Luty

1.02 Rzeczy, których nie wyrzuciliśmy, reż. Magda Szpecht
Teatr Fredry w Gnieźnie

2.02 Jak być kochaną, reż. Lena Frankiewicz
Teatr Narodowy w Warszawie

3.02 Bea, reż. Andrzej Bubień
Teatr Powszechny w Radomiu

7.02 Testament Szekspira, reż. Marek Pasieczny
Teatr Nowy w Łodzi

7.02 Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady, reż. Katarzyna Kalwat
TR Warszawa

8.02 Nikt (nie) spotyka Nikogo, reż. Aleksandra Kugacz-Semerci i Mertcan Semerci
Instytut im. Jerzego Grotowskiego we Wrocławiu

8.02 Tchnienie, reż. Rafał Szumski
Teatr Miejski w Gliwicach

8.02 Inteligenci, reż. Robert Talarczyk
Teatr Śląski w Katowicach

9.02 Królestwo, reż. Remigiusz Brzyk
Narodowy Stary Teatr w Krakowie

13.02 Hana Umeda/ Sada Yakko, realizacja: Kozakiewicz / Orski / Ostrowska / Prowaliński / Sandell / Soszyński / SHINS-K / Umeda
Komuna//Warszawa

15.02 Fatalista, reż. Wojciech Urbański
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

15.02 Wanda, reż. Małgorzata Warsicka
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

15.02 Ostatni, reż. Romuald Krężel
Nowy Teatr w Warszawie

15.02 Metafizyka dwugłowego cielęcia, reż. Natalia Korczakowska
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

16.02 Trump i pole kukurydzy, reż. Paweł Łysak
Teatr Polski  w Bydgoszczy

16.02 Kupiec Wenecki, reż. Szymon Kaczmarek
Nowy Teatr w Słupsku

16.02 Do piachu, reż. Marta Streker
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

22.02 Po latach o tej samej porze, reż. Henryk Jacek Schoen
Teatr Bagatela w Krakowie

22.02 Baba-Dziwo, reż. Dominika Knapik
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

22.02 Dead Girls Wanted, reż. Wiktor Rubin
Teatr Zagłębia w Sosnowcu

23.02 Aktorzy prowincjonalni, reż. Damian Josef Neć
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

 

fot. materiały TR Warszawa

Sprawiedliwość

Za wydarzenia z marca 1968 ( i dalej: 1969, 1970), za kaskadę nienawiści do Żydów polskich, zachęcanie do nienawiści i w rezultacie ich wypędzenie, nie sposób ukarać konkretnych osób (mimo, że dyskryminacja ze względu na wyznanie, czy pochodzenie, zarówno 50 lat temu, jak i dzisiaj jest niedopuszczalna przez prawo). Bo albo przestępstwo się przedawniło, albo jego sprawcy już dawno nie żyją, ich przedsiębiorstwa nie istnieją, przez co trudno ich zlokalizować. Ci których udało się odszukać są chorzy lub stracili pamięć.
Znalezione dowody, jak na przykład nacjonalistyczny, nienawistny artykuł Karola Badziaka o bekonie, nadają się raczej jako gag do scenariusza kolejnej części Monthy Pythona, nie do prokuratury. Iwona Śledzińska zaś, która w latach sześćdziesiątych napisała dwa antysemickie artykuły w prasie jest teraz posłanką opozycji. Czy złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez Śledzińską byłoby oskarżeniem całej opozycji?
Po co rozgrzebywać tamte wydarzenia, po co drążyć, skoro i tak nie sposób dociec niczyjej winy — pytają sami siebie artyści? Dla sprawiedliwości!

Po to powstał ten spektakl, po to ten dokument, badanie historii — to odpowiedzialność i obowiązek sztuki, słyszymy ze sceny i ja się z tym absolutnie zgadzam! Jak mówi w spektaklu Barbara Wysocka: Jeśli o nich [Polakach odpowiedzialnych za wypędzenie Żydów z Polski w 1968 roku] nie mówimy, to co? Zapominamy o nich? Nie! My ich wtedy chronimy!

