Wesele. Poprawiny

Idąc na Wesele. Poprawiny Polskiego Teatru Tańca, nie spodziewajcie się wiernej adaptacji dramatu Wyspiańskiego. Co prawda zobaczycie tu Chochoła, ale przy okazji jego tańca – zamiast uśpienia, bierności i bezwolności – dostaniecie garść przykładów z niedopasowania do galopujących społeczno-politycznych zmian, projekcje z polskich wesel, przaśnych, z rasistowskimi tekstami i seksistowskimi aluzjami. Otrzymacie też mało optymistyczny obraz społeczeństwa, różniącego się nie tylko pod względem pokoleniowym, którego członkowie zmuszeni są ze sobą współżyć, choć nie zawsze się lubią i rozumieją.

Wesele. Poprawiny rozpoczyna się krajobrazem biało-czerwonych peleryn przeciwdeszczowych, słynnych za sprawą Jarosława Kaczyńskiego i głosem z offu, który ironicznie komentuje styl prezesa słowami „ubrałem się, w com tam miał”. Następnie wszyscy odrabiamy teatralną lekcję z wystawień Wesela w Polsce, od pierwszej inscenizacji w 1901 roku w Krakowie w reżyserii Adolfa Walewskiego po ostatni spektakl Jana Klaty w krakowskim Starym Teatrze, który z wiadomych względów, do historii przejdzie jako stypa. Zastanawia tylko, w jakim celu twórcy spektaklu stworzyli dla nas tę repetycję.

Tymczasem, w takt fenomenalnej elektronicznej muzyki RSS B0YS i na tle ruchowych ilustracji przywoływanych przedstawień, które bywają aż nazbyt dosłowne, bawimy się dalej. Na scenę wbiegają tancerze Polskiego Teatru Tańca w skąpych, przylegających do ciała kostiumach, z nadrukowanymi portretami aktorów z Wesela Andrzeja Wajdy, które zaprojektował Mirek Kaczmarek. Miejsca wokół sceny zajmują seniorzy z Movement Factory — fundacji, którą w 2012 roku założyła Iwona Pasińska (obecna dyrektorka Polskiego Teatru Tańca), realizującej programy performatywne, wydawnicze i badawcze, przeznaczone przede wszystkim dla osób starszych i dzieci. Seniorzy tworzą tło niemal wszystkich wydarzeń, kreując jednocześnie obraz tak dobrze znany z wesel – starsi zza stołu obserwują „jak młodzi się bawią”. Seniorzy, jak i Juniorzy z laboratorium twórczego będą towarzyszyć tancerzom PTT niemal przez cały czas trwania spektaklu. Na potrzeby przedstawienia starsi udzielili swoich wspomnień, a ich opowieści zostały przekształcone w monologi aktorów. Potencjał dzieci nie został jednak przez twórców wykorzystany; ich obecność służy jedynie zarysowaniu obrazu trzech pokoleń.

DSCF3682_2

Scenografia (Mirek Kaczmarek) jest minimalistyczna. Składają się na nią biały ekran, służący do wyświetlania filmów, stanowisko DJ-a po lewej stronie sceny oraz figura Chrystusa przykryta narzutą z biało-czerwonych balonów, wisząca horyzontalnie pod sufitem. W takiej scenerii z głośników zaczyna huczeć piosenka A kto się urodził, która ma za zadanie upić wszystkich gości (tych na widowni również). Przekazywanie przez weselników butelki z wódką z rąk do rąk zdaje się nie mieć końca. Mordobicie i spanie pod stołem, które jest tego następstwem, również. Dziś to już nie wesele, a poprawiny! Mimo kaca i zmęczenia, wódka nie przestaje się lać, a nogi, choć co prawda nie nadążają już za rytmem muzyki, ostatkiem sił jeszcze podrygują. Gdzieś na ranem, po dwóch nocach imprezowania, rozpoczyna się główna część spektaklu – kolaż melancholijnego seansu wspomnień bohaterów, przaśności i grubiaństwa weselnych przyśpiewek, końskich zalotów i oczepin. Przemieszanie czasów, tęsknot, mrzonek i fantazji z rzeczywistym, czasami okrutnym przebiegiem zdarzeń stanowi główny pomysł inscenizacyjny. Dramaturgia, za którą odpowiada Magdalena Zaniewska, zakłada jego realizację poprzez choreografię i słowo mówione. I o ile ilustracja ruchowa jest nienaganna, o tyle umiejętności aktorskie i dykcja tancerzy PTT nie są już tak doskonałe.

Spektakl budują pojawiające się naprzemiennie wspomnienia oraz część muzyczna — taniec i śpiew. Twórcy na start przywołują lata dziewięćdziesiąte, sentymenty pokolenia Millenialsów, czyli teledyski na MTV, imprezy podrasowane tabletką Extasy, portal społecznościowy Grono, Big Brothera, czy pierwszą ściągniętą z Internetu mp3. Według autorów spektaklu to wtedy zachłysnęliśmy się nowymi możliwościami oferowanymi przez globalizację i technologiczny postęp. Wolna, pokomunistyczna Polska wzięła ślub z kolorowym i nowoczesnym Zachodem.

Ważnym elementem spektaklu jest próba dekonstrukcji narodowych mitów. W tym kontekście warto przywołać opowieść jednej z bohaterek, w której mowa o napadających na jej wioskę w 1945 roku mężczyzn, których ktoś kiedyś nazwie żołnierzami wyklętymi. W tej historii wyraźnie widać, dlaczego w spektaklu pojawiają się prywatne wspomnienia. Mają one zmienić perspektywę opowiadania historii Polski ze zbiorowej, związanej z martyrologią, na jednostkową. Oberek zatańczony tu do elektronicznej muzyki staje się symbolem zmiany i przekształcenia. Jednak dla obecności na scenie (zaraz za plecami prowadzącej właśnie monolog aktorki) kilku aktorek w białych sukniach, markujących zapinanie sobie nawzajem suwaków i wiązanie kokard, nie znajduję już uzasadnienia.

DSCF3167_2

W kontraście do sceny wspominania pojawia się piosenka Czy chciałaby pani. Aktorzy śpiewając, zapraszają do wspólnego tańca publiczność, burząc jednocześnie czwartą ścianę. Twórcy obnażają bezmyślność weselników, którzy w rytmie skocznej, jarmarcznej melodii, powtarzają rasistowskie i seksistowskie treści. Publiczność bawi się przednio. Po zajęciu przez widownię na powrót miejsc, pojawiają się oklaski! Twórcy spektaklu mogli jedynie prognozować wynik tej sceny i musieli przygotować się na różne reakcje. Publiczność mogła nie zdecydować się przecież na wejście na scenę, śpiew, oklaski. Lubię takie prowokacje, choć ich konsekwencje bywają trudne do przełknięcia. Uśmiechy znikają dopiero wtedy, gdy pojawia się głos z offu. To nagranie z domu posła PiS-u, Rafała Piaseckiego. Czar mitycznego Polaka pryska, gdy okazuje się, że potrafi on pastwić się nad swoją żoną, ubliża, poniżać, bić. Dla wzmocnienia powagi tego wątku, scena jest pusta, z góry zwisa tylko figura Chrystusa. Wszak to przed obliczem Boga małżonkowie przysięgali sobie miłość, wierność i inne. To bardzo wymowna scena, konfrontująca, to jak, jako zbiorowość chcielibyśmy być postrzegani, a na jaki wizerunek pracujemy; jak siebie kreujemy, a jacy, tak bez pardonu, jesteśmy. Przed obliczem i za milczącym przyzwoleniem Boga.

Twórcy spektaklu konfrontują miraż i fantazmat z rzeczywistością. Dobrze widać to na przykładzie opowieści jednej z Seniorek, wyświetlanej w formie filmu. Ta historia to pełne lęku wspomnienie buntu przeciw wchodzeniu w zaaranżowany związek małżeński i wiary, że nigdy do tego nie dojdzie. Scena ta kontynuowana jest przez przejmujący duet Dominika Więcka i Michała Przybyły ubranych w czarne suknie (czerń symbolizuje tutaj żałobę po utraconej nadziei). Kończy się monologiem każdego z aktorów PTT na temat lęku o przyszłość i pytaniem skierowanym do publiczności: ,,A ty czego się boisz?”. Każdy z nas musi uporać się z nim sam.

Tymczasem Seniorzy w pelerynach w narodowych barwach wchodzą na scenę, tworząc obraz bliźniaczy do tego z pierwszej sceny spektaklu. Historia zatoczyła koło. Wracamy do punktu wyjścia, z tym że o kilkadziesiąt lat starsi. Rewelacyjny pomysł z zaproszeniem aktorów Movement Factory pozwolił twórcom Wesela. Poprawin skutecznie zobrazować transformację nie tylko ustroju politycznego, ale całego narodu jako wspólnoty. Szkoda tylko, że zaproszeni do udziału w spektaklu Juniorzy, nie odegrali w nim tak naprawdę żadnej roli. W przedstawieniu męczą wielokrotne powtórzenia i przedłużanie scen, przytaczanie wielu kontekstów przy braku lub kiepskim komentarzu. Nuży też synchroniczna, zbyt dosłowna choreografia. Na koniec należy jeszcze raz wspomnieć i docenić fantastyczną muzykę RSS B0YS i kostiumy Mirka Kaczmarka oraz męski duet w czarnych sukniach. Myślę, że spektakl Wesele. poprawiany miał być o Polakach – o tym, jacy jesteśmy w konfrontacji z tym, jak sobie siebie wyobrażamy. Zbyt dużo tu jednak stereotypów – powierzchownej diagnozy naszego społeczeństwa.

 

A to Polska właśnie (Wesele. Poprawiny)
Monika Krawczak
Internetowy Magazyn ,,Teatralia”, numer 224 /2018
Link do źródła: 13.02.2018

fot. Materiały PTT

Mała Premiera — Kordian Akt I

2 lutego w Teatrze Polskim w Poznaniu miała miejsce kolejna premiera Kordiana (zaraz po realizacji Jakuba Skrzywanka, o której możecie przeczytać dwa posty niżej). Tym razem z dramatem Juliusza Słowackiego zmierzyła się grupa młodzieży — aktorów amatorów, w ramach projektu Teatru Polskiego w Poznaniu — Mała Premiera. Pomysł to rewelacyjny, bowiem zakłada równoległą realizację przez młodzież tytułu wystawionego już przez zawodowy zespół aktorski i zaprezentowanie go, rzecz jasna, w Teatrze. To genialna inicjatywa i jednocześnie projekt edukacyjny, angażujący młodzież do czynnego udziału w kulturze i świadomego odbioru sztuki, analizy dramatu i konfrontacji jego klasycznej wymowy z teatralną post – dramatycznością. Program stwarza ponad to możliwość współpracy przy współtworzenia spektaklu z profesjonalistami: instruktorem teatralnym, aktorem, reżyserem, czy dramaturgiem.

Młodzi aktorzy (Zofia Dulska, Maria Kaźmierska, Weronika Mańczak, Antonina Mrówczyńska, Aleksandra Rekiel, Zuzanna Stempska, Teresa Zawieja, Szymon Grajek, Kacper Kujawa, Piotr Maik) wraz z reżyserami: Barbarą Krasińską i Przemysławem Chojęta skupili się na pierwszym akcie Kordiana, przefiltrowując jego emocje i rozterki przez pryzmat doświadczeń współczesnych nastolatków, skonfrontowali uczucia piętnastoletniego Kordiana z własną wrażliwością. Dla przypomnienia, w pierwszym akcie, Kordian wspomina samobójczą śmierć swojego przyjaciela. To fragment pełen niepokoju, ponurych wniosków dotyczących sensu istnienia, tęsknoty za wielką ideą, która będzie w stanie wyrwać go z depresji, a czego nie jest w stanie uczynić nawet jego wielka miłość do Laury. Wtedy to sługa Grzegorz opowiada mu o walce w szeregach armii Napoleona, wielkiej odwadze i bohaterstwie Polaków. Akt I kończy się samobójstwem Kordiana.

27356153_1812674498742547_6241835693778499310_o

Scenę w Malarni wypełnia ciemność, 5 drewnianych ławek szkolnych i odgłosy burzy. Uboga scenografia, która daje aktorom duże możliwości modyfikacji przestrzeni i wykorzystania jej podczas choreografii, wraz ze światłem błyszczącym synchronicznie z odgłosem grzmotów, buduje napięcie, obawę i zaniepokojenie tożsame emocjom towarzyszącym Kordianowi w pierwszym akcie dramatu.

Młodzi aktorzy są elegancko ubrani — w białe koszule i czarne garnitury — jak na szkolną akademię, wszyscy przez cały czas trwania spektaklu ściskają w rękach książkę, Kordiana, jako symbol inspiracji, czy utożsamienia z bohaterem. Czasami zdarza się, że ją odrzucają, czy depczą, żeby zaraz znowu przycisnąć ją do brzucha.  Tylko trójka z tej grupy wyróżnia się spośród reszty — wyalienowany chłopak, odstający od reszty, nie tylko przez okulary przeciwsłoneczne i wianek, który ma na głowie, ale przede wszystkim przez głębokie zamyślenie i pewną supremację z jaką traktuje innych oraz chłopak i dziewczyna, którzy zamiast marynarek mają na sobie czarne bluzy. Ta ostatnia dwójka nieustannie toczy ze sobą bitwy o przywództwo, dzieląc cały zespół zawsze na dwie drużyny. Raz jest to podział według płci, innym razem ze względu na sympatyzujących z nimi kolegów, kolejnym zaś próbują swoich sił już tylko we dwójkę. Po to żeby zaznaczyć swoją istotność i rangę. Jak Kordian, który rozdaje karty (chłopak w wianku), podając im broń i sekundując w pojedynku na pistolety. I jak Kordian z dramatu Słowackiego, który zaznacza swoją obecność błaganiem o cel istnienia i ostatecznie akt autoagresji.

27503323_1812675342075796_2535918061671067408_o

Wydaje się, że wszystko jest dla występującej na scenie młodzieży jasne, że przeczytali ze zrozumieniem licealną lekturę, że wszyscy odrobili lekcję z romantyzmu,  zarówno  uczniowie, jak i pedagodzy. Dopiero wideo – art markujący lekcję języka polskiego obnaża nieudolność w radzeniu sobie z klasycznym utworem przez system edukacji, że poradnik metodyczny dla nauczycieli, który wyróżnia cele po przeczytaniu dramatu, nie zawiera najwyraźniej tego najważniejszego — zrozumienia utworu. Uczniowie zasypiają, wyraźnie się nudzą, patrzą przez okno, albo wgapiają się w nauczyciela pustym wzrokiem, jak na drogę podczas siódmej godziny jazdy samochodem. Nuda, nuda, nuda. To chyba nie tak powinno wyglądać. Okazuje się bowiem, że młodzież podczas Małej Premiery fantastycznie odnajduje się w interpretacji klasycznego utworu i świetnie radzi sobie z jego przeniesieniem do współczesnych realiów, dostając tymczasem szansę na konfrontację i zrozumienie przez artystyczne działanie. To próba unaocznienia arcyważności umiejętności obserwowania, słuchania i podejmowania prób zrozumienia siebie nawzajem. Bez hierarchicznego, czy pokoleniowego podziału. To wysiłek wart zachodu bo być może Kordian nie podjąłby próby samobójstwa, gdyby czuł się rozumiany, gdyby czuł wsparcie. I być może wielu ówczesnych Kordianów nie podjęłoby podobnych prób z jednakowych powodów. Twórcy spektaklu odnoszą się do uczuć, duchowości Kordiana. Utożsamiają w ten sposób wszystko, co dzieję się na scenie w Malarni z dysonansem emocjonalnym towarzyszącym Kordianowi Słowackiego i ich własnym dokuczliwym konfliktem wewnętrznym, pojawiającym się przy podejmowaniu trudnych decyzji.

