4.48 Psychosis

4.48 Psychosis to autobiograficzny utwór Sarah Kane, zapis przebiegu jej choroby psychicznej. Inscenizacja tego dramatu na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu jest debiutem reżyserskim Pawła Demirskiego – jednego z najwybitniejszych współczesnych dramatopisarzy. To jednocześnie druga premiera tej sztuki w Polsce – po spektaklu w reżyserii Grzegorza Jarzyny z Magdaleną Cielecką w roli głównej.

Dramat określany jest często jako samobójczy list pożegnalny Kane, zapis jej cierpienia, żalu i poczucia niezrozumienia. Jednak dopiero odejście od tej interpretacji, przy jednoczesnym zwróceniu uwagi na wyjątkową formę i język sztuki, pozwala dostrzec coś więcej niż komunikat – autoanalizę, podjęcie ostatniej próby znalezienia pomocy, oraz co podkreśla w wywiadach Demirski – potrzebę Kane do skomunikowania siebie ze światem, do bycia radykalnie sobą.* Sarah Kane pisze strumieniem świadomości, co oznacza, że tekst oparty jest na obrazach, pozbawiony jest linearności, nie ma tu jasno wyodrębnionych postaci. Monolog miesza się z dialogiem i poetyckim opisem, a same słowa, tekst zapisany jest w różnych graficznych konfiguracjach. Spektakl zaś, na przekór temu, co zapisane w dramacie, wydaje się być bardzo spójny, jakby twórcy chcieli go na siłę uporządkować.

Demirski zdecydował się pracować z trójką aktorów – Aloną Szostak, Moniką Roszko i gościnnie Alanem Al-Murtathą, a rolę cierpiącej na psychozę maniakalno-depresyjną kobiety rodzielić pomiędzy dwie aktorki. Bohaterka 4.48 Psychosis szuka siebie, podejmuje próbę skomunikowania się ze sobą i światem, jednak sposób w jaki prezentują nam to twórcy spektaklu, mianowicie granie do siebie, współegzystowanie dwóch zasadniczo różnych Bohaterek, które reprezentują tę samą osobę, tyle że w różnych stanach emocjonalnych i psychicznych, jest (przynajmniej dla mnie) zbyt dobitne, żeby nie powiedzieć łopatologiczne… 

Osoba grana przez Monikę Roszko, jest bezradna, uległa, otumaniona lekami, zalękniona i wycofana. Porusza się po scenie z dużym, pluszowym misiem, nie patrzy wprost na widownię, mówi łamiącym się głosem, emocje wyraża krzykiem, który rozsadza głowę. Jest infantylna, a niektóre jej zachowania, jak na przykład tulenie pluszaka, chowanie się za nim, czy zakładanie na głowę czarnych worków na śmieci są zawstydzająco dosłowne. Podczas testu siódemek – serial sevens (stosowane w psychiatrii badanie skupienia i pamięci operacyjnej, polegającego na odejmowaniu kolejno liczby siedem od stu) popełnia błędy. 

Bohaterka grana przez Alonę Szostak (świetną aktorkę, jednocześnie starszą i dojrzalszą od Roszko) wydaje się być świadomą i pewną tego co mówi. Jest zrozpaczona, przepełnia ją frustracja i gniew. Jest zdesperowana, ale świadoma, nieugięta. I taka pozostaje przez całe przedstawienie. Bezbłędnie odejmuje siódemki. Spektakl jednak, w przeciwieństwie do dramatu, nie daje poczucia walki z napięciami, autoanalizy i osiągania spokoju/jasności przez tę samą osobę. Bo myli się jedna, bezbłędna jest druga.

Nie sposób nie zauważyć, że twórcy operują tutaj przeciwieństwami, na styku których pojawia się sarkazm, czarny humor. Postaci nie mówią tu jednym głosem, choć często powtarzają te same słowa, co doprowadza do poczucia nieszczerości. Co więcej decyzja o podziale roli Bohaterki dramatu, na osi której został zbudowany przecież cały spektakl i tak wyraźny między nimi kontrast sprawia, że odnoszę wrażenie wartościowania emocji. Pewnie to nie zamierzone, ale zyskują te, które prezentuje pewna swoich słów, dojrzała Szostak, a zdeprecjonowane zostają te, które wyraża infantylna i zahukana postać grana przez Roszko. W takich sytuacjach, między sceną a widownią pojawia się niewidzialny mur, który nie przepuszcza żadnych emocji, choćby aktorzy stawali na głowie i robili co mogli…

Alan Al-Murtatha gra tu zaś lekarza ze szpitala psychiatrycznego, w którym przebywa Bohaterka. Rola to dosyć jednowymiarowa, gdzie jedyną interpretacją wydaje się być uwypuklenie krytyki systemu zdrowia, braku empatii i przedmiotowego podejścia do pacjenta, gdzie celem jest sterowanie emocjami Kobiety za pomocą leków. Tu całkiem niezła scena, w której Lekarz machinalnie recytuje kolejne nazwy leków przyjmowanych przez Kobietę, ich dawki i efekty uboczne ich zażywania. 

Aktorki i aktor krążą po czarnej scenie, pomiędzy rozsianymi metalowymi palami. Pręty, ustawione równiutko niczym drzewa w szkółce leśnej są wysokimi lampami stroboskopowymi, które rozbłyskują w różnych kolorach. Nad sceną znajduje się duży ekran, na którym wyświetlone zostają numeryczne wizualizacje (nawiązanie do testu siódemek) bądź twarze i dłonie postaci nagrywane na żywo za pośrednictwem kamery go pro. Zbliżenia z wykorzystaniem kamery, to kontynuacja wątku poszukiwania siebie przez Bohaterkę – dwie kobiety, ale ta sama Osoba obserwują siebie nawzajem, łapią jakiś rodzaju dystansu i zbliżają się do siebie. Las drzew – ale martwych, metalowych i zimnych oraz rażenie światłem są zgrabną metaforą przesądzonego, tego co od początku, od pojawienia się na scenie Bohaterki jest jasne i nieuniknione. Pozbawione życia pale rozbłyskują w momentach wybuchu emocji Osoby, światła są pewne – jak jej śmierć. Pogodziłam się z tym, że umrę w tym roku mówi. Za scenografię odpowiada Anna Haudek, zaś za światła i wizualizacje Jakub Lech. Mocna jest też muzyka Małgorzaty Tekiel, która ogłusza od pierwszych scen, agresywna, rockowa. Scenografia, światło i muzyka, to krzyk! O wiele bardziej niestety wymowny i wzruszający niż ten Bohaterki granej przez Monikę Roszko. 

W 2019 roku podczas Spotkań Teatralnych Bliscy Nieznajomi, który odbywał się w poznańskim Teatrze Polskim widziałam przedstawienie Rozy Sarkisian Psychosis na motywach dramatu 4:48 Psychosis. Napisałam wtedy, że Spektakl odłożył się w moim ciele na długo, nie dawał zapomnieć.** Wielka szkoda, że nie mogę powiedzieć tego samego o spektaklu Pawła Demirskiego. Bo oczekiwania były wielkie.

* M. Urbaniak O tęsknocie za światem, który nas rozumie. Psychosis w Teatrze Polskim [w:] Wyborcza.pl Poznań, dostęp 14.06.2021

** https://bylamwidzialam.pl/2019/09/26/bliscy-nieznajomi-2019-ukraina/

fot. Bartek Sadowski

Bliscy Nieznajomi 2019. Ukraina

Tegoroczna edycja Spotkań Teatralnych Bliscy Nieznajomi różniła się od poprzedniej nie tylko za sprawą zmiany daty (do tej pory Festiwal odbywał się w maju), ale także zaproszonych do Poznania spektakli. Tym razem były to przedstawienia głównie ukraińskie. Dotychczas w programie Bliskich Nieznajomych znajdowały się produkcje jedynie polskie, wybrane zgodnie z myślą przewodnią/idiomem danej edycji. W tym roku tematem była Ukraina. W Polsce mieszka i pracuje obecnie 1 mln 200 tys. Ukraińców. W samym Poznaniu żyje 100 tys., co oznacza, że co dziesiąty mieszkaniec stolicy Wielkopolski jest ukraińskiego pochodzenia. Agata Siwiak — dyrektorka artystyczna i kuratorka Festiwalu oraz Maciej Nowak — dyrektor artystyczny Teatru Polskiego, mocno podkreślali, że po raz pierwszy od czasów powojennych stajemy się społeczeństwem wielokulturowym, co według mnie jest zjawiskiem absolutnie wspaniałym i wyjątkowym, ale też wymagającym od społeczeństwa pewnej dojrzałości. Dobrze, że polski teatr interesuje się współczesną kulturą i sztuką ukraińską, podejmuje z nią dialog i współpracę. 

Oś Spotkań wyznaczyły spektakle teatralne, a program uzupełniły dwie projekcje filmowe (Donbas i Jazda obowiązkowa) oraz koncerty (Alexandra Malatskovskaja, Karol Firmanty, Vidlunnia, Mikołaj Tkacz, Roman Szumski, Hubert Karmiński, Dawid Dąbrowski i Ostap Mańko) i odbywające się po przedstawieniach, rozmowy z twórcami.

modern

Na otwarcie i zamknięcie Festiwalu zaproponowano produkcje polskie. 

Pierwsza to Modern Slavery zespołu Biennale Warszawa w reżyserii Bartka Frąckowiaka. To teatr dokumentalny, polityczny o współczesnym niewolnictwie, powstały na podstawie materiału zdobytego podczas śledztwa przeprowadzonego przez artystów. Twórcy przy wykorzystaniu środków odsłaniających rzeczywistość, charakterystycznych dla teatru dokumentalnego: nagrań, zapisów rozmów, filmów, dokumentów, akt, fragmentów wypowiedzi specjalistów, mówią o globalnym, a tak rzadko podejmowanym w debacie publicznej, zjawisku handlu ludźmi, nielegalnym wykorzystywaniu do przymusowej, nieodpłatnej pracy. Przytaczają paraliżujące dane z raportu Global Slavery Index, który ujawnia, że w Polsce w 2016 r. żyło ponad 181 tys. nowoczesnych niewolników, co odpowiada 0,476 populacji Polski. Podczas spektaklu przywołują dramat wykorzystywanych przez Mirosława K. do niewolniczej pracy, Ukraińców oraz historię obozu pracy we włoskiej Foggi, gdzie niewolniczo pracowali z kolei Polacy.

Spektakl w zamyśle, scenografii bardzo przypomina Sprawiedliwość Michała Zadary, przedstawienie zrealizowane w ubiegłym roku w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Modern Slavery podobnie jak Sprawiedliwość nie powstał po to, żeby pokazać wydarzenie, ale dokumentalność, performatywność dokumentalności. Pomimo rzetelności przeprowadzonych badań, ogromu przytoczonych danych i w końcu drastyczności tematu, przedstawienie pozostawiło niestety wrażenie przegadanego, przekonującego przekonanych.

lwow

Bliskich Nieznajomych zamknął bardzo dobry spektakl w reżyserii Katarzyny Szyngiery – Lwów nie oddamy. Tytuł sarkastycznie odnosi się trwającego od 2015 roku sporu pomiędzy Polakami i Ukraińcami o  dwa ukryte w skrzyniach lwy, sprzed bramy cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Jeden z lwów trzyma łapą herb Lwowa z napisem ,,Zawsze wierny”, drugi – z herbem Polski i inskrypcją ,,Tobie, Polsko”. Polacy twierdzą: no komu te lwy co zrobiły, a Ukraińcy badają czy nie mają one charakteru anty ukraińskiego. Lwy pojawiają się w spektaklu kilkukrotnie, ale Lwów nie oddamy opowiada głównie o trudnych, polsko – ukraińskich relacjach, na których ciąży historia, pamięć o konfliktach i wzajemna niechęć… mimo że obecnie więcej nas łączy niż dzieli. 

Spektakl powstał na bazie materiału dokumentalnego, który reżyserka wraz z Mirosławem Wlekłym zgromadzili podczas pracy reporterskiej. Są to nagrania wywiadów z mieszkańcami Rzeszowa (Rzeszowa, bo to produkcja Teatru im. Wandy Siemaszkowej) i Lwowa, czy wypowiedzi cytowane z ankiet przeprowadzonych w jednym z rzeszowskich liceów ogólnokształcących. Z obu źródeł wynika mniej więcej to samo — uprzedzenie. Aktorzy pokazują co i jak pamiętamy i jaki to ma wpływ na nasze relacje, przerysowując utrwalone stereotypy. W spektaklu, uprzedzenia te obrazują dwa obozy aktorów – Polaków i Oksana Cherkashyna – typowa Ukrainka oraz przytoczone przez twórców polsko – ukraińskie konflikty oraz polski i ukraiński narodowiec, recytujący w jednej z ostatnich scen wspólny ksenofobiczny manifest. 

wesele

Spektakli ukraińskich pokazano aż cztery. Pierwszy z nich to Czerwone Wesele Teatru Publicyst z Charkowa – przedstawienie, które performatyką, stylem wypowiedzi, a także kostiumami i scenografią nawiązuje do teatru propagandowego z czasów radzieckich. Tytułowe czerwone wesele to nazwa świeckiego obrzędu celebrującego nowy, rewolucyjny porządek, inspirowany przez awangardowe idee wolności, wspólnoty, równości, wyzwolonej seksualności, emancypacji.* 

Teatr Publicyst za pomocą prostych środków, jak parafraza teleturnieju, ironia, propagandowy musical robotników, żywa gazeta, chcą przepracować i zmierzyć wpływ komunizmu na teraźniejsze funkcjonowanie społeczeństwa ukraińskiego. Na Ukrainie nadal trwa proces dekomunizacji, wyzwalania się z sowieckiej przeszłości, który zdaje się, że w Polsce został już (przynajmniej na tym poziomie, o którym mówi Teatr Publicyst) zanalizowany. Być może dlatego, pomimo pomysłu na rekonstrukcję historyczną, zmiksowaniu jej z sarkazmem, elementami musicalowymi, czy pop kulturowymi, nie wzbudza emocjonalnego pobudzenia. 

piekne

Piękne, piękne, piękne czasy Rozy Sarkisian na motywach Wykluczonych Elfriede Jelinek, Pierwszego Teatru we Lwowie to spektakl o trudnych relacjach rodzinnych, szerzej – społecznych, przesiąkniętych przemocą. Powodem jest wojenna trauma, która zakaża punkty styczne pomiędzy ludźmi agresją i okrucieństwem. Spektakl o tym, że w obliczu traumy wszyscy jesteśmy równi, bez względu na zasoby materialne, intelektualne, czy kulturowe. 

Rzecz dzieje się w Wiedniu końca lat 50. XX wieku i przedstawia trzy rodziny, wszystkie zainfekowane przemocą. W spektaklu kat staje się ofiarą i na odwrót, spokój i cisza zmienia w piekło, a uosobienie dobra zabija z zimną krwią. Odreagowywanie przez zabijanie, kradzieże, rozboje, zdrady, gwałt i manipulacje. Twórcy spektaklu, choć w bardzo chaotyczny sposób, wyjmują na powierzchnię to, co zwykle przemilczane, okryte misterium walki i aureolą poświęcenia dla ojczyzny i wolności.

Piękne, piękne, piękne czasy to prócz ważkości tematu, także pokaz świetnego aktorstwa. 

restauracja

Kolejny ukraiński spektakl to Restauracja Ukraina, niezależna produkcja Niny Khyzhnej i Oksany Cherkashyna. To przedstawienie o wszechobecnej na Ukrainie korupcji, a także patriarchacie i zniewoleniu wynikającym z obu tych zjawisk, o poświęceniu wolności na rzecz schematycznego poczucia bezpieczeństwa. Co warte zaznaczenia, premiera spektaklu odbyła się w ramach Międzynarodowego Dnia Korupcji. 

Dwie bardzo charyzmatyczne artystki, stworzyły spektakl polityczny, który estetyką ironii, humorem, nawiązaniami do popkultury, performuje protest. 

psychosis

I na koniec przepiękny, wzruszający i jednocześnie niezmiernie smutny spektakl Rozy Sarkisian Psychosis na motywach dramatu 4:48 Psychosis Sarah Kane oraz wierszy Anne Sexton i Sylvii Plath. W spektaklu grają twórczynie Restauracji Ukraina – Nina Khyzhna i Oksany Cherkashyna oraz Alexandra Malatskovska. 

4:48 Psychosis to ostatnie dzieło Sarah Kane – przedstawicielki nowego brutalizmu, dzieło w którym mówi o seksie, śmierci, chorobie psychicznej, cierpieniu. To rodzaj monologu wewnętrznego, powstałego na podstawie przeżyć poetki (chorowała na psychozę maniakalno-depresyjną. Zmarła śmiercią samobójczą po napisaniu 4:48 Psychosis). Jej głos podzielony jest w spektaklu na trzy aktorki. Chaotyczne wypowiedzi, mieszają się z rozmowami z lekarzami, kochanką, samą sobą. To inscenizacja próby znalezienia ratunku. 

Spektakl odłożył się w moim ciele na długo, nie dawał zapomnieć. Aktorki za sprawą muzyki, pastiszu, cierpkiego, czarnego humoru pozbawionego uśmiechu, groteskowości przynoszą na scenę sprzeczności – siłę kobiet i ich słabości; szaleństwo, niepokorność i cierpienie; świadomość i chęć wymazania wspomnień, ból, dojmujący ból i humor. Pozytywnym efektem ubocznym spektaklu jest rozprawienie się z patriarchalnym podejściem do roli kobiety w społeczeństwie, rozbicie tabu depresji i afirmacja kobiecej siły oraz prawa do samostanowienia, seksualności – zgodnej z preferencją kobiety, człowieka, a nie takiej jaką przypisano w zgodzie z paternalistycznym postrzeganiem. To zdecydowanie najlepszy, wyjątkowy i najsmutniejszy – w organicznym sensie, punkt tegorocznych Spotkań Teatralnych.

W tym roku, nazwa Bliscy Nieznajomi zyskała absolutnie nowe znaczenie. Bo ludzie, z którymi współżyjemy na co dzień – często mieszkamy w jednej kamienicy, robimy zakupy w tej samej Biedronce, jeździmy do pracy jednym tramwajem, są nam obcy, nieznajomi. Festiwal miał pomóc nam wszystkim – i Polakom i Ukraińcom poznać się nawzajem. Szkoda tylko, że w tak misternie przygotowanym wydarzeniu artystycznym, społecznym zabrakło ukraińskiego tłumaczenia polskich spektakli…

Nie mniej, Bliscy Nieznajomi ze swoim programem idealnie wpisują się w nowe, wspaniałe bo wielokulturowe okoliczności. Agata Siwiak po ostatnim spektaklu wspomniała, że istnieje spora szansa kontynuacji konceptu w rozpoczynającym się właśnie sezonie teatralnym. Z niecierpliwością czekam i trzymam kciuki życząc powodzenia!

* z programu festiwalowego

fot. Marek Zakrzewski