28906611_1578098525641132_159899651_n_1

Czterech aktorów nie wcielających się w żadne postacie (występują pod własnymi nazwiskami) przedstawia kolejne fakty dowodzące nacjonalizmu, antysemityzmu, prześladowań Żydów w Polsce w ‘68 roku, kierowniczym sprawstwie ówczesnych rządzących i odpowiedzialności milczących obywateli. Ich dochodzenie ma formę spotkania historyków, badaczy, którzy przeszukują prasę i inne dokumenty z tamtego okresu, by przedstawić widzom, w formie wykładu, opatrzonego wyświetlanymi slajdami, wycinkami z gazet, znalezione przez nich informacje. To, co znajdują to publiczne nawoływanie przez prasę do nagonki na Żydów, do zaangażowania w waśnie, to katalog antysemickich stereotypów: Żydzi chcą opanować cały świat, Żydzi nas Polaków gnębią, czy kłamstwo ma syjonistyczne nogi. Już samo używanie słowa syjonizm/syjonista w przeciwieństwie do jego etymologii, w ówczesnej Polsce stanowiło kod czysto antysemicki. Są też nagrania, w których wypowiadają się Żydzi mieszkający w tamtym czasie w Polsce, którzy jako powód wyjazdu podają jednogłośnie, atmosferę szykanowania i wyjęcie spod prawa.

Aktorzy porównują Sprawiedliwość do historii Króla Edypa i mieszkańców Teb. Zastanawiają się jakie znaczenie dla społeczności miałoby odnalezienie konkretnego sprawcy, przez którego na miasto spadło gradobicie klęsk. Czy był to sam Edyp, czy Apollin, a może winnym był Lajos lub Terezjusz… to bez znaczenia bo znalezienie jednego, czy wielu odpowiedzialnych, zburzyłoby bowiem status quo. Już samo dociekanie zmąciłoby panujący społeczny porządek. Analogia do Polski? Bardziej niż oczywista.

I co oni [mieszkańcy Teb] mają z tego śledztwa, pyta ze sceny Ewa Skibińska? Sprawiedliwość…

Narracja aktorów, przytoczone przez nich dokumenty, dowody są jednoznaczne — to co stało się w 1968 roku w Polsce, to zbrodnia na ludzkości, coś co się nie przedawnia! Sprawiedliwość Michała Zadary, to arcyważna pozycja w repertuarze polskiego teatru.
Do Powszechnego szłam bez przekonania, obawiając się ciężkiego, patetycznego teatru non fiction, nużącej lekcji historii. Wyszłam przytłoczona, zachwycona warstwą poznawczą, inscenizacyjną i artystyczną tego spektaklu.

fot. Krzysztof Bieliński

 

Styczeń

6.01 Wieczór Trzech Króli, reż. Łukasz Kos
Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie

6.01 Więzi, reż Olena Apczel
Teatr Wybrzeże w Gdańsku

6.01 Widnokrąg, reż. Michał Kotański
Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

9.01 Masakra reż. Paweł Sakowicz
Nowy Teatr w Warszawie

11.01 Testament Szekspira, reż. Marek Pasieczny
Teatr Nowy w Łodzi

11.01 Marlene Dietrich. Blaue Engel. Błękitny Anioł, reż. Jan Szurmiej
Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

