Trzy ćwierci do śmierci

Głupia ta, co w sny i widy swoje bardziej wierzy niż w ten świat co go Pan Bóg stworzył…

Odchodzi się w kwiecie wieku lub umiera przedwcześnie. Ale czy można żyć za długo? Bohaterka spektaklu jest trzy ćwierci od śmierci i nadal, wbrew swojej woli, żyje. Długowieczność, która miała być darem, staje się dla niej trudnym do udźwignięcia ciężarem. Wyrusza więc w poszukiwaniu końca, mając nadzieję, że to jej ostatnia podróż. 

Droga, choć dość krótka, jeśli mierzyć ją w metrach – Staruszka doszła jedynie nad rzekę na skraju wioski – okazuje się odległą wędrówką w głąb własnej pamięci. Podobnie jak narratorka książki ,,Po trochu” Weroniki Gogoli, kobieta opowiada swoje życie fragmentami i po kawałku. O mężu, o synku, o sąsiadach – ich narodzinach, weselach i pogrzebach, o młodości i o kolejnych pokoleniach kobiet w rodzinie. Jej wspomnienia to zbiór lokalnych historii – pełen czarów, rzucanych przez kogoś uroków, pełen ,,łojm”, czyli podlaskich wiedźm, pełen diabłów i szeptunów. Co ciekawe, część tych historii to faktyczne opowieści mieszkańców Supraśla i okolic zebrane przez Wojciecha Załęskiego w książce ,,Hecz precz stała się rzecz: wydobyte z kufra pamięci”. Sposób, w jaki mówi Bohaterka – a mówi potocznie i z podlaską gwarą – sprawia, że jej monolog jest czymś więcej, niż tylko pełnym emocji skrawkiem pamięci. Staje się urywkiem lokalności, reprezentacją relacji, ludzkich wierzeń, ich radości i lęków, jest nośnikiem przekazywanej z pokolenia na pokolenie tradycji. Wreszcie, rachunkiem sumienia człowieka żegnającego się z życiem.

Babucha, tak nazywa swoją postać, pomysłodawczyni i reżyserka spektaklu Karolina Martin, jest symbiozą żywego i umarłego. Kobieta jest w podeszłym wieku, jej skóra jest pomarszczona, włosy całkiem siwe, a ubranie już mocno sfatygowane. Jej pamięć jest jednak wciąż bystra. Pamięć i zawziętość – wyruszyła w końcu na spotkanie ze Śmiercią, po drodze wygrażając Bogu, który nie pozwolił jej umrzeć ze starszymi ze swojej wioski, nie zesłał na nią ani śmierci nagłej, ani samobójczej. Co więcej, Staruszka to duża, niemal rzeczywistych rozmiarów, lalka żyworęka, lalka hybryda, która z Karoliną Martin dzieli rękę oraz nogi. Animując Bohaterkę, artystka operuje sprzecznościami. Śmieszy pokrzykiwanie Babuchy i jej przekomarzanie się z Bogiem, wzrusza natomiast, kiedy wspomina zmarłą rodzinę. Jej zmęczenie i samotność – przykre następstwo długowieczności – wzbudzają współczucie. Z kolei jej bezgraniczna wiara w gusła i złe moce – rodzi złość i sprzeciw.

Tło tych emocji rysuje tworzona na żywo muzyka (Adam Milewski, Paula Kowalczyk), ujmujący biały śpiew (Joanna Jakacka-Majka, Zuzanna Łuczak-Wiśniewska) oraz ożywiana za sprawą kilkumetrowego, białego materiału, przestrzeń. Tkanina staje się rzeką – tą przez którą prababka Babuchy przenosiła Śmierć, tą samą przy której Bohaterka opłakiwała odejście męża, czy w końcu tą, w której sama chciała zakończyć swoje życie. Materiał-rzeka jest niemym obserwatorem zdarzeń, pamięci i czarów. Raz jest welonem ślubnym Kobiety i wspomnieniem złego uroku, innym razem kołyską jej syna. Zawsze zaś – symbolem upływającego czasu. 

Na Stasieńka – męża Bohaterki – podczas wesela rzucono klątwę. Zgodnie z tym urokiem, mężczyzna zmarł rok po ślubie, wymiotując żabami i ślepymi, szarymi jaszczurkami.

„Łojma” zaś, podmieniła syna Kobiety na swojego „bastruka”. Młoda matka nie mogąc pocieszyć chłopca w płaczu, uwierzyła że nie tuli własnego dziecka, a dziecko wiedźmy. Porzuciła je więc. Ciekawi, jak w opowieściach Babuchy – która jako reprezentantka szerszej grupy wskazuje na pewien obyczaj – istnieją równolegle i przenikają się nawzajem pobożność i chrześcijańska wiara oraz demonologia ludowa. Bohaterka modli się do Boga, cierpi przez złe uroki i sama je rzuca.

Lecz, czy aby na pewno zawistny wzrok i zły urok, czary i diabelskie moce zabrały Bohaterce męża i syna, czy przez to właśnie nie może doczekać się końca? Wiara w zło, które decyduje o życiu i śmierci człowieka, czyni Kobietę zwyczajnie bierną, skutecznie pozbawia ją udziału we własnym życiu. Babucha nie reaguje bowiem kiedy choruje jej mąż czy kiedy cierpi syn. Nie szuka dla nich pomocy, wierząc w złą wróżbę i wyczekując jej ziszczenia się. Winą za śmierć bliskich, a w końcu także swoją długowieczność, obciąża innych.

Może Śmierć zjawi się wówczas, kiedy kobieta gotowa jest wreszcie wziąć odpowiedzialność za swoje życie?


Fot. HaWa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: