O mężnym Pietrku i Sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych

Po pierwsze O mężnym Pietrku i sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych w reżyserii Wiktora Rubina, wydaje się być spektaklem bardzo lekkim, ale niech pierwsze wrażenie was nie zmyli. W istocie, spektakl ten stanowi ważny głos w dyskusji na temat dyskryminacji kobiet homoseksualnych, które jak w rozmowie z Martą Kaźmierską (Gazeta Wyborcza) powiedział reżyser: w społeczeństwie dyskryminowane [są] podwójnie. Raz – jako osoby homoseksualne, dwa – jako kobiety, bo dyskurs homoseksualny jest głośniejszy, bardziej opisany i zamieszkały przez mężczyzn. Twórcy inkorporują historię Marii Konopnickiej i jej wieloletniej partnerki Marii Dulębianki i traktują ją jako pomost do rozmowy na temat emancypacji i homoerotyczności kobiet, dziś, a także o niebezpieczeństwie wynikającym z patriarchatu.

Po drugie, spektakl jest przykładem naprawdę dobrego aktorstwa — przede wszystkim świetna Agnieszka Kwietniewska w roli Konopnickiej i fantastyczna, charyzmatyczna, zadziorna Kornelia Trawkowska w roli Heleny.

I po trzecie, O mężnym Pietrku… wbrew przypuszczeniom tych z widzów, którzy prace duetu Rubin i Janiczak znają, nie jest spektaklem interaktywnym. Widz nie jest tu ani elementem ani uczestnikiem akcji.

44867683_2165341036809223_2619863036185280512_n

Spektakl rozpoczyna film z wizyty aktorek Agnieszki Kwietniewskiej (Konopnicka) i Moniki Roszko (Dulębianka) w archiwum i na cmentarzach gdzie pochowane zostały Marie. Poszukują tu prywatnych zapisków z dzienników, listów, jakiegokolwiek śladu, namacalności po związku Konopnickiej i Dulębianki. Informacji znajdują niewiele, jedynie kilka słów o chorobie Konopnickiej i o tym, jak opiekowała się nią Dulębianka. Natomiast groby partnerek, które aktorki odwiedzają są oddzielne. Mimo woli Konopnickiej by zostały pochowane w jednej mogile, na której stać będzie pomnik dwóch kobiet czytających jedną książkę. Grób początkowo był jeden, ale został rozdzielony decyzją rządu II Rzeczypospolitej, aby nie naruszać pasującego patriarchalnego porządku, obrazu pisarki — patriotki, a obecność Dulębianki skutecznie wymazać z jej biografii.

Na scenie zaś, na tle dwóch starych, potężnych, drewnianych szaf, oprócz Dulębianki i przechodzącej właśnie menopauzę Konopnickiej w wykonaniu (jeszcze raz podkreślę) wspaniałej Agnieszki Kwietniewskiej, dzięki której mamy do czynienia nie tylko z powszechnym wyobrażeniem: wieszczki, patriotki, pozytywistycznej bajkopisarki i poetki, ale z postacią wielowymiarową, niejednoznaczną, kobietą zagubioną, miotającą się, pewną siebie i jednocześnie słabą, wiedzącą czego chce i odczuwającą ciągłą niemożność określenia się, która była idealna patriotką piszącą idealne patriotyczne teksty bo potrzebowała pieniędzy; poznajemy córki Konopnickiej, Maksymiliana Gumplowicza oraz Marguerite Radclyffe-Hall i jej partnerkę Mabele Batten.

Twórcy przywołują tylko dwie córki z ośmiorga dzieci Konopnickiej. Pierwsza, Helena (Trawkowska) to dziecko — wstyd, dziecko — hańba, dziecko, które chce się oddać do schroniska lub lombardu, nimfomanka i histeryczka. Druga córka, Zofia (groteskowa rola Mariusza Adamskiego) to dziecko — ulubieniec. To Zofia najprawdopodobniej zniszczyła pamiętniki Heleny, listy Konopnickiej i Dulębianki, po śmierci tej pierwszej. I nie bez przyczyny Zofię — strażniczkę czystości wizerunku Konopnickiej — gra mężczyzna. To kolejna wymowność. Te dwie kobiety: jedna — poszukująca wsparcia i miłości matki, mówiąca: ja tu zostaję dopóki mnie nie pokochasz i druga, podziwiająca i zapatrzona w matkę, przywołane na zasadzie absurdalnego, zabawego przeciwieństwa w pewien sposób demityzują Konopnicką, odkrywają jej człowieczeństwo, wahania, tęsknoty i frustracje, tak skrzętnie usuwane przez kolejne pokolenia władzy.

Maksymilian Gumplowicz, historyk, szaleńczo zakochany w młodszej od siebie o 30 lat, Konopnickiej, zdolny zrobić dla niej wszystko. Zastrzelił się w wieku dwudziestu kilku lat… z miłości do poetki. To postać (mimo całego dowcipu językowego, kostiumu) fatalna, podporządkowana, dająca się wykorzystywać.

44936678_2167629416580385_3698640275548143616_n

I w końcu Radclyffe-Hall — brytyjska pisarka i  poetka, autorka Studni Samotności — książki z jawnym wątkiem lesbijskim i jej partnerka — śpiewaczka kabaretowa Batten. Są afirmacją i narzędziem, dzięki któremu Marie mogą spróbować się określić, ale też ucieleśnieniem oskarżenia Konopnickiej, zbiorczym głosem wszystkich tych (współczesnych i ówczesnych) którzy mają żal do poetki, że milczała, że nie zostawiła świadectwa. Są głosem Dulębianki. Bo ona, wymazana z biografii swej wieloletniej partnerki, kochanki, po śmierci Konopnickiej wyrzucona z ich domu, na koniec wyrzucona także ze wspólnego grobu, jest naga. Dosłownie i w przenośni. Monika Roszko podczas manifestu Konopnickiej do kobiet nieheteronormatywnych stoi bez ubrania. Chłodno, niemal biernie, jakby pogodzona ze swoim, jak i losem kobiet w Polsce w ogóle, trzyma w ręku kartę z pytaniem: Gdzie jesteście?, które kontynuuje wyrzucając po kolei kolejne. Na podłodze lądują wszystkie ciotki, sąsiadki, kumy, policjantki… kobiety, których prawa w Polsce są łamane!

Polecam wybrać się Poznania na spektakl Wiktora Rubina i Jolanty Janiczak, którzy w Teatrze Polskim w Poznaniu, za pośrednictwem biografii Konopnickiej i Dulębianki podejmują nader ważny temat! Praw i wolności kobiet, emancypacji, patriarchatu. Jedno, że ten temat podejmują, a dwa, że robią to naprawdę dobrze! I to w tak prostej formie, bez zbędnym ozdobników, przegięcia językowego, czy estetycznego.

fot. Magda Hueckel

Listopad

7.11 Wiły, rusałki, baby wodne i inne polki, reż. Urszula Hajdukiewicz
Teatr Collegium Nobilium w Warszawie

7.11 This is the real thing, pomysł i realizacja: Anna Nowicka
Nowy Teatr w Warszawie

9.11 Operetka, reż. Waldemar Zawodziński
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

9.11 Trójka na głowie, reż. Mateusz Przyłęcki
Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

9.11 Jak ocalić świat na małej scenie?, reż Paweł Łysak
Teatr  Powszechny w Warszawie

9.11 Miłość od ostatniego wejrzenia, reż. Iwona Kempa
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

10.11 Gałązka rozmarynu, reż. Rafał Matusz
Teatr Dramatyczny w Białymstoku

10.11 Sztuka, reż. Waldemar Śmigaziewicz
Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

10.11 Taniec albatrosa, reż. Marcin Sławiński
Teatr Powszechny w Łodzi

11.11 Ruscy, reż. Adam Orzechowski
Teatr Wybrzeże w Gdańsku

11.11 Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności, reż. Marcin Liber
Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy

16.11 Po nas choćby kosmos, reż. Paweł Świątek
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

17.11 Nim odleci, reż. Maciej Englert
Teatr Współczesny w Warszawie

17.11 Wampir. Trauerspiel, reż. Tomasz Węgorzewski
Teatr Polski w Bydgoszczy

17. 11 Jeremi się ogarnia. Lol, reż. Tomasz Valldal-Czarnecki
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

17.11 Fanny i Aleksander, reż. Justyna Celeda
Teatr Współczesny w Szczecinie

19.11 Instytut Goethego, reż. Cezary Tomaszewski
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

23.11 Najmrodzki, czyli dawno temu w Gliwicach, reż. Michał Siegoczyński
Teatr Miejski w Gliwicach

23.11 Opera dla głuchych, reż. Wojciech Zrałek-Kossakowski
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

24.11 Zamek z piasku, reż. Andrzej Zaorski
Teatr Polski w Szczecinie

24.11 Kilka dziewczyn, reż. Bożena Suchocka
Teatr Narodowy w Warszawie

29.11 Wszystko w rodzinie, reż. Giovanny Castellanos
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

30.11 M. Zimińska, reż. Karol Suszka
Teatr Dramatyczny w Płocku

30.11 Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej, reż. Monika Strzępka
Narodowy Stary Teatr w Krakowie

 

fot. materiały Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

Kantor

Większość Polaków zna zapewne Tadeusza Kantora głównie za sprawą jego twórczości teatralnej, a przede wszystkim z pokazywanej na całym świecie Umarłej klasy. Dzięki fantastycznej książce prof. Krzysztofa Pleśniarowicza czytelnicy mają szansę poznać Kantora: artystę — malarza, jego sztukę informel, Kantora — twórcę ambalażu, jego happeningi (np. Koncert morski) i jeszcze pełniej jego działalność teatralną: teatr konspiracyjny (Balladyna, czy Powrót Odysa), teatr ubogi, zerowy, teatr miłości i śmierci (Umarła klasa, Wielopole, Wielopole, Niech szczezną artyści, Nigdy tu już nie powrócę, czy niedokończony spektakl Dziś są moje urodziny); artystę nazywanego przez wielu kabotynem, czy megalomanem, człowieka który chciał trafić do światowego muzeum. I wreszcie Tadeusza Kantora — wielki talent, który przez lata doceniany był nie w swoim kraju, a wszędzie poza nim!

44940974_2132146047049719_7434586997806596096_n

O Kantorze, w książce prof. Pleśniarowicza, mówią jego przyjaciele, jego pierwsza żona, Ewa Jurkiewicz oraz druga żona i jednocześnie wieloletnia partnerka artystyczna, Maria Stangret, jego współpracownicy, zagraniczni kuratorzy i kolekcjonerzy sztuki, ówcześni recenzenci. Z ich wspomnień, listów i przytoczonych wypowiedzi, a także słów samego Kantora oraz komentarzy autora książki, skonstruowana została obszerna, wielowymiarowa, pełna odniesień, biografia artysty. Począwszy od jego urodzin na chwilę po I Wojnie Światowej, wielopolskiego dzieciństwa w atmosferze kulturowej symbiozy Żydów i katolików, poprzez inspiracje Malczewskim, Wyspiańskim, Witkacym, Mattem, jego pierwszą podróż do Francji, pracę w charakterze dekoratora, scenografa w krakowskich teatrach, współpracę z Fryczem, Pronaszką, otwarcie galerii Krzysztofory, wystawy jego prac w galeriach na całym świecie, aż po teatr Cricot 2 i jego międzynarodowe osiągnięcia, nieustające, światowe tournée. Historia uzupełniona o obszerny portret kantorowskiej metody pracy z aktorami, o opis tak charakterystycznego dla teatru Kantora świata najniższej rangi, złożonego z kliszy pamięci, pustego pokoju pamięci, czy umieszczanych w jego spektaklach przedmiotach biednych, banalnych, poza światem znakowej kultury, poza światem ludzkiego doświadczania. Ubrań, parasoli, toreb, krzeseł [które] podniszczał, przerabiał, by podkreślić ich biedność, niską rangę, śmietnikowy rodowód (popełniając świadome, estetyczne mistyfikacje). 