12.01 Piaskownica/Pierwszy raz, reż. Grzegorz Chrapkiewicz
Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie

12.01 Jak ty uważasz słowo miłość, reż. Krzysztof Popiołek
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

12.01 Marleni, reż. Mikołaj Grabowski
Teatr Stary w Lublinie

12.01 Manewry weselne, reż. Jakub Przebindowski
Teatr Powszechny w Łodzi

12.01 Wieczór Trzech Króli albo co chcecie, reż. Artur Tyszkiewicz
Teatr Collegium Nobilium w Warszawie

18.01 Hamlet, reż. Tadeusz Bradecki
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

18.01 Spóźnieni kochankowie, reż. Błażej Peszek
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

18.01 Zemsta nietoperza, reż. Michał Zadara
Teatr Narodowy w Warszawie

19.01 Wiele demonów, reż. Jacek Głomb
Teatr Śląski w Katowicach

19.01 Źli Żydzi, reż. Marcin Sławiński
Teatr Nowy w Zabrzu

20.01 Portret Polaka po szkodzie, reż. Marcin Kęszycki
Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy

24.01 Noc Helvera, reż. Małgorzata Bogajewska
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

26.01 Trzecia pierś, reż. Jarosław Tumidajski
Teatr Współczesny w Warszawie

27.01 Trans-Atlantico, reż. Tomasz Gawron
Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie

29.01 Wyzwolenie, reż. Anna Augustynowicz
Teatr Polski w Warszawie

fot. Spóźnienie Kochankowie, reż. Błażej Peszek
mat. Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Grudzień

1.12 Królowa Śniegu, reż. Beniamin M. Bukowski
Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie

1.12 Królowie strzelców. Sport w cieniu imperium, reż. Piotr Ratajczak
Teatr Nowy w Zabrzu

1.12 Burza, reż. Paweł Miśkiewicz
Teatr Narodowy w Warszawie

6.12 Języki Przyszłości/ Future Tongues, reż. Anna Nowak
Nowy Teatr w Warszawie

6.12 Kwiat paproci, reż. Jakub Krofta
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

7.12 Rewolucja, której nie było, reż. Justyna Sobczyk
Teatr Soho w Warszawie (w ramach programu Centrum Sztuki Włączającej Downtown realizowanego przez Teatr 21 i Biennale Warszawa)

7.12 Pożegnanie jesieni, reż. Maria Żynel
Teatr Collegium Nobilium w Warszawie

7.12 Bachantki, reż. Maja Kleczewska
Teatr Powszechny w Warszawie

8.12 Grotowski non-fiction, reż. Katarzyna Kalwat
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

8.12 Mistrz i Małgorzata, reż. Paweł Passini
Teatr Ludowy w Krakowie

8.12 Królowa Śniegu, reż. Przemysław Jaszczak
Teatr Miejski w Gliwicach

12.12 Kuracjuszki z Interno, reż. Justyna Lipko-Konieczna, Dorota Ogrodzka
Teatr Powszechny w Warszawie

13.12 Cząstki kobiety, reż. Kornél Mundruczó
TR Warszawa

14.12 Smutek i melancholia, reż. Piotr Waligórski
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

14.12 Staś i Zła Noga, reż. Bartłomiej Błaszczyński
Teatr Śląski w Katowicach (koprodukcja ze Śląskim Teatrem Lalki i Aktora ATENEUM)

14.12 Noc Helvera, reż. Małgorzata Bogajewska
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

15.12 Dziadek do orzechów. Nowe historie, reż. Daria Kopiec
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

15.12 Stan wyjątkowy, reż. Ludomir Franczak
Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku

15.12 Seks dla opornych, reż. Paweł Pitera
Teatr Nowy w Łodzi

15.12 Mistrz i Małgorzata, reż. Gabriel Gietzky
Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

20.12 Little Pony, reż. Rudolf Zioło
Teatr Wybrzeże w Gdańsku

21.12 Asymilacja, reż. Piotr Kruszczyński
Teatr Nowy w Poznaniu

28.12 27 grudnia, reż. Jakub Skrzywanek
Teatr Polski w Poznaniu

29.12 Wszystko w rodzinie, reż. Giovanny Castellanos
Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

30.12 Ostatnie kuszenie św. Bernadetty, reż. Cezary Tomaszewski
Komuna//Warszawa

31.12 Damy i huzary, reż. Maciej Wojtyszko
Teatr Powszechny w Radomiu

31.12 Nic nie gra, reż. Stefan Friedmann
Teatr Dramatyczny Wałbrzychu

 

fot. materiały Teatr 21

Strach

Strach, przypomina postapokaliptyczną wizję świata, jakby na ziemię znów spadł meteoryt, a kroki piątki zbłąkanych postaci były nie tylko jednymi z ich ostatnich, ale także z jednymi z ostatnich kroków ludzkich na ziemi. Jakby czekali na coś, co i tak nieuniknione.

Aktorów (Dobromira Dymeckiego, Monikę Frajczyk, Cezarego Kosińskiego, Piotra Trojana, Agnieszkę Żulewską) poznać możemy jedynie po głosach, ich twarze zakrywają maski, wszyscy są równi, wszyscy odstręczający, w pewien sposób potworni. Ubrani w przykurzone ubrania, jakby wyszli z jakiegoś schronu, w którym ledwo co przetrwali wybuch. Po to, by już niedługo zostać wchłoniętymi przez dziurę, przerażającą otchłań nicości, z której wystają tylko oślizgłe odnóża, macki jakiegoś potwora. Stranger things… trzeba przyznać. Warstwa wizualna, jest mocno sugestywna, na co składają się nie tylko kostiumy (Dominika Olszowy) i scenografia (Tomasz Mróz), ale też fantastyczne światła (Aleksandr Prowaliński), które w połączeniu ze zwolna przesuwającym się dymem tworzą oniryczne wręcz mozaiki, ruchome witraże. Muzyka dopina uczucie niepokoju.

Małgorzata Wdowik jest reżyserką, której nie interesuje tradycyjny sposób pracy. Bazuje ona raczej na tworzeniu doświadczeń niż fabuły. Muszę przyznać, że uwielbiam jej wrażliwość, sposób komunikowania się z widzem i zajmowania się problemem. Jej teatr to przepracowywanie, doświadczanie, odkodowywanie klisz. Strach według tego, co mówiła w wywiadach miał być próbą dotarcia do źródeł naszych własnych lęków, [których twórcy] szukają w opowieściach ludowych i popkulturowych, we wspomnieniach rodzinnych i doświadczeniach politycznych. Budują z nich świat zawieszony między fantazją a koszmarem sennym, w którym najważniejsza staje się walka o swój strach. Strach manipuluje scenami z popkultury, prowadzi dialog z klasyką filmów grozy, pojawia się Frankenstein, który jest wkurzony, że nikt się już dziś go nie boi, że przestał być wiarygodny.

STRACH_fot-NK_3

Dla mnie, mimo dużego szacunku i słabości do języka Małgorzaty Wdowik, Strach był nie do końca udaną próbą opowiedzenia o samotności, chorobie, śmierci, wizji pośmiertnej ciemności i przede wszystkim o braku wyboru, o bezradności i świadomości nadejścia nieuchronnego. Dlaczego nie do końca udaną? Wątpliwości wynikają z braku poczucia spójności warstwy narracyjnej i wizualnej, spektaklu. Tekst Roberta Bolesto wydawał się momentami nazbyt infantylny, nie zgrywał się z oniryczną warstwą wizualną spektaklu, był gdzieś obok, tak jakby twórcom zabrakło jednej wspólnej wizji. Z jednej strony piękne i jednocześnie niepokojące obrazy, z drugiej sformułowanie, że nie da się wydepilować gęsiej skórki

Brak organizacji również nie pomógł w odbiorze. Każdy z publiczności, przed wejściem na widownię otrzymał słuchawki, których zastosowanie w spektaklu, było zabiegiem, mającym pomóc w uzyskaniu pewnej intymności, bliskości — jakby ktoś szeptał do nam tuż przed snem do ucha. Lecz zamiast kołysanki, opowiadał o swoich koszmarach. Niestety nikt z obsługi widowni, nie upewnił się przed rozpoczęciem spektaklu, czy wszyscy znajdują się na właściwym kanale. Słuchawki miały trzy kanały nadawania, warstwa audio do spektaklu znajdowała się tylko na jednym z nich. Przy czym spora część widowni, przez cały spektakl znajdowała się na pustym kanale, albo wychodziła w trakcie spektaklu zniesmaczona niedziałającym sprzętem.

Każdy spektakl, to nieustająca praca, dopieszczanie, może więc pójść na Strach za jakiś czas?

 

fot. materiały TR Warszawa

Strach zżerać duszę

Strach zżerać duszę w reżyserii Agnieszki Jakimiak, to przykryty humorem, przegięciem, pastiszem, fantastyczną warstwą estetyczną, dramat.

I nie chodzi tu o romans głównych bohaterów nagrodzonego w Cannes filmu Rainera Wernera Fassbindera, który stał się inspiracją do stworzenia spektaklu. Nie chodzi o samotność, starość, emigrację, niedopasowanie, brak akceptacji, niechęć niemieckiego społeczeństwa, czy ostatecznie połączenie tego wszystkiego za sprawą dwójki przegranych – Emmi, starszej, niemieckiej sprzątaczki o polsko brzmiącym nazwisku i młodego, marokańskiego gastarbeitera, Alego.… To nie ten dramat, nie ta historia.

Wykorzystana została ona jako klucz do sportretowania nastawienia homogenicznego społeczeństwa do innego, innej, do wszystkiego co nowe i nieznane i wytrącające przez to ze strefy komfortu. O stosunku Polaków – narodzie bardzo jednolitym, do ludzi innego wyznania, innej rasy, narodowości.

Ali i Emmi nie biorą udziału w spektaklu, obecni są za to ich sąsiedzi, ich niechęć i plotki, obecna jest rodzina, dorosłe dzieci Emmi, ich złość i brak zrozumienia. To zamknięcie i strach przed innością, do której nie wiadomo jak się odnieść, jest źródłem agresji.

_dsc1387_2_

Spektakl (na szczęście!) nie jest gorzko – patetyczny. Cierpkość pojawia się dopiero wraz z refleksją, że ten śmiech, choć głośny i szczery, jest trochę przez łzy. Wystarczy włączyć telewizję. Wystarczy przejść niedaleko Mostu Poniatowskiego w Święto Niepodległości by wiedzieć, że to tu, że to o tym.

Ale! Wracając do śmiechu! Spektakl rozpoczyna debata z udziałem twórców spektaklu, która zwykle odbywa się po premierze: reżyserki (Karolina Adamczyk), dramaturga (Julian Świeżewski), muzyka (Łukasz Jędrzejczak) a także samego Fassbindera (Grzegorz Artman), rozmowę moderuje Klara Bielawka. Pełno tu pstryczków w nos, kąśliwych uwag do siebie nawzajem, do wchodzącej publiczności i komentarzy na temat spóźniającej się reżyserskiej, zagranicznej gwiazdy. Wszystko na tle przepięknej scenografii Mateusza Atmana. Za plecami odbywającej się debaty znajduje się biały pokój, w którym, nie tylko ściany, a dosłownie wszystko jest białe. Białe są i stół i krzesła, i kwiaty, donice, sofa, ogromny ukrzyżowany Jezus w rogu pokoju i nawet woda w białej konewce jest biała. Biel jest wszechobecna i wszechogarniająca! Przepiękna! Tworzy wspaniały podkład do gry świateł w kolejnych scenach. I można ją dowolnie zapisać. Trudno oderwać oczy.

Po zakończeniu debaty, z sufitu zjeżdża ekran, na którym wyświetlone zostają fragmenty filmu połączone są ze scenami dogranymi przez aktorów spektaklu. Tym samym, na przykład Brigitte Mira, grająca w kinowej wersji rolę Emmi rozmawia przy stole nie z El Hedi ben Salem (Ali z filmu) a z Grzegorzem Artmanem.

Pokój w każdej kolejnej scenie zmienia kolor, raz jest czerwony, raz żółty, innym razem zielony. Aktorzy mają na sobie peruki i stroje odpowiadające charakterem tym z filmu (lata 70. ubiegłego wieku). Raz są zawistnymi sąsiadami z dołu, sklepikarzem, który postanawia nie obsługiwać tej starej baby i arabskiego psa, krzyczącą córką i rozbijającym telewizor, synem. Nie są przywiązani do ról, w każdej fantastyczni, przezabawni! Grają farsą, komiczną hiberbolizacją gestów i słów.  Przez rozbawienie uwypuklają tragizm, brutalność wynikającą z braku tolerancji i zakłamania.

_dsc0981_1_

Najbardziej gorzki jest wniosek, do którego dochodzą rodzina, sąsiedzi, otoczenie Emmi i Alego — że właściwie korzyść (nie tylko materialna) wynikająca z publicznej akceptacji innego jest większa niż jawny sprzeciw, otwarta złość. A nienawidzić można przecież na odległość i podskórnie. Analiza ta niczego zatem nie zmienia… zrozumienie i akceptacja się nie pojawia, pozostaje zimna kalkulacja.

Rytm całemu spektaklowi nadaje Jędrzejczak, poruszający się do klubowych bitów za oknem pokoju. Wychodzi na ostatnią scenę. Ubrany w krótkie futerko, wełnianą czapkę, z wyrysowaną na torsie głową jelenia. Wychodzi, żeby zaśpiewać pieśń o Cyganie, czarnym Cyganie. Dość że czarnym to jeszcze Cyganie… 

Gorąco polecam! To bardzo mądrze zrealizowany spektakl.

fot. Magda Hueckel

O mężnym Pietrku i Sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych

Po pierwsze O mężnym Pietrku i sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych w reżyserii Wiktora Rubina, wydaje się być spektaklem bardzo lekkim, ale niech pierwsze wrażenie was nie zmyli. W istocie, spektakl ten stanowi ważny głos w dyskusji na temat dyskryminacji kobiet homoseksualnych, które jak w rozmowie z Martą Kaźmierską (Gazeta Wyborcza) powiedział reżyser: w społeczeństwie dyskryminowane [są] podwójnie. Raz – jako osoby homoseksualne, dwa – jako kobiety, bo dyskurs homoseksualny jest głośniejszy, bardziej opisany i zamieszkały przez mężczyzn. Twórcy inkorporują historię Marii Konopnickiej i jej wieloletniej partnerki Marii Dulębianki i traktują ją jako pomost do rozmowy na temat emancypacji i homoerotyczności kobiet, dziś, a także o niebezpieczeństwie wynikającym z patriarchatu.

Po drugie, spektakl jest przykładem naprawdę dobrego aktorstwa — przede wszystkim świetna Agnieszka Kwietniewska w roli Konopnickiej i fantastyczna, charyzmatyczna, zadziorna Kornelia Trawkowska w roli Heleny.

I po trzecie, O mężnym Pietrku… wbrew przypuszczeniom tych z widzów, którzy prace duetu Rubin i Janiczak znają, nie jest spektaklem interaktywnym. Widz nie jest tu ani elementem ani uczestnikiem akcji.

44867683_2165341036809223_2619863036185280512_n

Spektakl rozpoczyna film z wizyty aktorek Agnieszki Kwietniewskiej (Konopnicka) i Moniki Roszko (Dulębianka) w archiwum i na cmentarzach gdzie pochowane zostały Marie. Poszukują tu prywatnych zapisków z dzienników, listów, jakiegokolwiek śladu, namacalności po związku Konopnickiej i Dulębianki. Informacji znajdują niewiele, jedynie kilka słów o chorobie Konopnickiej i o tym, jak opiekowała się nią Dulębianka. Natomiast groby partnerek, które aktorki odwiedzają są oddzielne. Mimo woli Konopnickiej by zostały pochowane w jednej mogile, na której stać będzie pomnik dwóch kobiet czytających jedną książkę. Grób początkowo był jeden, ale został rozdzielony decyzją rządu II Rzeczypospolitej, aby nie naruszać pasującego patriarchalnego porządku, obrazu pisarki — patriotki, a obecność Dulębianki skutecznie wymazać z jej biografii.

Na scenie zaś, na tle dwóch starych, potężnych, drewnianych szaf, oprócz Dulębianki i przechodzącej właśnie menopauzę Konopnickiej w wykonaniu (jeszcze raz podkreślę) wspaniałej Agnieszki Kwietniewskiej, dzięki której mamy do czynienia nie tylko z powszechnym wyobrażeniem: wieszczki, patriotki, pozytywistycznej bajkopisarki i poetki, ale z postacią wielowymiarową, niejednoznaczną, kobietą zagubioną, miotającą się, pewną siebie i jednocześnie słabą, wiedzącą czego chce i odczuwającą ciągłą niemożność określenia się, która była idealna patriotką piszącą idealne patriotyczne teksty bo potrzebowała pieniędzy; poznajemy córki Konopnickiej, Maksymiliana Gumplowicza oraz Marguerite Radclyffe-Hall i jej partnerkę Mabele Batten.

Twórcy przywołują tylko dwie córki z ośmiorga dzieci Konopnickiej. Pierwsza, Helena (Trawkowska) to dziecko — wstyd, dziecko — hańba, dziecko, które chce się oddać do schroniska lub lombardu, nimfomanka i histeryczka. Druga córka, Zofia (groteskowa rola Mariusza Adamskiego) to dziecko — ulubieniec. To Zofia najprawdopodobniej zniszczyła pamiętniki Heleny, listy Konopnickiej i Dulębianki, po śmierci tej pierwszej. I nie bez przyczyny Zofię — strażniczkę czystości wizerunku Konopnickiej — gra mężczyzna. To kolejna wymowność. Te dwie kobiety: jedna — poszukująca wsparcia i miłości matki, mówiąca: ja tu zostaję dopóki mnie nie pokochasz i druga, podziwiająca i zapatrzona w matkę, przywołane na zasadzie absurdalnego, zabawego przeciwieństwa w pewien sposób demityzują Konopnicką, odkrywają jej człowieczeństwo, wahania, tęsknoty i frustracje, tak skrzętnie usuwane przez kolejne pokolenia władzy.

Maksymilian Gumplowicz, historyk, szaleńczo zakochany w młodszej od siebie o 30 lat, Konopnickiej, zdolny zrobić dla niej wszystko. Zastrzelił się w wieku dwudziestu kilku lat… z miłości do poetki. To postać (mimo całego dowcipu językowego, kostiumu) fatalna, podporządkowana, dająca się wykorzystywać.

44936678_2167629416580385_3698640275548143616_n

I w końcu Radclyffe-Hall — brytyjska pisarka i  poetka, autorka Studni Samotności — książki z jawnym wątkiem lesbijskim i jej partnerka — śpiewaczka kabaretowa Batten. Są afirmacją i narzędziem, dzięki któremu Marie mogą spróbować się określić, ale też ucieleśnieniem oskarżenia Konopnickiej, zbiorczym głosem wszystkich tych (współczesnych i ówczesnych) którzy mają żal do poetki, że milczała, że nie zostawiła świadectwa. Są głosem Dulębianki. Bo ona, wymazana z biografii swej wieloletniej partnerki, kochanki, po śmierci Konopnickiej wyrzucona z ich domu, na koniec wyrzucona także ze wspólnego grobu, jest naga. Dosłownie i w przenośni. Monika Roszko podczas manifestu Konopnickiej do kobiet nieheteronormatywnych stoi bez ubrania. Chłodno, niemal biernie, jakby pogodzona ze swoim, jak i losem kobiet w Polsce w ogóle, trzyma w ręku kartę z pytaniem: Gdzie jesteście?, które kontynuuje wyrzucając po kolei kolejne. Na podłodze lądują wszystkie ciotki, sąsiadki, kumy, policjantki… kobiety, których prawa w Polsce są łamane!

Polecam wybrać się Poznania na spektakl Wiktora Rubina i Jolanty Janiczak, którzy w Teatrze Polskim, za pośrednictwem biografii Konopnickiej i Dulębianki podejmują nader ważny temat! Praw i wolności kobiet, emancypacji, patriarchatu. Jedno, że ten temat podejmują, a dwa, że robią to naprawdę dobrze! I to w tak prostej formie, bez zbędnych ozdobników, przegięcia językowego, czy estetycznego.

fot. Magda Hueckel