27500540_1812674432075887_6282449083489614618_o

Słowem, mądre to przedstawienie i świetny projekt edukacyjny. Cieszy też ogromna liczba licealistów na widowi. Mam tylko obawę, czy dla wszystkich ta inscenizacja miała naprawdę klarowne przesłanie. Może jakaś rozmowa, debata z udziałem młodej publiczności po spektaklu dałaby nam tę pewność? To tylko taka mała sugestia.

 

fot. Jakub Wittchen

Luty, Luty, Luty

02.02 Życie jest piękne, reż. Mikita Valadzko
Teatr Nowy Proxima w Krakowie

03.02 Mała draka o zwierzakach, reż. Ewa Piotrowska
Opolski Teatr Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki

03.02 Zdziczenie obyczajów pośmiertnych, reż Marta Streker
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

03.02 Iluzje, reż. Wojciech Urbański
Teatr Collegium Nobilium w Warszawie

03.02 Polka, reż. Igor Gorzkowski
Polski Teatr Tańca – Balet Poznański

03.02 Babcia mówi pa, pa, reż. Agata Biziuk
Teatr Rampa w Warszawie

03.02 W ogień!, reż. Wojciech Klemm
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

03.02 Śmierć Dantona, reż. Barbara Wysocka
Teatr Narodowy

03.02 Ciemności, reż. Monika Strzępka
Teatr IMKA w Warszawie

05.02 Takie jest życie, reż. Waldemar Śmigasiewicz
Teatr Kwadrat w Warszawie

08.02 Uczta, reż. Krzysztof Garbaczewski
Nowy Teatr w Warszawie

09.02 Człowiek może, reż. Robert Baliński
Teatr Sztuk we Wrocławiu

09.02 Poczekalnia Kaczmarski/Tymański
Teatr Nowy w Łodzi

09.02 Leon i Matylda, reż, Andrzej Sadowski
Teatr Dramatyczny w Białymstoku

10.02 Prawda, reż. Jerzy Bończak
Teatr Dramatyczny w Płocku

10.02 Seks dla opornych, reż. Dominik Nowak
Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku

11.02 Bądź taka, nie bądź taka, reż. Joanna Satanowska
Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie

13.02 Panie, panowie – Młynarski, reż. Adam Opatowicz
Teatr Polski w Szczecinie

16.02 Jestem, reż. Andrzej Sadowski
Teatr Powszechny w Radomiu

16.02 Matka Makryna, reż. Irena Jun
Teatr STUDIO w Warszawie

16.02 Wszechogarniająco, reż. Tomasz Man
Teatr Miejski w Gliwicach

16.02 Casa Valentina, reż. Maciej Kowalewski
Och – Teatr w Warszawie

17.02 Maria Antonina. Ślad Królowej, reż. Wojciech Faruga
Teatr Polski w Bydgoszczy

17.02 Kanapka z Człowiekiem, reż. Jerzy Satanowski
Teatr Nowy w Poznaniu

17.02 Czekam na telefon, reż. Mikołaj Lizut
Teatr Nowy w Łodzi

17.02 Genialna przyjaciółka, reż. Weronika Szczawińska
Wrocławski Teatr Współczesny

17.02 Masara, reż Stanisław Mojsiejew
Narodowy Stary Teatr w Krakowie

17.02 Trans-Atlantyk, reż. Artur Tyszkiewicz
Teatr Ateneum w Warszawie

20.02 Przybory Wasowskiego, reż. Łukasz Fijał
Krakowski Teatr Scena STU

23.02 Spójrz na mnie, reż. Adam Ziajski
Teatr Śląski w Katowicach

23.02 Sienkiewicz Superstar, reż. Aneta Groszyńska
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

24.02 Kopciuszek, reż. Bartosz Zaczykiewicz
Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

24.02 33 / WITKACY fragmenty spektakli, m.in.Dr Faustus, Cabaret Voltaire, Np.Edyp, Pif! Paf! Puf!, Medea, Czarodziejska Góra, Barabasz, reż. Andrzej St. Dziuk
Teatr im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Zakopanem

24.02 Przedstawienie „Hamleta” we wsi Głucha Dolna, reż. Paweł Szkotak
Teatr im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim

24.02 Pijani, reż. Norbert Rakowski
Teatr Współczesny w Szczecinie

24.02 Świętoszek, reż. Ewa Rucińska
Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

25.02 Królowa Śniegu, reż. Janina Niesobska
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

 

fot. Genialna przyjaciółka, reż. Weronika Szczawińska
mat. Wrocławski Teatr Współczesny

Kordian

Przyznam szczerze, że romantyzm nigdy nie był moją ulubioną epoką literacką. Ból świata, cierpienie z powodu nieodwzajemnionej miłości, bierność… te, czy inne, werteryczne, martyrologiczne cechy bohaterów romantycznych przyprawiały mnie o mdłości, do Kordiana zaś miałam ochotę krzyknąć: ,,stary, ogarnij się, przestań się nad sobą użalać i zacznij, do cholery, działać!”

Jak się okazało twórcy spektaklu, których głosy słyszymy po wejściu do przestrzeni Malarni Teatru Polskiego, zdają się również nie przepadać za werterycznym bohaterem Słowackiego. Zaczyna robić się ciekawie.

Tym bardziej, że znajdujemy się wewnątrz rekonstrukcji Placu Adama Mickiewicza w Poznaniu, wypełnionego po brzegi martyrologicznymi eksponatami, pomnikami, tablicami, upamiętniającymi bohaterstwo, heroizm i inne. W planie wystawy czytamy stające w kontrze do męczeńskich i bohaterskich, opisy kolejnych relikwi. Eksponatem jest też Wiesław Zanowicz grający Kordiana w 1978 roku w rzeszowskim Teatrze im. Wandy Siemaszkowej.

Możemy zwiedzać, zastanawiając się czemu ma to służyć.

26856270_1553253318106911_1983265667_n

I tym bardziej, pamiętając że Kordiana Słowacki napisał versus Konradowi z Dziadów cz. 3 Mickiewicza, odnosząc się do mitologizowania powstania listopadowego, do utrwalanego i popularyzowanego przez Mickiewicza kontekstu historycznej sprawiedliwości, boskiej sprawiedliwości i mesjanistycznej wizji Polski jako Chrystusa narodów, czerpiącej siłę z tradycji, z przeszłości, dawnych ideałów, która aby powstać  najpierw musi wycierpieć swoje. Słowacki zaprezentował zgoła inny, krytyczno – rozrachunkowy nurt, podejmujący wątek klęski, apokalipsy, ułudy, demaskacji nieskuteczności mesjanistycznych haseł.  Z prologu do dramatu wiemy, że według niego, kraje poddane są skazane na klęskę. Z góry. A próby walki i buntu są moralnie niejednoznaczne, sprzeczne z chrześcijańskim nauczaniem. Kordian decyduje się na skrytobójstwo cara – oprawcy narodu. W buncie przeciwko ciemięzcy, niewoli, wbrew naukom chrześcijańskim i kodeksowi rycerskiemu (poddany nie może zabić króla, a na króla Polski koronował się właśnie car Mikołaj I), nie w imieniu Polski, ale w obronie własnej indywidualności, chce umrzeć Kordian.

Trumny Kordiana nie sposób nie zauważyć, stoi w centralnym miejscu przed wejściem do Malarni, przykryta biało – czerwoną flagą i kwiatami, pojawia się też podczas spektaklu, w ostatniej scenie.

26678618_1790298120980185_8613257217753865051_o

Po odczytaniu listu od Prezydenta Dudy, który w obliczu obowiązków państwowych nie był w stanie dotrzeć na premierę i po minucie ciszy upamiętniającej bohaterów walczących za Polskę (cóż za piękna ironia), na scenie pojawia się piętnastoletni Kordian (Konrad Cichoń) i Laura (Kornelia Trawkowska). Po apelowej, recytacyjnej rozmowie, odrzuceniu przez dziewczynę, Kordian popełnia samobójstwo. W kolejnej scenie, wyrzucony przez morze na brzeg obcego kraju, przybiera wcielenia kolejnych aktorów, którzy przekazują sobie jego rolę. Tu zaczyna się podróż – kompatybilna do tej oryginalnej z dramatu Słowackiego:
przez Londyn, gdzie uświadamia sobie rolę pieniądza otwierającego drogę do wszelkich godności,
Dover, gdzie czyta Króla Leara Szekspira uzmysławiając sobie odrealnienie świata literackiego,
Włochy, gdzie przekonuje się o tym, że kobiety to interesowne kurwy,
Watykan, i tu scena z Konradem Cichoniem w roli niedołężnego, marionetkowego, starego papieża (po parkinsonie sądząc to Jan Paweł II), którego zniekształconych przez chorobę słów rozszyfrować nie możemy, muszą być tłumaczone,
aż na szczyt Mount Blanc, gdzie Kordian postanawia umrzeć za Polskę, a Winkelried przybywa do niego pod postacią polarnego niedźwiedzia. W tej roli jedna z moich ulubionych polskich aktorek, rewelacyjna Sonia Roszczuk.

Jesteśmy już pewni, że na scenie nie ma jednego słusznego Kordiana, że jest ich pięciu! Pięciu Kordianów i jedna Kordianka, a w ramach roli każdego z nich słyszymy prywatną historię aktora. Kordianka na przykład się nie zabije bo nie jest Kordianem. Do tej roli zaproszono performerkę, feministkę Alex Freiheit i jej sceniczne alter ego – Siksę, znane między innymi z ostatniej edycji OFF Festivalu. Siksa to superbohaterka, która zrodziła się z bólu i buntu przeciw despotyzmowi, patriarchalnej polityce, przymusowi podobania się i spełniania oczekiwań. W spektaklu mówi o tym, jak była zgwałcona, a gwałciciel jest jej carem i jak zabijając go każdego dnia, przybliża się do wolności. Kordianka ostro sprzeciwia się sprowadzaniu roli kobiet do nic nie wnoszących do przebiegu wydarzeń, kochanek głównych bohaterów, dzięki którym mogą cierpieć.

26232349_1790298644313466_7968416335362618340_o

Oprócz konceptu łączącego melodramatyczne wspomnienie szkolnego apelu z artystycznością, postdramatyzmem i performansem Siksy na uwagę zasługuje świetna choreografia Agnieszki Kryst, wspaniałe oświetlenie Aleksandra Prowalińskiego i fantastyczna, wspomniana już scenografia i kostiumy Pauli Grochowskiej.

Skrzywanek w wywiadzie dla Wyborczej mówi, że nie chce by ktoś za niego, czy w jego imieniu umierał, żeby ktoś sobie odbierał życie w tym kraju w imię czegokolwiek! To nie jest droga. Nie chcę dziś Kordianów, którzy będą oddawać życie za ojczyznę. I ja się pod tym podpisuję! Brak dialogu w obecnej Polsce jest absolutnie patologiczny i chory! Cieszę się, że ktoś wreszcie pochował Kordiana! Nie zrobił tego Słowacki, udało się Skrzywankowi. Tylko że twórcy Kordiana chcieliby rewolucji, w którą sami nie do końca wierzą. Nie wierzą w siłę, zjednoczenie, ani prawdopodobieństwo odwagi do wyjścia ze strefy reputacyjnego komfortu. Zabierają bohaterskie tło pomnikom, udzielają głosu zbuntowanej Siksie, starego Kordiana przedstawiają jako zgaszonego mężczyznę w przykurzonym mundurze, tym samym, w którym grał Kordiana po raz pierwszy 40 lat temu. Którego historia, to strach i podpis, którego nigdy nie powinien był złożyć, emigracja i zmiana obywatelstwa, nazwiska. Nie chcą dziś Kordianów – obrazów bezhołowia romantycznych i idealistycznych wizji świata. Tyle wiemy na pewno.

Przygotowując się do pisania o Kordianie, zajrzałam do licealnych notatek, w których przeczytałam, że: Kordian nie jest dramatem niescenicznym (jak wiele innych utworów polskiego romantyzmu), tkwią w nim ogromne możliwości inscenizacyjne, może doskonale sprawdzić się w teatrze. Miała Pani rację, Pani Emilio! Kordian ma ogromne możliwości inscenizacyjne, a Jakub Skrzywanek w raz z zespołem wykorzystali je w sposób, którego mało kto by się spodziewał.

 

fot. Magda Hueckel

Już w styczniu!

5.01 Osiem kobiet, reż. Jerzy Bończak
Teatr im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze

5.01 Vernon Subutex, reż. Wiktor Rubin
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

6.01 Mayday, reż. Zdzisław Derebecki
Bałtycki Teatr Dramatyczny im. J. Słowackiego w Koszalinie

6.01 Pensjonat pana Bielańskiego, reż Marek Gierszał
Teatr Polski w Szczecinie

6.01 Jądro ciemności, reż. Monika Strzępka
Teatr IMKA w Warszawie

6.01 Szalone nożyczki reż. Stefan Friedmann
Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku

6.01 Damy i huzary, reż. Gabriel Gietzky
Teatr Miejski w Gliwicach

6.01 Pomoc domowa, reż. Witold Mazurkiewicz
Teatr Polski w Bielsku-Białej

7.01 Mulholland Drive, reż. Katarzyna Trzaska, Edyta Wróblewska, Maciej Marczewski
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

8.01 Sztuka dyskusji Za i przeciw-historie: Niechajże ujrzę, jak dusza Wam płonie!, reż.
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

12.01 Kordian, reż. Jakub Skrzywanek
Teatr Polski w Poznaniu

12.01 Sztuka myślenia /Polska Tischnera
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

12.01 George & Ira Gershwin, reż. Jan Szurmiej
Lubuski Teatr im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze

13.01 Szajba, reż. Marcin Liber
Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie

13.01 Jądro ciemności, reż. Monika Strzępka
Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

14.01 Idiota, reż. Szymon Kaczmarek
Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

16.01 Kłamstwo …o miłości, reż. Henryk Jacek Schoen
Teatr Bagatela w Krakowie

16.01 Dom Bernardy A., reż. Alejandro Radawski
Narodowy Teatr Stary w Krakowie

19.01 W góry! i W morze!, reż Łukasz Zaleski
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

20.01 Romeo i Julia, reż. Krzysztof Babicki
Teatr Miejski w Gdyni

20.01 Rozkład jazdy, reż. Agata Puszcz
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

20.01 Biesy, reż. Natalia Korczakowska
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

21.01 Peleas i Melizanda, reż. Katie Mitchell
Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

21.01 Wiedźmy wg Szekspira, reż. Krzysztof Jasiński
Krakowski Teatr Scena STU

26.01 Kościuszko. Ostatnia bitwa, reż. Iwona Siekierzyńska
Teatr Nowy w Łodzi

27.01 Kurka wodna, reż. Krzysztof Rekowski
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

28.01 Z miłości, reż. Waldemar Zawodziński
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

28.01 Wierna wataha
Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy

29.01 Miny polskie, reż. Mikołaj Grabowski
Teatr Polski w Warszawie

 

 

Solidarność. Nowy projekt

Drodzy Przyjaciele, pragnę Was serdecznie powitać i wyrazić ogromną radość, że tu zajrzeliście. Przedstawiam Wam zapis ze spektaklu Solidarność. Nowy projekt, który zapewniam! nie będzie długi, po kilku minutach czytania może odbyć się przerwa kawowa. Kto za? Kto przeciw? Kto się wstrzymał?

Przestrzeń ATM Studio, gdzie odbywa się spektakl, swoją organizacją przypomina salę konferencyjną podzieloną charakterystycznie na 4 sektory oraz ambonę, z której przemowy wygłaszają zaproszeni prelegenci. Jest przerwa kawowa i głosowanie za lub przeciw przerwie obiadowej, są oklaski, wspólny śpiew i darmowa woda. Tak, drogie Koleżanki, drodzy Koledzy, jest rok 1981 i jesteśmy na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ „Solidarność’’.