Biografia skupia się na artystycznych dokonaniach Kantora, przebiegu jego twórczego rozwoju (malarskiego, teatralnego), analizie kształtowania jego artystycznej tożsamości bez posługiwania się licznymi szczegółami z życia prywatnego artysty i popadania w subiektywne oceny. Uzupełniona jest 48 zdjęciami, które przedstawiają prace malarskie Kantora, jego ambalaże, grafiki, przedmioty biedne, fotografie ze spektakli, happeningów, a także te z podróży i prywatnych wyjazdów. 

Profesor Krzysztof Pleśniarowicz, teoretyk, historyk teatru i performansu, były dyrektor Cricoteki, autor, współautor i redaktor licznych publikacji na temat Kantora, swoją książką, oddał niejako hołd wielkiemu awangardziście! Kantorowi — jednemu z najważniejszych artystów XX wieku, malarzowi, grafikowi, wizjonerowi i twórcy teatralnemu, założycielowi teatru Cricot 2, którego życie i twórczość przebiegała równolegle z największymi i wstrząsającymi wydarzeniami minionej epoki: I i II Wojna Światowa, stalinizm, stan wojenny, marzec ‘68 i wreszcie upadek komunizmu w ‘89 w Polsce.

Gorąco polecam nie tylko teatromanom! 

 

Dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera za udostępnienie książki do recenzji.

Pan Tadeusz czyli ostatni zajazd na Litwie

Pan Tadeusz jest premierą inaugurującą 95 – lecie Teatru Nowego w Poznaniu, ale to nie pierwsza adaptacja tego dzieła przez profesora Grabowskiego, którą mieli okazję oglądać Poznaniacy. W 2013 roku spektakl produkcji Teatru Starego w Krakowie wystawiony został w Teatrze Polskim podczas Spotkań Teatralnych Bliscy Nieznajomi.

Czesław Miłosz powiedział kiedyś o Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza, że jest to poemat metafizyczny mówiący o równowadze, porządku świata, w którym Soplicowo jest ogrodem Pana Boga. Pan Tadeusz w wydaniu Mikołaja Grabowskiego nie skupia się na tajemnicy i krzepieniu podupadłych polskich serc. Raczej odziera tekst z jego epopejowości. Wyciągając z niego na pierwszy plan humor, mocno ironizując, stawiając na komizm, śmiech i farsę, tworzy parodię romansu i kryminału. Oczywiście przy współpracy z fantastycznym zespołem aktorskim Teatru Nowego.

Jeśli już mowa o romansie, to oczywiście z udziałem Telimeny, Zosi, Tadeusza i Hrabiego!

Telimena (w tej roli wspaniała Anna Mierzwa) to kobieta dojrzała, pewna siebie, świadoma swoich walorów i atutów, także tych fizycznych, których nie kryguje się wykorzystywać. Jest zadziorna a jednocześnie namiętna i kochliwa, to intrygantka lawirująca między objęciami Tadeusza i Hrabiego. W dużym dekoldzie, na wysokich, czerwonych obcasach. Nie wiem tylko co by na to powiedział Mickiewicz, który przy tworzeniu Pana Tadeusza, czerpać miał z wątków autobiograficznych. I tak w postaci Telimeny na przykład, ukryć cechy, postawy i stosunek do swojej żony — Cecylii…

Zosia (świetna Alicja Juszkiewicz) u Grabowskiego jest zwykłą, wiejską dziewczyną, której raczej brak manier i dystyngowania. Wychowana z indykami i włażąca na drzewa. Przedstawienie Zosi w ten sposób, tworzy przezabawną polemikę i zmienia utarte (także przez ekranizację Pana Tadeusza, Andrzeja Wajdy) wyobrażenie Zosi — naturalnej, zgrabnej i zwiewnej nimfy. W spektaklu, daleko tej kreacji do złotowłosej Alicji Bachledy-Curuś i pojęcia damy, a już na pewno daleko do pojęcia kochanki. Kontynuując zaś wątek autobiograficzny wieszcza, w literackiej Zosi upatruje się zafascynowania Mickiewicza Ksawerą Deybel, z którą poeta miał wieloletni romans.

1YWpJWpQ

Podatny zaś na zaloty dużo starszej od siebie i dojrzałej Telimeny oraz urodę nieopierzonej jeszcze Zosi, Tadeusz, to debiut aktorski nowego aktora Teatru Nowego, Jana Romanowskiego, który radzi sobie z tą rolą koncertowo. Tadeusz w jego wykonaniu bez wątpienia zapada w pamięć. W przeciwieństwie do tego z epopei, gdzie choć stanowi tytułowego bohatera, zdecydowanie nie jest najważniejszą, ani najbardziej barwną postacią utworu. W spektaklu, Młody Soplica to dziecinnie zdziwiony, zachwycony wszystkim i wszystkimi, zadziorny chłopak, któremu wydaje się być już dojrzałym mężczyzną. W miłości niezdecydowany, za to w sprawie kawy ze śmietanką (absolutnie prześmieszna scena) już tak!

Hrabia to kolejna świetna kreacja aktorska, tym razem Mateusza Ławrynowicza. Postać podatna na wpływy, romantyczna i wrażliwa, zdecydowanie bardziej obyta wśród szlachty i kobiet niż Tadeusz.

Co do kryminału, to postaciami wokół których buduje się największe napięcie, są oczywiście ksiądz Robak (Mariusz Zaniewski) i Gerwazy (Ildefons Stachowiak). I te role, to kolejny przykład aktorstwa na naprawdę wysokim poziomie! Spowiedź Jacka Soplicy w drugiej części spektaklu, przedstawienie przez Zaniewskiego w tym krótkim monologu całej skomplikowanej konstrukcji biograficznej postaci, syntezy zbrodniarza i pokutnika, a wcześniej także cichego konspiratora, to duży aktorski sukces. Podobnie zresztą, jak atmosfera niepokoju i napięcie budowane przez Stachowiaka.

eqkOgPIQ

W odpowiedni nastrój wprowadza również scenografia spektaklu (Jacek Ukleja). To surowe wnętrze, powiedzieć można, że w stanie deweloperskim. Ledwo co wylana betonowa posadzka, wybielone ściany, w rogu betoniarka, w centrum sceny rusztowanie. Z boku sceny, pod rusztowaniową siatką ochronną znajduje się zespół kameralny, który gra muzykę na żywo. Tu dzieje się cała akcja, to Soplicowo – pomieszczenie w budowie, w które trzeba włożyć jeszcze sporo pracy by doprowadzić je do stanu wygodnego użytkowania. A opisywana przez Mickiewicza i hiperbolizowana przez Grabowskiego duma, pycha, warcholstwo i skłonność do kłótliwości polskiej szlachty raczej w tym nie pomaga. Budowa na scenie jest podkładem do grzybobrania, polowania, jest kościołem, jadalnią, karczmą Jankiela, lasem, łąką i świątynią dumania. Miejscem, które tworzy tło do fantastycznych aktorskich ról. To one, poza lekkością, której nadał epopei Grabowski, są największym, zdecydowanie najmocniejszym aspektem spektaklu.

Pan Tadeusz Mikołaja Grabowskiego na pewno nie jest artystycznym arcydziełem, nie jest też odkrywczy, ale jest zbawiennym, zabawnym oderwaniem od epopejowości dzieła, jego drugim, zdecydowanie bardziej humorystycznym dnem. Przekonuje, że nie taki wieszcz i 13-zgłoskowiec straszny jak go malują.

fot. Jakub Wittchen

Drugi spektakl

Anna Karasińska powiedziała, że Drugi spektakl jest realizacją, co do której nie ma pewności, czy odniosłaby sukces w innym niż Poznań, mieście. Jest to bowiem spektakl przygotowany dla, z myślą i o tej właśnie publiczności, i po to by wytworzyć wzajemną relację, poczucie wspólnoty pomiędzy tą właśnie publicznością, a ich miejską sceną. Po dwóch latach od premiery, spektakl nie traci świeżości i adekwatności.

Drugi spektakl jest raczej pewnego rodzaju eksperymentem scenicznym, symulacją, wydarzeniem teatralnym niż prawilnym spektaklem z aktorami i widownią, gdzie każdy zna i dobrze czuje się w swojej roli. Karasińska w miejscu, gdzie spodziewalibyśmy się aktorów, granych przez nich postaci, postawiła ludzkie lustra. Zniknął sztywny podział na oświetloną scenę i bezpieczny półmrok przykrywający widzów. Jest publiczność. Na scenie i na widowni.

