest białe. Białe są i stół i krzesła, i kwiaty, donice, sofa, ogromny ukrzyżowany Jezus w rogu pokoju i nawet woda w białej konewce jest biała. Biel jest wszechobecna i wszechogarniająca! Przepiękna! Tworzy wspaniały podkład do gry świateł w kolejnych scenach. I można ją dowolnie zapisać. Trudno oderwać oczy.

Po zakończeniu debaty, z sufitu zjeżdża ekran, na którym wyświetlone zostają fragmenty filmu połączone są ze scenami dogranymi przez aktorów spektaklu. Tym samym, na przykład Brigitte Mira, grająca w kinowej wersji rolę Emmi rozmawia przy stole nie z El Hedi ben Salem (Ali z filmu) a z Grzegorzem Artmanem.

Pokój w każdej kolejnej scenie zmienia kolor, raz jest czerwony, raz żółty, innym razem zielony. Aktorzy mają na sobie peruki i stroje odpowiadające charakterem tym z filmu (lata 70. ubiegłego wieku). Raz są zawistnymi sąsiadami z dołu, sklepikarzem, który postanawia nie obsługiwać tej starej baby i arabskiego psa, krzyczącą córką i rozbijającym telewizor, synem. Nie są przywiązani do ról, w każdej fantastyczni, przezabawni! Grają farsą, komiczną hiberbolizacją gestów i słów.  Przez rozbawienie uwypuklają tragizm, brutalność wynikającą z braku tolerancji i zakłamania.

_dsc0981_1_

Najbardziej gorzki jest wniosek, do którego dochodzą rodzina, sąsiedzi, otoczenie Emmi i Alego — że właściwie korzyść (nie tylko materialna) wynikająca z publicznej akceptacji innego jest większa niż jawny sprzeciw, otwarta złość. A nienawidzić można przecież na odległość i podskórnie. Analiza ta niczego zatem nie zmienia… zrozumienie i akceptacja się nie pojawia, pozostaje zimna kalkulacja.

Rytm całemu spektaklowi nadaje Jędrzejczak, poruszający się do klubowych bitów za oknem pokoju. Wychodzi na ostatnią scenę. Ubrany w krótkie futerko, wełnianą czapkę, z wyrysowaną na torsie głową jelenia. Wychodzi, żeby zaśpiewać pieśń o Cyganie, czarnym Cyganie. Dość że czarnym to jeszcze Cyganie… 

Gorąco polecam! To bardzo mądrze zrealizowany spektakl.

fot. Magda Hueckel

O mężnym Pietrku i Sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych

Po pierwsze O mężnym Pietrku i sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych w reżyserii Wiktora Rubina, wydaje się być spektaklem bardzo lekkim, ale niech pierwsze wrażenie was nie zmyli. W istocie, spektakl ten stanowi ważny głos w dyskusji na temat dyskryminacji kobiet homoseksualnych, które jak w rozmowie z Martą Kaźmierską (Gazeta Wyborcza) powiedział reżyser: w społeczeństwie dyskryminowane [są] podwójnie. Raz – jako osoby homoseksualne, dwa – jako kobiety, bo dyskurs homoseksualny jest głośniejszy, bardziej opisany i zamieszkały przez mężczyzn. Twórcy inkorporują historię Marii Konopnickiej i jej wieloletniej partnerki Marii Dulębianki i traktują ją jako pomost do rozmowy na temat emancypacji i homoerotyczności kobiet, dziś, a także o niebezpieczeństwie wynikającym z patriarchatu.

Po drugie, spektakl jest przykładem naprawdę dobrego aktorstwa — przede wszystkim świetna Agnieszka Kwietniewska w roli Konopnickiej i fantastyczna, charyzmatyczna, zadziorna Kornelia Trawkowska w roli Heleny.

I po trzecie, O mężnym Pietrku… wbrew przypuszczeniom tych z widzów, którzy prace duetu Rubin i Janiczak znają, nie jest spektaklem interaktywnym. Widz nie jest tu ani elementem ani uczestnikiem akcji.

44867683_2165341036809223_2619863036185280512_n

Spektakl rozpoczyna film z wizyty aktorek Agnieszki Kwietniewskiej (Konopnicka) i Moniki Roszko (Dulębianka) w archiwum i na cmentarzach gdzie pochowane zostały Marie. Poszukują tu prywatnych zapisków z dzienników, listów, jakiegokolwiek śladu, namacalności po związku Konopnickiej i Dulębianki. Informacji znajdują niewiele, jedynie kilka słów o chorobie Konopnickiej i o tym, jak opiekowała się nią Dulębianka. Natomiast groby partnerek, które aktorki odwiedzają są oddzielne. Mimo woli Konopnickiej by zostały pochowane w jednej mogile, na której stać będzie pomnik dwóch kobiet czytających jedną książkę. Grób początkowo był jeden, ale został rozdzielony decyzją rządu II Rzeczypospolitej, aby nie naruszać pasującego patriarchalnego porządku, obrazu pisarki — patriotki, a obecność Dulębianki skutecznie wymazać z jej biografii.

Na scenie zaś, na tle dwóch starych, potężnych, drewnianych szaf, oprócz Dulębianki i przechodzącej właśnie menopauzę Konopnickiej w wykonaniu (jeszcze raz podkreślę) wspaniałej Agnieszki Kwietniewskiej, dzięki której mamy do czynienia nie tylko z powszechnym wyobrażeniem: wieszczki, patriotki, pozytywistycznej bajkopisarki i poetki, ale z postacią wielowymiarową, niejednoznaczną, kobietą zagubioną, miotającą się, pewną siebie i jednocześnie słabą, wiedzącą czego chce i odczuwającą ciągłą niemożność określenia się, która była idealna patriotką piszącą idealne patriotyczne teksty bo potrzebowała pieniędzy; poznajemy córki Konopnickiej, Maksymiliana Gumplowicza oraz Marguerite Radclyffe-Hall i jej partnerkę Mabele Batten.

Twórcy przywołują tylko dwie córki z ośmiorga dzieci Konopnickiej. Pierwsza, Helena (Trawkowska) to dziecko — wstyd, dziecko — hańba, dziecko, które chce się oddać do schroniska lub lombardu, nimfomanka i histeryczka. Druga córka, Zofia (groteskowa rola Mariusza Adamskiego) to dziecko — ulubieniec. To Zofia najprawdopodobniej zniszczyła pamiętniki Heleny, listy Konopnickiej i Dulębianki, po śmierci tej pierwszej. I nie bez przyczyny Zofię — strażniczkę czystości wizerunku Konopnickiej — gra mężczyzna. To kolejna wymowność. Te dwie kobiety: jedna — poszukująca wsparcia i miłości matki, mówiąca: ja tu zostaję dopóki mnie nie pokochasz i druga, podziwiająca i zapatrzona w matkę, przywołane na zasadzie absurdalnego, zabawego przeciwieństwa w pewien sposób demityzują Konopnicką, odkrywają jej człowieczeństwo, wahania, tęsknoty i frustracje, tak skrzętnie usuwane przez kolejne pokolenia władzy.

Maksymilian Gumplowicz, historyk, szaleńczo zakochany w młodszej od siebie o 30 lat, Konopnickiej, zdolny zrobić dla niej wszystko. Zastrzelił się w wieku dwudziestu kilku lat… z miłości do poetki. To postać (mimo całego dowcipu językowego, kostiumu) fatalna, podporządkowana, dająca się wykorzystywać.

44936678_2167629416580385_3698640275548143616_n

I w końcu Radclyffe-Hall — brytyjska pisarka i  poetka, autorka Studni Samotności — książki z jawnym wątkiem lesbijskim i jej partnerka — śpiewaczka kabaretowa Batten. Są afirmacją i narzędziem, dzięki któremu Marie mogą spróbować się określić, ale też ucieleśnieniem oskarżenia Konopnickiej, zbiorczym głosem wszystkich tych (współczesnych i ówczesnych) którzy mają żal do poetki, że milczała, że nie zostawiła świadectwa. Są głosem Dulębianki. Bo ona, wymazana z biografii swej wieloletniej partnerki, kochanki, po śmierci Konopnickiej wyrzucona z ich domu, na koniec wyrzucona także ze wspólnego grobu, jest naga. Dosłownie i w przenośni. Monika Roszko podczas manifestu Konopnickiej do kobiet nieheteronormatywnych stoi bez ubrania. Chłodno, niemal biernie, jakby pogodzona ze swoim, jak i losem kobiet w Polsce w ogóle, trzyma w ręku kartę z pytaniem: Gdzie jesteście?, które kontynuuje wyrzucając po kolei kolejne. Na podłodze lądują wszystkie ciotki, sąsiadki, kumy, policjantki… kobiety, których prawa w Polsce są łamane!

Polecam wybrać się Poznania na spektakl Wiktora Rubina i Jolanty Janiczak, którzy w Teatrze Polskim w Poznaniu, za pośrednictwem biografii Konopnickiej i Dulębianki podejmują nader ważny temat! Praw i wolności kobiet, emancypacji, patriarchatu. Jedno, że ten temat podejmują, a dwa, że robią to naprawdę dobrze! I to w tak prostej formie, bez zbędnym ozdobników, przegięcia językowego, czy estetycznego.

fot. Magda Hueckel

Listopad

7.11 Wiły, rusałki, baby wodne i inne polki, reż. Urszula Hajdukiewicz
Teatr Collegium Nobilium w Warszawie

7.11 This is the real thing, pomysł i realizacja: Anna Nowicka
Nowy Teatr w Warszawie

9.11 Operetka, reż. Waldemar Zawodziński
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

9.11 Trójka na głowie, reż. Mateusz Przyłęcki
Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

9.11 Jak ocalić świat na małej scenie?, reż Paweł Łysak
Teatr  Powszechny w Warszawie

9.11 Miłość od ostatniego wejrzenia, reż. Iwona Kempa
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

10.11 Gałązka rozmarynu, reż. Rafał Matusz
Teatr Dramatyczny w Białymstoku

10.11 Sztuka, reż. Waldemar Śmigaziewicz
Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

10.11 Taniec albatrosa, reż. Marcin Sławiński
Teatr Powszechny w Łodzi

11.11 Ruscy, reż. Adam Orzechowski
Teatr Wybrzeże w Gdańsku

11.11 Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności, reż. Marcin Liber
Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy

16.11 Po nas choćby kosmos, reż. Paweł Świątek
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

17.11 Nim odleci, reż. Maciej Englert
Teatr Współczesny w Warszawie

17.11 Wampir. Trauerspiel, reż. Tomasz Węgorzewski
Teatr Polski w Bydgoszczy

17. 11 Jeremi się ogarnia. Lol, reż. Tomasz Valldal-Czarnecki
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

17.11 Fanny i Aleksander, reż. Justyna Celeda
Teatr Współczesny w Szczecinie

19.11 Instytut Goethego, reż. Cezary Tomaszewski
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

23.11 Najmrodzki, czyli dawno temu w Gliwicach, reż. Michał Siegoczyński
Teatr Miejski w Gliwicach

23.11 Opera dla głuchych, reż. Wojciech Zrałek-Kossakowski
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

24.11 Zamek z piasku, reż. Andrzej Zaorski
Teatr Polski w Szczecinie

24.11 Kilka dziewczyn, reż. Bożena Suchocka
Teatr Narodowy w Warszawie

29.11 Wszystko w rodzinie, reż. Giovanny Castellanos
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

30.11 M. Zimińska, reż. Karol Suszka
Teatr Dramatyczny w Płocku

30.11 Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej, reż. Monika Strzępka
Narodowy Stary Teatr w Krakowie

 

fot. materiały Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

Kantor

Większość Polaków zna zapewne Tadeusza Kantora głównie za sprawą jego twórczości teatralnej, a przede wszystkim z pokazywanej na całym świecie Umarłej klasy. Dzięki fantastycznej książce prof. Krzysztofa Pleśniarowicza czytelnicy mają szansę poznać Kantora: artystę — malarza, jego sztukę informel, Kantora — twórcę ambalażu, jego happeningi (np. Koncert morski) i jeszcze pełniej jego działalność teatralną: teatr konspiracyjny (Balladyna, czy Powrót Odysa), teatr ubogi, zerowy, teatr miłości i śmierci (Umarła klasa, Wielopole, Wielopole, Niech szczezną artyści, Nigdy tu już nie powrócę, czy niedokończony spektakl Dziś są moje urodziny); artystę nazywanego przez wielu kabotynem, czy megalomanem, człowieka który chciał trafić do światowego muzeum. I wreszcie Tadeusza Kantora — wielki talent, który przez lata doceniany był nie w swoim kraju, a wszędzie poza nim!

44940974_2132146047049719_7434586997806596096_n

O Kantorze, w książce prof. Pleśniarowicza, mówią jego przyjaciele, jego pierwsza żona, Ewa Jurkiewicz oraz druga żona i jednocześnie wieloletnia partnerka artystyczna, Maria Stangret, jego współpracownicy, zagraniczni kuratorzy i kolekcjonerzy sztuki, ówcześni recenzenci. Z ich wspomnień, listów i przytoczonych wypowiedzi, a także słów samego Kantora oraz komentarzy autora książki, skonstruowana została obszerna, wielowymiarowa, pełna odniesień, biografia artysty. Począwszy od jego urodzin na chwilę po I Wojnie Światowej, wielopolskiego dzieciństwa w atmosferze kulturowej symbiozy Żydów i katolików, poprzez inspiracje Malczewskim, Wyspiańskim, Witkacym, Mattem, jego pierwszą podróż do Francji, pracę w charakterze dekoratora, scenografa w krakowskich teatrach, współpracę z Fryczem, Pronaszką, otwarcie galerii Krzysztofory, wystawy jego prac w galeriach na całym świecie, aż po teatr Cricot 2 i jego międzynarodowe osiągnięcia, nieustające, światowe tournée. Historia uzupełniona o obszerny portret kantorowskiej metody pracy z aktorami, o opis tak charakterystycznego dla teatru Kantora świata najniższej rangi, złożonego z kliszy pamięci, pustego pokoju pamięci, czy umieszczanych w jego spektaklach przedmiotach biednych, banalnych, poza światem znakowej kultury, poza światem ludzkiego doświadczania. Ubrań, parasoli, toreb, krzeseł [które] podniszczał, przerabiał, by podkreślić ich biedność, niską rangę, śmietnikowy rodowód (popełniając świadome, estetyczne mistyfikacje). 

Biografia skupia się na artystycznych dokonaniach Kantora, przebiegu jego twórczego rozwoju (malarskiego, teatralnego), analizie kształtowania jego artystycznej tożsamości bez posługiwania się licznymi szczegółami z życia prywatnego artysty i popadania w subiektywne oceny. Uzupełniona jest 48 zdjęciami, które przedstawiają prace malarskie Kantora, jego ambalaże, grafiki, przedmioty biedne, fotografie ze spektakli, happeningów, a także te z podróży i prywatnych wyjazdów. 

Profesor Krzysztof Pleśniarowicz, teoretyk, historyk teatru i performansu, były dyrektor Cricoteki, autor, współautor i redaktor licznych publikacji na temat Kantora, swoją książką, oddał niejako hołd wielkiemu awangardziście! Kantorowi — jednemu z najważniejszych artystów XX wieku, malarzowi, grafikowi, wizjonerowi i twórcy teatralnemu, założycielowi teatru Cricot 2, którego życie i twórczość przebiegała równolegle z największymi i wstrząsającymi wydarzeniami minionej epoki: I i II Wojna Światowa, stalinizm, stan wojenny, marzec ‘68 i wreszcie upadek komunizmu w ‘89 w Polsce.

Gorąco polecam nie tylko teatromanom! 

 

Dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera za udostępnienie książki do recenzji.

Pan Tadeusz czyli ostatni zajazd na Litwie

Pan Tadeusz jest premierą inaugurującą 95 – lecie Teatru Nowego w Poznaniu, ale to nie pierwsza adaptacja tego dzieła przez profesora Grabowskiego, którą mieli okazję oglądać Poznaniacy. W 2013 roku spektakl produkcji Teatru Starego w Krakowie wystawiony został w Teatrze Polskim podczas Spotkań Teatralnych Bliscy Nieznajomi.

Czesław Miłosz powiedział kiedyś o Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza, że jest to poemat metafizyczny mówiący o równowadze, porządku świata, w którym Soplicowo jest ogrodem Pana Boga. Pan Tadeusz w wydaniu Mikołaja Grabowskiego nie skupia się na tajemnicy i krzepieniu podupadłych polskich serc. Raczej odziera tekst z jego epopejowości. Wyciągając z niego na pierwszy plan humor, mocno ironizując, stawiając na komizm, śmiech i farsę, tworzy parodię romansu i kryminału. Oczywiście przy współpracy z fantastycznym zespołem aktorskim Teatru Nowego.

Jeśli już mowa o romansie, to oczywiście z udziałem Telimeny, Zosi, Tadeusza i Hrabiego!

Telimena (w tej roli wspaniała Anna Mierzwa) to kobieta dojrzała, pewna siebie, świadoma swoich walorów i atutów, także tych fizycznych, których nie kryguje się wykorzystywać. Jest zadziorna a jednocześnie namiętna i kochliwa, to intrygantka lawirująca między objęciami Tadeusza i Hrabiego. W dużym dekoldzie, na wysokich, czerwonych obcasach. Nie wiem tylko co by na to powiedział Mickiewicz, który przy tworzeniu Pana Tadeusza, czerpać miał z wątków autobiograficznych. I tak w postaci Telimeny na przykład, ukryć cechy, postawy i stosunek do swojej żony — Cecylii…

Zosia (świetna Alicja Juszkiewicz) u Grabowskiego jest zwykłą, wiejską dziewczyną, której raczej brak manier i dystyngowania. Wychowana z indykami i włażąca na drzewa. Przedstawienie Zosi w ten sposób, tworzy przezabawną polemikę i zmienia utarte (także przez ekranizację Pana Tadeusza, Andrzeja Wajdy) wyobrażenie Zosi — naturalnej, zgrabnej i zwiewnej nimfy. W spektaklu, daleko tej kreacji do złotowłosej Alicji Bachledy-Curuś i pojęcia damy, a już na pewno daleko do pojęcia kochanki. Kontynuując zaś wątek autobiograficzny wieszcza, w literackiej Zosi upatruje się zafascynowania Mickiewicza Ksawerą Deybel, z którą poeta miał wieloletni romans.

1YWpJWpQ

Podatny zaś na zaloty dużo starszej od siebie i dojrzałej Telimeny oraz urodę nieopierzonej jeszcze Zosi, Tadeusz, to debiut aktorski nowego aktora Teatru Nowego, Jana Romanowskiego, który radzi sobie z tą rolą koncertowo. Tadeusz w jego wykonaniu bez wątpienia zapada w pamięć. W przeciwieństwie do tego z epopei, gdzie choć stanowi tytułowego bohatera, zdecydowanie nie jest najważniejszą, ani najbardziej barwną postacią utworu. W spektaklu, Młody Soplica to dziecinnie zdziwiony, zachwycony wszystkim i wszystkimi, zadziorny chłopak, któremu wydaje się być już dojrzałym mężczyzną. W miłości niezdecydowany, za to w sprawie kawy ze śmietanką (absolutnie prześmieszna scena) już tak!

Hrabia to kolejna świetna kreacja aktorska, tym razem Mateusza Ławrynowicza. Postać podatna na wpływy, romantyczna i wrażliwa, zdecydowanie bardziej obyta wśród szlachty i kobiet niż Tadeusz.

Co do kryminału, to postaciami wokół których buduje się największe napięcie, są oczywiście ksiądz Robak (Mariusz Zaniewski) i Gerwazy (Ildefons Stachowiak). I te role, to kolejny przykład aktorstwa na naprawdę wysokim poziomie! Spowiedź Jacka Soplicy w drugiej części spektaklu, przedstawienie przez Zaniewskiego w tym krótkim monologu całej skomplikowanej konstrukcji biograficznej postaci, syntezy zbrodniarza i pokutnika, a wcześniej także cichego konspiratora, to duży aktorski sukces. Podobnie zresztą, jak atmosfera niepokoju i napięcie budowane przez Stachowiaka.

eqkOgPIQ

W odpowiedni nastrój wprowadza również scenografia spektaklu (Jacek Ukleja). To surowe wnętrze, powiedzieć można, że w stanie deweloperskim. Ledwo co wylana betonowa posadzka, wybielone ściany, w rogu betoniarka, w centrum sceny rusztowanie. Z boku sceny, pod rusztowaniową siatką ochronną znajduje się zespół kameralny, który gra muzykę na żywo. Tu dzieje się cała akcja, to Soplicowo – pomieszczenie w budowie, w które trzeba włożyć jeszcze sporo pracy by doprowadzić je do stanu wygodnego użytkowania. A opisywana przez Mickiewicza i hiperbolizowana przez Grabowskiego duma, pycha, warcholstwo i skłonność do kłótliwości polskiej szlachty raczej w tym nie pomaga. Budowa na scenie jest podkładem do grzybobrania, polowania, jest kościołem, jadalnią, karczmą Jankiela, lasem, łąką i świątynią dumania. Miejscem, które tworzy tło do fantastycznych aktorskich ról. To one, poza lekkością, której nadał epopei Grabowski, są największym, zdecydowanie najmocniejszym aspektem spektaklu.

Pan Tadeusz Mikołaja Grabowskiego na pewno nie jest artystycznym arcydziełem, nie jest też odkrywczy, ale jest zbawiennym, zabawnym oderwaniem od epopejowości dzieła, jego drugim, zdecydowanie bardziej humorystycznym dnem. Przekonuje, że nie taki wieszcz i 13-zgłoskowiec straszny jak go malują.

fot. Jakub Wittchen