07-Solidarnosc.Nowy_projekt_rez._Pawel_Wodzinski_foto_Monika_Stolarska29

Spektakl Pawła Wodzińskiego to teatr zaangażowany, polityczny, to teatr non fiction, podczas którego przestajemy myśleć kategoriami widownia – scena, aktorzy – publiczność. Likwidujemy tę barierę na rzecz zbiorowości, gdzie identyfikujemy się z aktorem, gdzie następuje działanie afektem. Scena bogata jest tu w społeczne i historyczne konteksty, oryginalne nagrania, filmy, czy zapisy rozmów. I nie po to, aby zreferować, czy odtworzyć znane nam już wydarzenia, ale by odsłonić rzeczywistość, zdemontować patos, dokonać aktualizacji. W tym przypadku jest to pytanie o dziś, o teraźniejszą perspektywę zjednoczenia i samostanowienia Polaków w kontekście narastającego nacjonalizmu i autorytaryzmu rządu.

Czubato tu od nagrań, zbliżeń, przytoczeń, które z obecnej perspektywy wydawać by się mogły ironizujące, bądź prześmiewcze, jak cytowane treści rzeczywistych przemówień, uzupełnionych o słowo oklaski w kwadratowym nawiasie, czy wideo z nieobecnym na zjeździe z powodu nie otrzymania wizy wjazdowej do Polski, brytyjskim prelegencie, co z kolei uzmysławia podniosłość, jak i śmieszność wszystkich zagranicznych przemówień, które w ówczesnej Polsce musiały brzmieć co najmniej dość ,,egzotycznie”.

03-Solidarnosc.Nowy_projekt_rez._Pawel_Wodzinski_foto_Monika_Stolarska9

Aktorzy (bez wyjątku – stworzyli role absolutnie dojrzałe, fantastyczne!) – delegaci zjazdu, nakłaniają publiczność – delegatów zjazdu do brania faktycznego, czynnego uczestniczenia w przebiegu spektaklu – zjazdu. Nieśmiało klaszczemy i podnosimy ręce biorąc udział w głosowaniu, nie bez wahania włączamy się w huczące emocjami i zaangażowaniem piosenki związkowców, półgębkiem śpiewamy Which side are on boys?/ Which side are you on? grane na żywo przez fantastyczny zespół, tupiemy nóżką, aktorzy krzyczą, tańczą. Chyba zastanawiamy się nad swoją rolą w tym spektaklu, identyfikujemy się. Zespół, stenogramy, dokumenty, mocne, emocjonalne zaangażowanie aktorów… Wszystkie te elementy namacalności przekonują i zatrzymują na twierdzeniu, że projekt Solidarności, projekt polityczny wolny od klasowości i kumoterstwa, podziałów ekonomicznych i tych ze względu na płeć, równości w dostępie do edukacji, kultury, służących rozwojowi społeczeństwa jest szczególny, bo REALNY!

08-Solidarnosc.Nowy_projekt_rez._Pawel_Wodzinski_foto_Monika_Stolarska31

Przyglądamy się zbliżeniom twarzy delegatów, z naturalnego, trochę przybrudzonego ujęcia z ręki, oglądamy też wideo przedstawiające oryginalne fragmenty przemówień, wywiadu z Andrzejem Celińskim, czy narady i głosowania związkowców dotyczącego sposobu powoływania dyrektorów przedsiębiorstw oraz jego rekonstrukcję z przejmującym zatrzymaniem na wymownie milczącym Janie Rulewskim. Jakby w myśl twierdzenia Levinasa, że wszystko jest w twarzy… Coś pęka i chyba zaczynamy zastanawiać się nad przeniesieniem pojęcia solidarności i masowej samorządności ekonomicznej i politycznej na polski plac widowiskowy 2017. Ważymy w myślach ideę demokracji bezpośredniej,  zastanawiając się czy taka polityka jest jeszcze lub w ogóle tu u nas możliwa.

Spektakl kończy wideo z warszawskiego Czarnego Protestu sprzed kilku miesięcy, na którym pojawiają się aktorzy z fragmentami postulatów z początku lat ‘80 ubiegłego wieku. Dotyczą one edukacji, ochrony środowiska, gospodarki krajowej i zagranicznej, praw i równości kobiet w miejscu pracy, pracowników w ogóle. Kamera i archiwum wychodzi na ulicę, a efekt tego przesunięcia jest niebywały, bo wiele z wypowiedzianych przez aktorów zdań jest nadal, bądź na powrót obowiązujących. Dokonała się aktualizacja przeszłości i uwydatnienie teraźniejszości.

Wydaje się, że to nie przypadek, że Paweł Wodziński przywołuje wątek solidarności akurat dziś, wątek samorządności pracowników, demokracji bezpośredniej, jako tej trzeciej drogi – czegoś pomiędzy komunizmem, a kapitalizmem. Czy to możliwe? Nie wiem. Nie wiem też, jak wiele w nas siły, podobnej do tej, która towarzyszyła tej niewiarygodnej szansie ówczesnego, Solidarnościowego zrywu.

To fantastyczna sztuka bez asekuranctwa. Polecam i zachęcam do wzięcia udziału w kolejnym zjeździe, partycypujcie w nim. To ważna sprawa…

 

 

fot. materiały TR Warszawa

Zatoka suma

Zatoka Suma w reżyserii Agaty Dyczko, to najnowsza premiera Teatru Ochoty w Warszawie. Aktorami spektaklu są artyści wyłonieni w konkursie Polowanie na motyle dla młodych twórców teatralnych.

Samo przedstawienie inspirowane jest książką Jadwigi Rodowicz Pięć wcieleń kobiety w teatrze nō oraz samym teatrem nō, do którego nawiązuje nie tylko treść spektaklu, ale także scenografia. Słowo nō z japońskiego oznacza talent, sztukę i pochodzi od ceremonialnych misteriów towarzyszącym świętom, opowiada o bóstwach i o walce dobra ze złem. Początkowo aktorami teatru nō byli wyłącznie mężczyźni, którzy role kobiece odgrywali w maskach. Motyw maski i przebrania jest mocno obecny w Zatoce suma, jednak role żeńskie odgrywają zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Teatr nō, to muzyka, śpiew, mimika i taniec. W Zatoce… słów było mało, pojawiające się zdania, czy to w wersji wyświetlanej, jako didaskalia, czy wypowiadane przez aktorów stanowiły jedynie pewną eksplikację, czy dopowiedzenie, uporządkowanie. Resztę wydarzeń scenicznych wypełniały właśnie ruch, dźwięk gongów, wymowna mimika, bogata scenografia i futurystyczne makijaże, kostiumy Julity Goździk, szczudła, szeleszczące i błyszczące tekstury stanowiące sedno performatywności i wymowności spektaklu. Scena w tradycyjnym teatrze nō oddzielona była od widowni pasem żwiru. Scenę w Teatrze Ochoty od publiczności separował półprzezroczysty, plastikowy materiał, który izolując akcję w formie sześcianu, wprawdzie przepuszczał obraz, jednocześnie go zniekształcając, tworząc inne niż realne linie zakrzywień. W teatrze nō po lewej stronie sceny znajduje się pomost prowadzący do tzw. pomieszczenia lustrzanego, w którym aktorzy przebierają się i zakładają maski. Odpowiednik takiego wnętrza i wspomnianego pomostu znajdziemy również w Zatoce…

teatr-ochoty_fot-kamilaszuba-pl-122

Co do samej treści spektaklu, to mowa tu o inkarnacjach kobiet: boginki, wojowniczki, demona, szaleńca. Każda z nich inna, wszystkie sugestywne, na swój sposób niepowtarzalne – za sprawą kreacji aktorskiej, kostiumu, performatywnych metod wyrazu, kolejno budujące nieprawdopodobieństwa i nadbudowujące nowe warstwy oniryzmu. Tworzą rzeczywistość szalenie zindywidualizowaną, a jednocześnie solidarną i zbiorową; fantazmatyczną równolegle z powołującą się na współczesne, społeczne konteksty kobiecości, podkreślając zarówno realny, somatyczny, seksualny wymiar istnienia, jak i emocje, mentalność, wyobraźnię.

Kolejno pojawiające się na scenie kobiety, to nowe kreacje, zupełnie inne społeczne konteksty, których ucieleśnienia, czy odbicia szukamy w realnym sąsiedztwie, w nas samych. W opisie do spektaklu czytamy o budowaniu własnej tożsamości, o przekroczeniu granic w autokreacji, o pewnego rodzaju wolności, której doświadczamy podczas komponowania swojego ja.

Ja spektakl rozumiem bardziej jako afirmację i empatię, i nie tyle autokreację, co potrzebę, bądź przymus kreślenia siebie na nowo, decydowanie o sobie, pewną niezależność i niepodległość, niesamowitą siłę do wprowadzania zmian, ale także umiejętność adaptacji do zastanego.

teatr-ochoty_fot-kamilaszuba-pl-63

Te pięć wcieleń kobiety, to tak naprawdę jeden człowiek, pięć inkarnacji w jednym ciele, pewna hybryda imaginacji, ciała, odwagi i fetyszu obecnego w każdej z przedstawionych nam kreacji.

Spektakl zaskakuje przemyślaną, promieniującą, fantastyczną i inspirujacą do dopowiedzenia scenografią oraz sugestywnymi kostiumami. Wszystko to tworzy  niemałe zamieszanie – przedmiotów, materiałów, kolorów i faktur, bałagan, który sprawia wrażenie intencjonalnego i jedynie pozornego. I o ile w kwestii oprawy zapanowanie nad tym zawirowaniem się udało, o tyle miałam wrażenie dramaturgicznego chaosu, oderwania kolejnych postaci, sytuacji, braku relacji, pewnej marginalności. Trudno zrozumieć było zależności kierujące postaciami, czy tendencyjność i niepotrzebną dosłowność użytych w spektaklu rozwiązań, jak  na przykład czarny worek, czy usypiający kobiety jak pszczoły podkurzacz.

Podsumowując, spektakl próbuje przeformułować szablonowe postrzeganie kobiety, dając jej głośne prawo do samostanowienia, autokreacji z uwzględnieniem jej potrzeb, fetyszów, wolności. Scenę wypełnia fantastyczna gra aktorów i ich futurologiczno – nō kreacje. Przygotujcie się na kosmiczne obrazy, japoński charakter i wyczuwalny, koncepcyjny chaos.

fot. Kamila Szuba