Pierwsza część spektaklu to rzecz bardzo dosłownie o publiczności — ćwiczenia z bycia publicznością, zestaw scenek, mini etiud aktorskich. Dziesięciu aktorów Teatru Polskiego (Kornelia Trawkowska, Małgorzata Peczyńska, Katarzyna Węglicka, Monika Roszko, Mariusz Adamski, Przemysław Chojęta, Paweł Dobek za Michała Kaletę, Wojciech Kalwat, Paweł Siwiak, Wiesław Zanowicz) wchodzi na scenę, po kolei zajmują miejsca. W rękach mają bilety, sprawdzają numery rzędów, niektórzy mylą miejsca, komuś dzwoni telefon (ale dzielnie udaje, że to nie jego), ktoś inny trudzi się by niepostrzeżenie zjeść cukierka. Głos z offu — Narrator zapowiada każde z kolejnych zdarzeń, następnie sprawnie markowanych przez aktorów. To niezwykle zabawna i mocno autorefleksyjna część spektaklu. Utożsamiamy się z widownią na scenie, widzimy w niej samych siebie, widzimy przyjaciela siedzącego obok nas i panią z kokiem w drugim rzędzie… Miałam wrażenie, że z każdą kolejną zapowiedzią, poznańska publiczność spuszcza z tonu, śmieje się głośniej, szczerzej, jest mniej zachowawcza. A aktorzy dalej demonstrują… jak można bawić się numerkiem z szatni, jak pogadać z koleżanką, z którą nas rozsadzono, jak przetrwać przerwę w spektaklu. Cała część przebiega w tym samym schemacie: zapowiedź Narratora, demonstracja, dzwonek, zatrzymanie.

MG_9559-2

Druga część spektaklu jest natomiast o wymaganiach stawianych twórcom teatralnym/aktorom przez publiczność, ale także o potrzebie kontroli i o oczekiwaniach widza. W trzecim rzędzie stoi krzesło z napisem rezerwacja. Miejsce to zajmują kolejni aktorzy, którzy przedstawiają pozostałym swoje wymogi, nadzieje. Chcieliby coś przeżyć, żeby coś ich poruszyło. I do końca spektaklu pozostają niezadowoleni. Wspomniane oczekiwania co do przebiegu akcji, wzbudzonych przez nią emocji są nawiązaniem do presji, wysokich oczekiwań stawianych przed Karasińską po jej ogromnym sukcesie jakim okazał się spektakl Ewelina płacze produkcji TR Warszawa.

Drugi spektakl jest drugą z kolei realizacją teatralną reżyserki. To bardzo zabawna, nienachalna, lekka i oczyszczająca  kpina z poznańskiego snobizmu, spięcia i zapięcia na ostatni guzik, ale także wyraz ogromnego talentu i przenikliwości reżyserki, umiejętności kreowania idealnie wycelowanych sytuacji teatralnych.

fot. Monika Lisiecka

Październik

4.10 Dziki, reż. Klaudia Hartung-Wójciak
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

6.10 Romeo i Julia, reż. Attila Keresztes
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

6.10 Sprawa. Dzieje się dziś, reż. Martyna Majewska
Teatr Polski w Bydgoszczy

6.10 Hotel Westminister, reż. Bogdan Ciosek
Teatr Miejski w Gdyni

6.10 Ferdydurke, reż. Piotr Ratajczak
Teatr. im Aleksandra Fredry w Gnieźnie

6.10 Nietota, rez. Krzysztof Garbaczewski
Teatr Powszechny w Warszawie

6.10 Pan Tadeusz, reż. Dominik Nowak
Teatr Nowy w Słupsku

7.10 Prawiek, reż. Konrad Dworakowski
Teatr Ochoty w Warszawie

12.10 Łaknąć, reż. Radosław B. Maciąg
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

12.10 Sen nocy letniej, reż. Gábor Máté
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

12.10 Manru, reż. Marek Weiss
Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

13.10 Porwanie Minotaura. reż. Adam Radecki
Nowy Teatr w Warszawie

13.10 Chodzi o to, reż. Alicja Morawska-Rubczak
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

13.10 Pan Tadeusz, reż. Mikołaj Grabowski
Teatr Nowy w Poznaniu

18.10 Pluton p-brane, reż. Mateusz Pakuła
Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

19.10 Wyspiański. Koncert,
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

20.10 Ferdydurke, reż. Alina Moś-Kerger
Teatr Powszechny w Radomiu

20.10 Moją ulicą płynie rzeka, reż. Elżbieta Depta
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

20.10 Goodbye Alabama, reż. Giovanny Castellanos
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

24.10 Thriller, reż. Anna Smolar, Paweł Sakowicz
Nowy Teatr w Warszawie

25.10 Żołnierz królowej Madagaskaru, reż. Krzysztof Jasiński
Teatr Polski w Warszawie

26.10 Z piekła do piekła, reż. Adam Opatowicz
Teatr Polski w Szczecinie

26.10 Święta kluska, reż. Agnieszka Smoczyńska
Komuna //Warszawa

26.10 Seksmisja, reż. Joanna Drozda
Teatr Miejski w Lesznie

27.10 KAŻDY MUSI KIEDYŚ UMRZEĆ PORCELANKO, CZYLI RZECZ O WOJNIE TROJAŃSKIEJ, reż. Agata Duda-Gracz
Teatr Collegium Nobilium

27.10 O mężnym Pietrku i sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych, reż. Wiktor Rubin
Teatr Polski w Poznaniu

27.10 Bracia Grimm dla dorosłych, reż. Remigiusz Brzyk
Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie

27.10 Hamlet, reż. Paweł Paszta
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

27.10 Rejwach, reż. Andrzej Krakowski
Teatr Żydowski im. Estery Racheli i Idy Kamińskich w Warszawie

27.10 Drach, rez. Robert Talarczyk
Teatr Śląski w Katowicach

 

fot. materiały Teatru Powszechnego w Warszawie

Duchologia polska

Duchologia polska w reżyserii Jakuba Skrzywanka to rozprawa na temat polskiej transformacji, wolna od politycznych i ekonomicznych kontekstów. To zbiór prawdopodobnych i iluzorycznych zdarzeń, prawdziwych historii i narosłych wokół nich opowieści, fantazji. Estetyka, ikony ówczesnej popkultury, atmosfera tęsknoty i przestrzeń zapamiętana, której daleko do neutralności bo mieści w sobie zbyt wiele mitów, korowodów działań i emocji. Spektakl — klisza, ironiczny, pełen symboli, skrawków pamięci, oscylujący ciągle między serio i buffo.

Jak czytamy w opisie do spektaklu, jest on inspirowany stroną internetową i książką Olgi Drendy, z której zaczerpnięty został tytuł i czas akcji. Ale wydaje się, że nie tylko, że także poszatkowany sposób prowadzenia narracji oraz baśniowość, mityczność, która wypełnia luki w zapamiętanych opowieściach z czasów PRL-u, została stamtąd pożyczona.

Spektakl ma formę seansu spirytystycznego, podczas którego, z gara pełnego rosołu zostają wywołane popkulturowe duchy transformacji. Jest noc sylwestrowa 1999/2000, dom Matki (Angelika Cegielska), w Wałbrzychu. Matka razem duchami, które z jednej strony symbolizują ekscytację Zachodem, z drugiej — kompleksy Polaków, chce rozpocząć wszystko od nowa. Po raz kolejny i znowu. Z lisem — symbolem szczególnie znanej wałbrzyskiej sztolni na piersi i w rytm Under pressure zespołu Queen. Tylko, że wspomniane wszystko jest dla kobiety równie niezdefiniowane i fantazmatyczne, jak rola w owej transformacji jej telewizyjnych gości.

© Bartek Warzecha

A pojawiły się tu same gwiazdy, prawdziwe ikony tęskniącego za powiewem zachodniego postępu, PRL-u: Alexis z Dynastii (fenomenalna gra aktorska Nataszy Aleksandrowitch), rosyjski uzdrowiciel całej ówczesnej Polski — Anatolij Kaszpirowski — skoncentrowana, niemal mistyczna postać fantastycznie zagrana przez Irenę Wójcik, Człowiek z czarną teczką (Michał Kosela), kapitalnie skomponowana przez twórców spektaklu postać Ducha dziejów (Piotr Mokrzycki), która łączy w sobie estetyczną powierzchowność lat ‘90 i wizualny bałagan (sztuczne futra, szerokie krawaty, wojskowe proporczyki, wiszące nad łóżkami dwudziestokilkulatków, którzy właśnie wrócili z wojska), duch małej, martwej Dziewczynki (Irena Sierakowska), która sądząc, po folkowym stroju i twarzy umazanej sadzą, zginęła gdzieś w okolicach kopalni oraz Indianin (Tomasz Muszyński). Na kolacji jest obecny także Syn Matki (Kamil Bochniak), gej, adresat wszystkich niedzielnych rosołów. Syn jest niedopasowaniem, rozsądkiem, oskarżeniem o bezmyślność, brak zaangażowania, sensowności i przede wszystkim o brak pomysłu na zmiany. Zmiany, które nie przyniosą niczego nowego. Bo Matka chce transformacji tu, w Wałbrzychu, ze starą piosenką!

Ze starą piosenką i wespół z Alexis — drwiącą z nas pijaczką z Denver, odzianą tylko w przód sukienki (wszak na ekranie widzimy tylko fasadę, powierzchowność romantycznie sunącą po schodach). Z Kaszpirowskim, który swoje telewizyjne skupienie nazywa medialnym kłamstwem, przecież on siedząc przed kamerą myślał tylko o tym żeby cała ta uzdrowicielska adin, dwa, tri szopka wreszcie się skończyła. Co to za uzdrowiciel, który nie wierzy w cuda… Z martwą schizofreniczną dziewczynką, która nie przestaje tańczyć i rozmawiać z niewidzialnymi koleżankami i ze znerwicowanym Człowiekiem z czarną teczką?

© Bartek Warzecha

Na brak planu, zamysłu Matki i duchów odpowiada Matka Natura (Agnieszka Bałaga-Okońska). Na początku wszystkiego była ciemność! Żeby rozpocząć zmiany, trzeba zrobić miejsce na nowe, zniszczyć wszystko, co było do tej pory znane. Z całego świata pozostaje tylko Teatr w Wałbrzychu. Mieliśmy szczęście, przetrwaliśmy tu niczym w schronie. Dzięki temu mamy szansę obserwować (nie uczestniczyć — bo ani sceniczne duchy, ani żywi w teatr partycypacyjny nie wierzą) jak świat rozpoczyna się od nowa. I wreszcie tak jak trzeba, z Polską jako początkiem wszystkiego, z prehistoryczną kijanką, wychodzą z morza gdzieś pod Kielcami. Matka Natura połączyła zacofaną, kiczowatą (jak bluzka w panterkę i legginsy z lycry Matki) Polskę z wyobrażeniem postępu i tęsknotą za zachodnim blichtrem, a władzę z rozpylaniem strachu i przemocą, budując w ten sposób prostą analogię do obecnej sytuacji polityczno – społecznej w naszym kraju.

Duchologia polska to świetny, ironiczny tekst (dramaturgiczny debiut Pawła Soszyńskiego), rewelacyjna, teledyskowa choreografia Oskara Malinowskiego, który w tej roli również postawił swój pierwszy krok oraz aktorstwo na naprawdę wysokim poziomie. Jednak energia zbudowana na początku spektaklu, ekscytująca baśniowość, fantastyczność, w trakcie jego trwania gdzieś się ulotniła… Zabrakło tu płynności w łączeniu myśli i scen, jak brakuje gładkości przy słuchaniu muzyki z kaset — nagle dźwięk się urywa i trzeba zmienić stronę.

Christoph Schlingensief powiedział, że opór się przejadł. Teraz czas tworzyć paradoksy. I pomysł na spektakl, na wprowadzone do niego postaci, pewna nierealność były właśnie takim paradoksem. Szkoda, że nie do końca utrzymanym…

 

fot. Bartek Warzecha (materiał Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu)