Dziewczynki

Dziewczynka — jeszcze nie kobieta, jeszcze nie nastolatka, ale już dawno nie małe dziecko. Taka dziwna hybryda, jak usłyszymy podczas spektaklu. Dziewczynka, narosłe wokół niej stereotypy, krzywdzący kierunek socjalizacji i próba (a może konieczność) wyłamania się dziewczynki z ograniczającej jej dziewczyńskości, to główna myśl spektaklu Małgorzaty Wdowik.

Dziewczynki to kolejny, zaraz po absolutnie fantastycznych Piłkarzach, przykład teatru dokumentalnego zrealizowanego przez reżyserkę. Na scenie pojawia się pięć aktorek  (Milena Klimczak, Wiktoria Kobiałka, Pola Pańczyk, Stefania Sural, Jagoda Szymkiewicz) o konkretnym usposobieniu, z naręczem faktycznych reakcji, konfliktów i żartów, z bieżącym doświadczeniem szkolnym, rówieśniczym i społecznym, autentycznych w tej historii o dziewczynkach bo mają od 9 do 14 lat. Zostały wyłonione do udziału w przedstawieniu podczas warsztatów zorganizowanych w Teatrze Studio. Próby poprzedził wywiad jaki Wdowik przeprowadziła zarówno z dziewczynkami, jak i pozostałymi, dorosłymi twórcami. Pytania dotyczyły pojęcia wolności, roli kobiety, przyzwolenia na złość i sposobów jej wyrażania oraz opisu swojego ciała od stóp do głów. O dziewczynkach (podobnie jak o piłkarzach) bezpośrednio opowiada i komentuje głos z offu. Tym razem jest to, co ważne — kobieta (Dominika Biernat), bo tylko ona posiada odległą, zagrzebaną w pamięci perspektywę dziewczynki.

Spektakl urósł ze sprzeciwu reżyserki wobec ograniczeniom przypisywanym kobiecie w procesie socjalizacji, nadawaniu jej ról odpowiednich płci, upupiania kobiet. Wdowik chciała żeby dziewczynki mogły swobodnie wyrazić swoje emocje, szczególnie te trudne do przyjęcia przez otoczenie, jak gniew, złość, żeby wiedziały, że mogą się buntować. Teatr ten ma za zadanie wprawić w drżenie i ostatecznie wysadzić utopijną wizję niewinnej, ślicznej i kruchej istotki, jaką ma być dziewczynka. Uruchamia swobodę myśli dzieci i odkrywanie nie tylko swojej emocjonalności, ale także możliwości własnego ciała, w czym świetnie sprawdza się choreografia Marty Ziółek.

59f38c0d43609086425718

Dziewczynki są obserwowane; jednocześnie przyglądają się widowni i sobie nawzajem wreszcie bez żadnej cenzury. Są ubrane tak samo, wszystkie mają rozpuszczone włosy, co dopełnia unifikacji, są w końcu reprezentantkami całej, ogromnej grupy społecznej. Scenografia jest uboga (lecz należy pozbyć się pejoratywnego znaczenia tego słowa), to jedynie różowa jama, która kształtem, fakturą i kolorem przypomina przyklejoną pod szkolną ławką wyżutą gumę. Dziewczynki chowają się w niej, biegają wokół, w jednej ze scen wywlekają z niej za nogi Ewelinę Żak — bezwładną lalkę, manekina w kształcie kobiety. Dziwią się jej dorosłości, podchodzą do niej z dystansem, poznają przez dotyk — głaszczą, stukają w kolana, dotykają po kolei wszystkich palców, wystukują na jej pupie i udach rytm dziecięcych zabaw w klaskanie. Tak jakby nie do końca wiedziały co z tą kobiecością począć. Ostatecznie wykorzystują jej dorosłość i przez jej usta wyrażają opinie, które  wypada jedynie szeptać, których według zasad dobrego wychowania (zgrzytają mi zęby, kiedy to piszę bo żywotność i obowiązywalność takich zasad jest dla mnie po prostu bezzasadna) nie przystoi mówić dziewczynkom. Bo czy wypada dziesięciolatce powiedzieć do mężczyzny w szóstym rzędzie cześć przystojniaku, albo skomentować brwi obecnych na widowni kobiet? Ja bym wolała żeby wypadało. Bo ważna jest autonomia, własna tożsamomść i indywidualność, życie w zgodzie ze sobą, a nie z konwenansami. Bycie asertywnym, czy szczerym nie determinuje braku szacunku do innych.

I choć na myśl przychodzi pytanie o niesprawiedliwość, dlaczego niby chłopcom wolno szaleć, a od dziewczynek oczekuje się śpiewu i tańca w balecie, delikatności i bycia grzecznymi, to ich indywidualność na scenie szczęśliwie nie została zbudowana na zasadzie płciowego kontrastu. Cieszę się, że Dziewczynki w spektaklu Wdowik mają przestrzeń do tego żeby wrzeszczeć, skakać, biegać, śmiać się, mówić co myślą.

Polecam i jednocześnie jestem niezmiernie ciekawa, jak spektakl będzie ewoluował — dziewczynki przecież dorastają, nabywają nowych doświadczeń i jak sobie wyobrażam, są co raz odważniejsze!

 

 

fot. Krzysztof Bieliński

Kwiecień 2018

7.04 Otchłań, reż. Mariusz Grzegorzek
Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

7.04 Piaskowy Wilk, reż. Zuzanna Mukoid
ląski Teatr Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach

8.04 Dalidamore, czyli kochaj, całuj i płacz, reż. Ewa Kasprzyk
Teatr Kwadrat w Warszawie

8.04 Priv, reż. Iza Szostak
Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie

8.04 Bajki robotów, reż. Agnieszka Olsten
Małopolski Ogród Sztuki w Krakowie

12.04 Globalna Wojna Domowa, reż. Paweł Wodziński
Biennale Warszawa

12.04 Rewizor. Będzie wojna!, reż. Anna Augustynowicz
Teatr Collegium Nobilium w Warszawie

12.04 Orfeusz w piekle, reż. Maria Sartova
Opera Bałtycka w Gdańsku

13.04 Tlen, reż. Aleksandra Skorupa
Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku

13.04 Sinobrody – nadzieja kobiet, reż. Marek Kalita
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

14.04 #ciemność, reż. Tomasz Kaczorowski
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

14.04 Żarty teatralne, reż. Dorota Porowska
Stowarzyszenie Teatralne Chorea w Łodzi

14.04 Zwierzęta, reż. Alicja Borkowska
Teatr Powszechny w Warszawie

14.04 Beniowski. Ballada bez bohatera, reż. Warsicka
Teatr Nowy w Poznaniu

14.04 Bracia Karamazow, reż. Stanisław Melski
Teatr Polski we Wrocławiu

14.04 Kogut w rosole, reż. Marek Gierszał
Teatr Dramatyczny w Białymstoku

19.04 Żywoty świętych osiedlowych, reż. Karolina Kirsz
Teatr Rozrywki w Chorzowie

20.04 9 x John L., reż. Anna Magalska
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

20.04 Uprowadzenie z seraju, reż. Jurij Aleksandrow
Warszawska Opera Kameralna

20.04 W najpiękniejszym mieście świata, reż. Piotr Sieklucki
Teatr Nowy Proxima w Krakowie

20.04 Rok 1984/2081, reż. Radosław B. Maciąg
Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie

20.04 Wątpliwość, reż. Norbert Rakowski
Teatr Śląski w Katowicach

20.04 Ciało Bambina, reż. Agata Puszcz
Teatr Polsku w Bielsku – Białej

20.04 Konformista 2029, reż. Bartosz Szydłowski
Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

20.04 Dama kameliowa, chor. John Neumeier
Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

21.04 Salto w tył, reż. Maćko Prusak
Teatr Ludowy w Krakowie

21.04 Fredro współczesny, reż. Mikołaj Grabowski
Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

21.04 Siódmy anioł, reż. Maciej Wojtyszko
Teatr Powszechny w Łodzi

22.04 Sen srebrny Salomei, reż. Michał Zadara
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

26.04 Żaby, reż. Michał Borczuch
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

27.04 Kyś, reż. Igor Gorzkowski
Teatr Soho w Warszawie

27.04 Miłość i gniew, reż. Jan Nowara
Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

27.04 Bal manekinów, reż. Jerzy Stuhr
Och – Teatr w Warszawie

27.04 Maus, reż. Mirek Kaczmarek
Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu

28.04 Nema, reż. Katarzyna Deszcz
Teatr Nowy w Zabrzu

28.04 Samobójca, reż. Robert Czechowski
Lubuski Teatr im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze

28.04 Romans, reż. Michał Kotański
Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

28.04 Strach, reż. Małgorzata Wdowik
TR Warszawa

29.04 Płuca, reż. Anna Wieczur-Bluszcz
Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie

29.04 Kochaj i tańcz. 20 lat wcześniej, reż. Alina Moś-Kerger
Teatr im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim

 

fot. materiały Teatr Fredry w Gnieźnie

Szajba

Szajba. To słowo według Małgorzaty Sikorskiej – Miszczuk najtrafniej oddaje charakter funkcjonowania Polaków. W naszym kraju każde spotkanie rodzinne, każde poranne wysłuchanie wiadomości pokazuje, jak daleko fruniemy, jaki potężne moce w nas buzują. To prawda, każdy ma swoją szajbę… co często uniemożliwia zbudowanie przestrzeni na kompromis, na rozmowę, na wspólną wizję.

Sikorska – Miszczuk Szajbę, sztukę political fiction, czyli zbiór nieprawdopodobnych, niebyłych stereotypów, zwyczajów, rytuałów związanych ściśle z aktualnym kontekstem politycznym, napisała w 2006 roku. Ówczesne okoliczności społeczno — polityczne były takie, że 14 lipca zaprzysiężony został rząd Jarosława Kaczyńskiego, który w koalicji z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin mieli podejmować kluczowe decyzje dotyczące kraju. Byłam wtedy nastolatką, ale pamiętam dobrze krzyki rodziców i ich łapanie się za głowę podczas wieczornych wiadomości. Pamiętam też stanowczy stosunek mojej nauczycielki języka polskiego do absurdalnych zmian, jakie wprowadził ówczesny minister edukacji Roman Giertych. Duża część kraju była wtedy skrajnie wkurzona i zażenowana. Chciała, żeby ta groteska dobiegła wreszcie końca.

Tekst swoją pierwszą premierę miał w 2009 roku w Teatrze Polskim we Wrocławiu, wyreżyserował go wtedy Jan Klata. Od dwóch już lat trwały pierwsze rządy Donalda Tuska, które wydały się wreszcie profesjonalne, pomogły śmiać się i wspominać z niedowierzaniem poczynania Andrzeja Leppera, Romana Giertycha, Jarosława Kaczyńskiego. Szajba wpisała się w tamte społeczne nastroje perfekcyjnie i modelowo. Śmieszyła surrealistyczna wizja Polski, do rozpuku bawił pamflet i paszkwil, niepoprawna politycznie satyra. A teraz? Chyba zbyt realne i dotkliwe to żarty. Niewielu miało, w marcu 2018 roku, w Teatrze Fredry w Gnieźnie, siłę się śmiać.

6335_660x

Szajba jest historią o Polsce i Polakach, o podziałach między rodakami i próbie osiągnięcia pełnej władzy przez jednego człowieka. Brzmi znajomo? Jest zbiorem anegdot, absurdu i nonsensu. To historia walki dożywotniego premiera Polski — Mistera Ble (Roland Nowak) z terrorystami z Kujaw, którzy chcą zetrzeć Polskę z mapy świata, a w jej miejscu wbudować wielkie i potężne Kujawy. Przywódcą zamachowców jest niejaki 99 Groszy (Paweł Paczesny), porywczy i okrutny Kujawiak, spadkobierca myśli i kontynuator planu zagłady Polski wielkiego El Kujawy Pierwszego. Jego pseudonim pochodzi od kwoty, która pewnego wieczoru zabrakła mu do piwa i zmusiła do spędzenia nocy na trzeźwo. Towarzyszy mu Zachar (Sebastian Perdek), który odpowiedzialny jest za skonstruowanie i wybuch bomby mającej zmieść Polskę z powierzchni Ziemi oraz unicestwienie usa (nie USA). Połączenie kabelków uniemożliwia mu jedynie tkwiąca w oku i w dupie rzęsa. Cały świat drży ze strachu czytając udostępniane za pośrednictwem sieci kolejne informacje dotyczące rozwoju akcji i następnych kroków separatystów.

Mister Ble zabójczo kocha Ojczyznę — krainę mlekiem, miodem i otrębami płynącą. Jest skoncentrowany na stworzeniu nowej polityki historycznej opartej na polskości, polskiej dumie, przebaczeniu. Jego doradcą jest Niemiec w wojskowym anturażu, pamiętający II Wojnę Światową i hitlerowską propagandę — Hans (w tej roli kapitalny Michał Opaliński). Dzięki ich rozmowie dowiadujemy się, że Polska skapitulowała dopiero w kwietniu 1940 roku, a Niemcy zasłynęli z buntu przeciwko Hitlerowi oraz z szacunku do wszystkich ras i wyznań, szczególnie do Żydów; a także o pretensjach Niemców o autorstwo idei Holocaustu, które przestało być oczywistym, odkąd obozy koncentracyjne zaczęto nazywać polskimi. Trochę bawi nas ta paranoja, nikt jednak nie ma siły zaśmiewać się do łez. O łzy przyprawia za to raczej ten rzeczywisty polski absurd i realne zagrożenie nacjonalizmem.

Mister Ble nie grzeszy błyskotliwością i polotem, stwarza raczej pozory stanowczego i męskiego. Jego żonę Wiktorię (Katarzyna Strączek) poznajemy kiedy piecze dla wspomnianych dyskutantów kiełbaskę na kiju. Jej rolę Ble sprowadza do funkcji służki i kochanki. Niezaspokojona erotycznie i emocjonalnie, chce wyzwolić się z niesatysfakcjonującego i poniżającego związku z Ble, a także zaspokoić swoje fantazje na temat 99 Groszy. W końcu ucieka na Kujawy. Wiktoria kojarzy nam się  z kobietą walczącą o swoje miejsce w patriarchalnym świecie. Czy to zabawne, że musi walczyć, czy to w jakikolwiek sposób fiction? Niestety nie… po raz kolejny doskwiera nam dotkliwości tematu.

Niedorzeczności i paranoi jest tu więcej, jedna goni drugą, tylko zamiast śmieszyć wbijają coraz mocniej w fotel. Bo pojawia się tu i Malala Yousafzai — Pakistanka, najmłodsza w historii laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, która w Szajbie   miałaby indoktrynować wśród dzieci Islam. Są też żarty z kujawskich samobójców męczenników, dla których profesor Bralczyk (Wojciech Siedlecki) ma wymyślić inherentną nazwę, może mękujaw, albo kujater?, i który po zabiciu przez terrorystów zmartwychwstaje bo językowa misja, którą rozpoczął nie wypełni się sama.

6340_660x

Od tych wszystkich wydarzeń oddziela nas wysoki płot zwieńczony drutem kolczastym, przez który nikt nie przedostanie się na drugą stronę. Banalny, acz boleśnie dosłowny synonim podziału, odgrodzenia, zamknięcia i złudnego poczucia bezpieczeństwa, którego autorem jest Mirek Kaczmarek.

Historii akompaniuje dziecięcy zespół z Akademii Młodego Muzyka w Gnieźnie i góralski taniec z ciupagą, które wchodzą w przebieg wydarzeń tworząc skoczny kolaż antonimów.

Ostatecznie zwycięża jednak znajdująca się w butelkach po occie polska żółć — toksyczna i zabójcza substancja, która w dosłownym geście rozbijania jej przez Ble i 99 Groszy o mapę Polski zgładzi wszystkich — i Polaków i Kujawiaków. Kiedy na terenie dawniej zamieszkiwanym przez Polaków lądują Małpy z filmu Franklina J. Schaffnera i przeczesują okolicę w poszukiwaniu oznak dawnej cywilizacji, znowu zamiast śmiechu pojawia się zgrzyt zębów i refleksja nad podziałem naszego kraju, trwoga o to gdzie ten brak dialogu nas zaprowadzi…

W potoku słów, anegdot, kolorowości, absurdów — zgrabnie zresztą skomponowanym — przed zdrowym śmiechem powstrzymywała dobijająca aktualność. Wszystkich wykurzyła polska żółć, a kolczasty drut nawet nie drgnął. Nie śmieszy ta Szajba, kiedy  tylu wokół ma szajbę…

fot. Natalia Kabanow

Odys

Ewelina Marciniak — reżyserka, znana między innymi z wrocławskiego spektaklu Śmierć i Dziewczyna na podstawie prozy Alfride Jelinek. Zaproszeniem do udziału w przedstawieniu aktorów pornograficznych wywołała prawdziwą społeczną, medialną burzę. Premierę chciano powstrzymać protestami, modlitwami, różańcem, politycznymi decyzjami. Prawie jak w przypadku Klątwy Oliviera Frljića, która swoją premierę miała kilka lat później w Warszawie.

I Marcin Cecko, dramaturg, poeta znany głównie z teatralnej współpracy z Krzysztofem Garbaczewskim. Pracował już w poznańskim Teatrze Polskim w 2013 roku przy okazji Balladyny. Po pięciu latach wrócił do Polskiego by wspólnie z Marciniak przygotować Odysa.

Procesowi tworzenia towarzyszyli widzowie uczestniczący w próbach otwartych, po których odbywały się rozmowy, konsultacje twórców z publicznością. Miały one zbadać granicę przesunięcia czwartej ściany, ingerencji aktorów w strefę prywatności widza i możliwości włączenia go do spektaklu. Po zakończeniu prób powstał Dekalog widza dla artystów teatru, którzy chcą włączyć publiczność do swoich działań dostępny na stronie Teatru. Za tę część produkcji spektaklu odpowiedzialny był Sebastian Świąder — pedagog teatru. Warto jednak nadmienić, że o ile otwarte próby z publicznością są ciekawą, emancypującą widza innowacją, to sam eksperyment angażowania publiczności w przebieg spektaklu i próby wyciągnięcia jej z komfortowego cienia widowni nie są w teatrze niczym nowym. Wystarczy wspomnieć Orgię Wiktora Rubina i Jolanty Janiczak z 2010 roku, czy działania kontrkultury zapoczątkowane w latach ‘70. ubiegłego wieku.

Byłam na dwóch próbach do Odysa, moje oczekiwania, co do roli widza w przebieg spektaklu były duże. Jednak rzeczywisty kontakt aktorów z publicznością podczas samego już przedstawienia, ich przemieszczanie się po widowni, patrzenie widzom prosto w oczy, dotykanie, głaskanie, siadanie na kolanach (przed czym nikt zresztą nie stawiał większego oporu) prócz humoru, nie wniosło niczego istotnego w rozwój przedstawienia i nie dało widzowi sprawczości. Muszę trenować teatralne poruszanie się po Polsce pozbawione oczekiwań. Oczekiwania niosą niebezpieczeństwo rozczarowania…

28701142_1862698993740097_3022698100696280987_o

Po dwudziestu latach tułaczki, Odys wraca do swojej Itaki. Jest rok 1992, a jego ojczyzną jest Polska zaraz po transformacji. Polska adaptująca się do zapożyczonego z Zachodu ustroju i kapitalizmu. Polska, która za kilka lat wejdzie do NATO, zaraz potem stanie się członkiem Unii Europejskiej. Przepełniona optymistyczną myślą, że teraz nic nie może już pójść źle. Jakby czerpała z Końca Historii Francisa Fukuyamy pewność, że demokracja i wolny rynek, jako ustroje idealne świadczą o kresie historii. Próżno tu szukać nostalgii lat ‘90., wokół której projektuje w swych pracach, na przykład Marta Ziółek. W tym przypadku to raczej odniesienie do niewykorzystanych szans. Itaka — Polska jest kompilacją antyczności, nowoczesności oraz odpornych na ery i religie schorzeń i dysfunkcji systemów rodzinnych.

Dawność przywołują nie tylko mityczne odwołania i tradycyjna historia, ale też cała warstwa estetyczna i wizualna spektaklu autorstwa Aleksandry Wasilkowskiej. Aktorzy występują nago (to zresztą nic nowego w przedstawieniach Marciniak) lub w zwiewnych, w cielistych kolorze szatach, zwykle absolutnie prześwitujących. Nagość nawiązuje do idealności i klasycznego piękna antycznych rzeźb oraz boskości. Scenografia w kolorze piaskowca, to skalna góra, pełna prześwitów, korytarzy, tarasów, po których meandrują bogowie, królowie i zwykli śmiertelnicy. Ze skał wyrastają porozrzucane ludzkie członki i talerz telewizji satelitarnej. Całość, w połączeniu z nagością krzyczy chaosem, pomieszaniem — może to aliaż mitologicznej Itaki z kiczem lat ’90? Albo efekt trudnego przystosowywania się do wspomnianej społecznej, gospodarczej, politycznej transformacji i lub nienadążanie za galopującymi zmianami, którym dodatkowo towarzyszy  rodzinny dramat.

Nowoczesność, to z kolei fantastyczna muzyka stworzona przez Grzegorza Dowgiałło, niewidomego artystę, który z Eweliną Marciniak pracował już wcześniej przy Gałganie. Na tym nie kończy się jednak jego rola spektaklu, gra jeszcze Telemacha, nijak mającego się do tego Homerowskiego, który z odwagą i heroizmem poszukuje ojca. Wie, że zbyt późno stanął w kolejce po szansę na lepszą przyszłość, widzi siebie raczej siedzącego przy kasie w supermarkecie lub za barem, gdzieś na marginesie robiącego karierę społeczeństwa. Nowocześni są także Zalotnicy (kapitalni w rolach Allenowskich drobnych cwaniaczków, Konrad Cichoń i Piotr D. Dąbrowski), którzy z Penelopą (Joanna Drozda) wolą robić interesy, sprzedać jej skarpetki  niżeli uwieść.

Rodzina natomiast jest dysfunkcyjna, nie jest przestrzenią bezpieczną. I to już nawet nie o nieobecność ojca tu chodzi, a o złamaną czekaniem matkę.

28699268_1862702430406420_5587166922387710528_o

O samym Odysie wiemy niewiele, trudno powiedzieć cokolwiek o jego nastawieniu politycznym, czy o stosunku do zmian jakie zastał po powrocie do Polski. I chyba nie on i jego archetypiczna odwaga, spryt i waleczność są w spektaklu najważniejsze. Co zatem jest? Konkluzje dotyczące szoku potransformacyjnego? Kondycja człowieka pogrążonego stratą partnera, a następnie jego niespodziewanym powrotem, z którym nie wiadomo co zrobić? Utracone szanse i roztrwoniony potencjał sprawczy społeczeństwa, a może rosnąca wartość wzbogacenia? Nawet jeśli wszystkie te aspekty są istotą spektaklu, to czy niosą one ze sobą jakąś nową refleksję, czy obserwację? Gdzieś po drodze z wyspy Kaliope do Polski, zgubiona została odkrywczość i świeżość teatralnego przekazu.

 

fot. Magda Hueckel

So Emotional

So Emotional zobaczyłam w Pawilonie w Poznaniu. To nowe, dopiero co otwarte miejsce dla złaknionych kultury Poznaniaków, które znajduje się praktycznie w samym sercu miasta i jak czytamy na jego stronie, stanowi: Przestrzeń dla postaw i współdziałania. Miejsce rozmowy. Miejsce polityki słuchania. Miejsce obiegu aktywności. Miejsce pobudzenia idei. Mam ogromną nadzieję że taką właśnie przestrzenią będzie. Ale nie o Pawilonie będzie to rzecz, a o spektaklu, lub może bardziej performansie Marty Ziółek, Przemka Kamińskiego, Mateusza Szymanówki, produkcji Nowego Teatru w Warszawie.

Jak przeczytać można w licznych wywiadach z twórcami, pomysł na So Emotional narodził się w 2015 roku podczas rezydencji artystów w ramach wystawy Let’s Dance w Art Stations Foundation w Poznaniu. W czasie pomiędzy ideą spektaklu a jego premierą, w Polsce odbyły się wybory parlamentarne, prezydentem Stanów Zjednoczonych został Donald Trump. Zarówno w przestrzeni publicznej, jak i wirtualnej odbywały się swoiste teatra polityczne i społeczne. Wydarzenia te niezamierzenie stały się kolejnym kontekstem przedstawienia. I choć w spektaklu nie dostrzeżemy bezpośrednich, politycznie nawiązujących komunikatów, to można oczywiście odnieść się do działania afektem i prezentowanej przez polską partię rządzącą, polityki zarządzającej emocjami.

Co do faktycznych impulsów powstania So Emotional, były nimi chęć zbadania przestrzeni Internetu, jako wizualności oraz korelacja form i emocji, a także emocjonalność samych form. Artyści mówią także o inspiracji wschodnią filozofią pięciu elementów, postrzeganiem ciała jako miejsca przepływu energii, kanałach energetycznych, pozytywnych i negatywnych emocjach przypisanych poszczególnym narządom wewnętrznym  oraz Body Mind Centering — somatycznej metodzie opartej na pytaniu, jak umysł, świadomość, emocjonalność wyraża się w ruchu poprzez ciało. Dużo koncepcji, dużo inspiracji, mnóstwo odniesień. Tylko czy nie za dużo tego teoretyzowania? Czy to potrzebne? Mam wątpliwości bo teorie te niekoniecznie mają przeniesienie na scenę.

e656f95df733999ad43944b83275e184

Taniec współczesny jest szalenie eksperymentalną dziedziną, jest poruszaniem się, czerpaniem z wewnętrznych potencjałów i wynikiem kumulacji, decyzji, jest ekspresją. Twórcy spektaklu chcą zedrzeć ze swojej pracy, ciała, ruchu ograniczającą teatralność i instytucjonalność.

Twórcy So Emotional nie zdejmująą ograniczającego gorsetu formy, a badają, jak ciało i jego ruchliwość oddaje, przekazuje emocjonalność bez twarzy i mimiki, nakładając na siebie jedynie popkulturowe klisze. Zakładają białe maski, z jednej strony nawiązując do starożytnej teatralności, z drugiej do aktywistów Anonymous. Choć być może to zbyt naiwne skojarzenia, biorąc pod uwagę wielość inspiracji i towarzyszących tworzeniu spektaklu, teorii… Tak czy inaczej maski szczelnie zakrywają twarz — nośnik emocjonalnego przekazu, jakby na przekór Levinasowi, według którego wszystko jest w twarzy. Nawet po zdjęciu masek, ich twarze nie przejawiają żadnego nastawienia. Odnosząc się do Internetu i twardych dysków, można zaryzykować twierdzenie, że za pomocą masek hakują swoje ciała, żeby rozproszyć, zmienić kształt jego zaprogramowanego socjalizacją, kulturą, edukacją, sposobu reagowania. Za plecami performerów na czarnym ekranie pojawiają się słowa so emotional, które kolorami (czerwony, zielony, niebieski, biały) i fontami nawiązują do programistycznych kodów. Przechodzą w obraz dłoni, wątroby, nerek, płuc, jako tych narządów, gdzie według wspomnianej wschodniej filozofii, umiejscowione są poszczególne emocje. Ruchliwość i ciało jest tu uwypuklone nie tylko przez zasłonięcie twarzy, ale także ograniczenie scenografii — tylko biały prostopadłościan i kije baseballowe w rękach. Światło w reżyserii Aleksandra Prowalińskiego, przypomina laser skanu, kserokopii, nakłada na ciała aktorów kolejne kalki, przenosi je na publiczność. Muzyka tworzy bazę danych, remiksuje i roztraja to, co popkultura zdążyła w nas zaprogramować, jednocześnie wywołując nostalgiczne skojarzenia dorastającego w latach ‘90. człowieka — jeszcze nie ze smartfonem w ręku, ale już równolegle ze znaczeniem obecności Internetu w życiu społeczeństwa, aż do całkowitej ich nierozerwalności. Pojawia się Whitney Houston i powtarzane w ostatniej scenie przez Martę Ziółek słowa lift me up, scena z kijami baseballowymi przywołuje skojarzenie z teledysku Hold up Beyoncé. Performerzy przywołują także inne wchłonięte przez popkulturę obrazy, między innymi Pietę Michała Anioła, którą pozorują swoimi ciałami, zastanawiając się zapewne czy i jak obraz, pewna wizualizacja, pozbawiona mimicznego wyrazu działa na emocje oraz czy w samej reprezentacji emocjonalności, samej formie zawiera się afektywny przekaz.

so-emotional-fot-maurycy-stankiewicz-2

Performerzy ubrani są identycznie — w czarne bokserskie spodenki, białe bluzy z kapturem, białe skarpety i białe sportowe buty, są sobie niemal bliźniaczy i w tej  jednakowości anonimowi, również wtedy gdy biorą w dłonie baseballe i wplatają w swoją choreografię gesty victorii, czy f*uck you. Jak się mają do tego krwiście czerwone paznokcie i usta Ziółek? Były elementem intencjonalnym, mającym anonimowość rozróżnić na płeć? Co ciekawe w performans badający relację pomiędzy ruchem i emocją, odcięcie emocji od wizualizacji wkomponowane zostało słowo. Jakby podążając za Mercem Cunninghamem i twórcami Judson Dance Theatre, że głosy i słowa, mówienie jako materiał ruchu to też ruch naszego ciała. A może nie…

So emotional to minimalistyczny w środkach spektakl, bogaty za to w przypisywane mu sensy, gdzie dużym sukcesem są światła i muzyka. Stanowi może nie wyczerpujące, ale na pewno angażujące i estetyczne studium nad formą i emocjonalnością. Jak dla mnie, za dużo jednak wokół niego teoretyzowania… pójdźcie jednak i oceńcie sami.

 

fot. Materiały Nowy Teatr w Warszawie

Marzec 2018

3.03 Baron Münchhausen, reż. Konrad Dworakowski
Teatr Animacji w Poznaniu

3.03 Ania z Zielonego Wzgórza, reż. Mirosław Siedler
Teatr im. Aleksandra Sewruka w Elblągu

3.03 Baśń o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze, reż. Bartosz Turzyński
Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy

3.03 Czarownice z Eastwick, reż. Jacek Mikołajczyk
Teatr Syrena w Warszawie

4.03 Śpiewacy norymberscy, reż. Michael Sturm
Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Warszawie

5.03 Obcy w domu. Wokół Marca 68 – Second-Hand 68, reż. Patrycja Kowańska
TR Warszawa

7.03 Sprawiedliwość, reż. Michał Zadara
Teatr Powszechny w Warszawie

8.03 Spakowani, czyli skrócona historia o tym, kto czego nie zabrał, reż. Agata Duda-Gracz
Teatr Żydowski im. Estery Racheli i Idy Kamińskich w Warszawie

9.03 Obcy w domu – 4 tygodnie, reż. Aleksandra Jakubczak
TR Warszawa

9.03 Il Trespole tutore, reż. Paweł Paszta
Teatr Collegium Nobilium w Warszawie

9.03 Trzy siostry, reż. Jędrzej Piaskowski
Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie

9.03 Zapiski z wygnania, reż. Magda Umer
Teatr Polonia w Warszawie

10.03 Ułani, reż. Piotr Cieplak
Teatr Narodowy w Warszawie

10.03 Chodź na słówko, reż. Gabriel Gietzky
eatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

10.03 Gould, reż. Adam Walny
Narodowy Stary Teatr w Krakowie

10.03 Kilka obcych słów po polsku, reż. Anna Smolar
Teatr Polski w Warszawie

10.03 Kariera Arturo Ui, reż. Remigiusz Brzyk
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

11.03 Józef i Maria, reż. Joanna Walisiak-Jankowska
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

12.03 Jagoda i niedźwiedzie, reż. Jerzy Moszkowicz
Teatr Nowy w Poznaniu

15.03 Mężczyzna, reż. Anna Gryszkówna
Teatr Dramatyczny w Warszawie

15.03 Ida Kamińska, reż. Gołda Tencer
Teatr Żydowski im. Estery Racheli i Idy Kamińskich w Warszawie

16.03 Co się właściwie stało z Betty Lemon?, reż. Mikita Valadzko
Teatr Nowy w Poznaniu

16.03 Hannah Arendt: Ucieczka, reż. Grzegorz Laszuk
Teatr Powszechny w Łodzi

16.03 Kartoteka rozrzucona, reż. Radosław Rychcik
STUDIO teatrgaleria w Warszawie

17.03 Kolorowo, reż. Bartosz Kurowski
Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu

17.03 Arizona, reż. Błażej Baraniak
Teatr Miejski w Lesznie

17.03 Dziennik Anny Frank, reż. Krzysztof Prus
Teatr Nowy w Zabrzu

17.03 Odys, reż. Ewelina Marciniak
Teatr Polski w Poznaniu

21.03 Na pełnym morzu, reż. Andrzej Zaorski
Teatr Kameralny w Szczecinie

22.03 goście w Polskim – Król Duch, reż. Łukasz Kos
Teatr Polski w Warszawie

23.03 I Capuleti e i Montecchi, reż. Krystian Lada
Opera Wrocławska

23.03 Neron, reż. Wiktor Rubin
Teatr Powszechny w Warszawie

23.03 Biblia. Rdz 37-50, reż. Michał Zadara
Nowy Teatr w Warszawie

24.03 Edyp Tyran, reż. Wojtek Klemm
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu

24.03 Pożar Reichstagu, reż. Katarzyna Szyngiera
Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie

24.03 Mistrz i Małgorzata, reż. Jacek Bała
Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni

24.03 Juden (R) aus Arras, reż. Jędrzej Piaskowski
TR Warszawa

24.03 Śmierć białej pończochy, reż. Adam Orzechowski
Teatr Wybrzeże w Gdańsku

25.03 lovebook, reż. Michał Siegoczyński
Teatr Powszechny w Łodzi

25.03 Myszy Natalii Mooshaber, reż. Marek Mokrowiecki
Teatr Dramatyczny w Płocku

27.03 2118. Anna Karasińska, reż. Anna Karasińska
Nowy Teatr w Warszawie
fot. materiały Teatr Polski w Poznaniu

Kanapka z Człowiekiem

Las czarnych, otwartych parasolek, kobiety śpiewające utwory Jacka Kaczmarskiego i wizualizacje w tle, po lewej stronie orkiestra pod kierownictwem Jacka Skowrońskiego, po prawej kącik z magnetofonem na kasety, stolikiem, fikusem i herbatą w szklance z metalowym koszyczkiem oraz Marcin Januszkiewicz jako alter – ego Kaczmarskiego. Czyli Kanapka z Człowiekiem Jerzego Satanowskiego.

Jacek Kaczmarski, którego piosenki w nowych aranżacjach muzycznych zaprezentowano w najnowszym spektaklu Teatru Nowego w Poznaniu — Kanapka z Człowiekiem, to mistrz słowa, metafory, poezji śpiewanej, kompozytor, artysta z ogromnych dorobkiem, autor znanej chyba wszystkim Polakom pieśni Mury. Zaczął tworzyć w latach siedemdziesiątych XX wieku, a jego teksty szybko stały się synonimem walki z komunizmem. Podczas stanu wojennego, głosem antykomunistycznej opozycji byli głównie mężczyźni. Po niespełna 30 latach od wyzwolenia się Polski spod czerwonego reżimu, na nowo przywołane utwory Kaczmarskiego, okazują się być przerażająco aktualne. Tym razem jednak głos oddano kobietom (jak powiedział o nich w jednym z wywiadów Jerzy Satanowski — wdowom pamięci po Kaczmarskim), parasolkami — symbolem solidarności kobiet w walce z próbami ograniczenia przez polityków ich praw — nawiązując do Czarnego Protestu. W Kanapce…, kobiety te, to obdarzone świetnymi głosami, wyraźne i autentyczne w swoich interpretacjach: Pamela Adamik, Bożena Borowska – Kropielnicka, Karolina Głąb, Oliwia Nazimek oraz Agnieszka Różańska.

kanapka_z_czlowiekiem

Spektakl ma formę koncertu, podczas którego zaśpiewane zostały 22 piosenki. Wśród nich te najbardziej, z dorobku Kaczmarskiego, znane: Obława, Nasza Klasa, Dzieci Hioba, czy wspomniane już Mury. Oś inscenizacyjną spektaklu stanowi połączenie pieśni z wizualizacjami Justyny Bieleckiej, prostym ruchem scenicznym polegającym jedynie na zmianach miejsc przez aktorki oraz wtrąceniami narratora — Marcina Januszkiewicza, komentującego poezję Kaczmarskiego z pokojowej przestrzeni po prawej stronie sceny, fantastycznie interpretującego także kilka z piosenek. Tu wspomnieć należy przede wszystkim mistrzowskie, emocjonalne, nie trącące tkliwością wykonanie przez niego utworu Raj. Słowem, bardzo oszczędna w środki realizacja. Z tym, że ta prostota jest tu uzasadniona, najważniejsze bowiem są język, rytm i rym, emocje towarzyszące interpretacjom oraz fakt ich nieprzerwanego (a może na powrót?) obowiązywania. Wspomniane wizualizacje stanowią tło i komentarz nawiązujący do kolejnych utworów. Są to między innymi obraz Edwarda Muncha Krzyk, Rozstrzelanie Andrzeja Wróblewskiego, czy Alegoria Malarstwa Jana Vermeera. Przywołane w kontekście tych obrazów utwory, noszą te same, co płótna tytuły i stanowią ich poetycką interpretację. Kostiumy Joli Łobacz  kolorem, charakterem, czy wprost — nadrukiem także nawiązują do obrazów, tworząc   wraz ze śpiewem i wizualizacjami sugestywną całość.

kanapka_z_czlowiekiem_9

Poezji Kaczmarskiego nie sposób interpretować w oderwaniu od kontekstu społeczno – politycznego. Wydaje się więc naturalnym komentować przywołane w Kanapce… utwory w odniesieniu do obecnych realiów politycznych i podziału Polaków. Interpretacja Bajeczki z perspektywki o malutkim tyranku, który to został prezydentkiem, staje się więc zaskakująco i okrutnie, niemal dosłowna. Pozostaje zatem zanucić wersy Obławy z nadzieją na zjednoczenie, w którym leży siła niezbędna by wpływać na bieg wydarzeń:
Nie dajcie z siebie zedrzeć skór! Brońcie się i wy!
O bracia wilcy! Brońcie się nim wszyscy wyginiecie!

fot. Jakub Wittchen

 

Grind/r

Grindr to najpopularniejsza wśród gejów i osób biseksualnych aplikacja randkowa w Polsce. Umożliwia kontakt ze znajdującymi się w pobliżu posiadaczami Grindr.  Po kliknięciu w zdjęcie pojawia się krótki opis i możliwość rozmowy. Dla większości użytkowników, Grindr to po prostu hook-up app, czyli aplikacja ułatwiająca umówienie się na seks  za pomocą  kilku kliknięć w ekran smartfona. Są jednak i tacy, którzy z nadzieją szukają za jej pomocą miłości. Przed rozpoczęciem cyber–przygody niezbędne jest zapoznanie się z obowiązującym tam kodem. Bez jego znajomości przy spotkaniu można być, delikatnie mówiąc, zaskoczonym. W szyfrze są bowiem zapisane informacje o chorobach wenerycznych, wirusie HIV, fetyszach czy łóżkowych preferencjach, jednak tylko od użytkowników zależy, czy będą szczerzy , zatem ryzyko rozczarowania zawsze istnieje.

Grind/r to także tytuł spektaklu w reżyserii Piotra Trojana, który swoją premierę miał w 2015 roku w TR Warszawa i powstał w ramach projektu warsztatowego Teren TR, wspierającego rozwój nowych artystów i artystek. To dramat/dokument, historia oparta na osobistym doświadczeniu korzystania z Grindr przez Piotra Trojana, który w spektaklu przywołuje kilka z sześćdziesięciu odbytych dzięki aplikacji randek. Opowiedzenie prawdziwej historii, przełożenie jej na język dramatu, nadanie jej performatywnego wymiaru, pozwoliło reżyserowi osiągnąć dystans i stworzyć pewną mitologię własnego życia, manifest odmienności. Użycie takich środków jak wideo, przedstawiony na dużym ekranie zapis rozmów, rzeczywiste połączenie się z użytkownikami aplikacji przez Skype’a, odtworzenie spotkań i przywołanie ich kontekstów, odsłania rzeczywistość podziemia gejowskiego randkowania, pozwala zastanowić się nad znaczeniem kontaktu fizycznego oderwanego od bliskości wynikającej z bycia w relacji i sensem seksu w epoce cyfrowej.

Grindr_fot._Marta_Ankiersztejn-5

Spektakl rozgrywa się w przestrzeni kształtem przypominającej wybieg podczas pokazu mody — podświetlony, z rozciągniętymi wzdłuż niego rzędami miejsc dla widowni. Już na początku dowiadujemy się, co w aplikacyjnym żargonie oznaczają zwroty NSA (seks bez zobowiązań), chem (seks pod wpływem narkotyków), SDT (informacja o chorobie przenoszonej drogą płciową) czy top/bottom/vers (aktywny/pasywny/uniwersalny kochanek) Następnie razem z Piotrem Trojanem i jego partnerami idziemy na imprezę, zaglądamy do ich pokojów, łóżek, poznajemy ich fantazje, zboczenia, razem z nimi przekraczamy granice ich słabości i samotności, mierzymy szerokość marginesu społecznej akceptacji, zastanawiamy się gdzie leży granica, tak zwanej, obyczajności. Bo spotkania aranżowane za pomocą tytułowej aplikacji często wykraczają poza wyznaczane przez nią ramy. Trojan przywołuje  na przykład spotkanie z trollami, mieszkającymi w wynajętym pokoju na Ostrołęce, którzy  nadzy oglądają filmy pornograficzne na kilku monitorach, w mikrofalówce także znajdującej się w owym pokoju podgrzewają zamiast obiadu płyn do seksu oralnego, a ich pokój w miejscu drzwi ma kotarę. Inne przywołane przez Trojana historie dotyczą spotkania zainicjowanego zepsutym bojlerem i chęcią kąpieli, albo imprezy, na której miał się odbyć seks zbiorowy wedle preferencji top/bottom/vers, ale oprócz gospodarzy pojawił się na niej tylko Trojan. Sugestywna muzyka Marcina Janusa umożliwia widzowi pełniejszy wgląd i odnalezienie się w emocjonalnej narracji aktorów.

Równie istotnym, obok randek, elementem spektaklu są sceny spotkań z matką Piotra (w tej roli Ewa Szykulska), która szuka i próbuje zrozumieć przyczyny homoseksualnej orientacji swojego syna. To głos goryczy, szukający winy, przedmiotu/podmiotu oskarżenia, dzięki któremu łatwiej o racjonalizację lub wyjaśnienie. Po wizycie Piotra i jego partnera wyparcie nie jest bowiem już możliwe. Sceny z udziałem Matki rozbijają imprezowo-łóżkową narrację, unaoczniając zagubienie, kolejne rozczarowania i lęki Piotra, ale przede wszystkim szalenie dużą, jak na życie wypełnione dziesiątkami partnerów, samotność; demaskują lewitację pomiędzy potrzebą prawdziwej, głębokiej relacji a jej substytutem w postaci łatwiejszych do materializacji przygodnych kontaktów, gdzie seks i człowiek przyjmują formę produktu. Godząc się na tę rolę, w zamian otrzymują  wolność i… dowolność dokonywania wyborów oraz brak zobowiązań.

Grindr_fot._Marta_Ankiersztejn-26

Ten dynamiczny, pełen zabawnych i ironicznych scen, które w dużej mierze są zasługą świetnych kreacji aktorskich Dobromira Dymeckiego, Jana Dravnela, Sebastiana Pawlaka, Michała Bielińskiego oraz samego Piotra Trojana, spektakl śmieszy dopóki, dopóty widz nie uprzytomni sobie, że bawi go nie fikcja teatralna czy inscenizacyjny pomysł dramaturga, a zapis realnych spotkań reżysera, stenogramy rzeczywiście odbytych czatów i randek. To dokument afirmujący inność i niepewność, skłaniający do refleksji nad tym, jaki wpływ na relację, na budowanie więzi i bliskości z drugim człowiekiem ma rozwój technologiczny i w jakim kierunku to wszystko zmierza… czy to aby  nie jakaś pułapka?

fot. materiały TR Warszawa

Wesele. Poprawiny

Idąc na Wesele. Poprawiny Polskiego Teatru Tańca, nie spodziewajcie się wiernej adaptacji dramatu Wyspiańskiego. Co prawda zobaczycie tu Chochoła, ale przy okazji jego tańca – zamiast uśpienia, bierności i bezwolności – dostaniecie garść przykładów z niedopasowania do galopujących społeczno-politycznych zmian, projekcje z polskich wesel, przaśnych, z rasistowskimi tekstami i seksistowskimi aluzjami. Otrzymacie też mało optymistyczny obraz społeczeństwa, różniącego się nie tylko pod względem pokoleniowym, którego członkowie zmuszeni są ze sobą współżyć, choć nie zawsze się lubią i rozumieją.

Wesele. Poprawiny rozpoczyna się krajobrazem biało-czerwonych peleryn przeciwdeszczowych, słynnych za sprawą Jarosława Kaczyńskiego i głosem z offu, który ironicznie komentuje styl prezesa słowami „ubrałem się, w com tam miał”. Następnie wszyscy odrabiamy teatralną lekcję z wystawień Wesela w Polsce, od pierwszej inscenizacji w 1901 roku w Krakowie w reżyserii Adolfa Walewskiego po ostatni spektakl Jana Klaty w krakowskim Starym Teatrze, który z wiadomych względów, do historii przejdzie jako stypa. Zastanawia tylko, w jakim celu twórcy spektaklu stworzyli dla nas tę repetycję.

Tymczasem, w takt fenomenalnej elektronicznej muzyki RSS B0YS i na tle ruchowych ilustracji przywoływanych przedstawień, które bywają aż nazbyt dosłowne, bawimy się dalej. Na scenę wbiegają tancerze Polskiego Teatru Tańca w skąpych, przylegających do ciała kostiumach, z nadrukowanymi portretami aktorów z Wesela Andrzeja Wajdy, które zaprojektował Mirek Kaczmarek. Miejsca wokół sceny zajmują seniorzy z Movement Factory — fundacji, którą w 2012 roku założyła Iwona Pasińska (obecna dyrektorka Polskiego Teatru Tańca), realizującej programy performatywne, wydawnicze i badawcze, przeznaczone przede wszystkim dla osób starszych i dzieci. Seniorzy tworzą tło niemal wszystkich wydarzeń, kreując jednocześnie obraz tak dobrze znany z wesel – starsi zza stołu obserwują „jak młodzi się bawią”. Seniorzy, jak i Juniorzy z laboratorium twórczego będą towarzyszyć tancerzom PTT niemal przez cały czas trwania spektaklu. Na potrzeby przedstawienia starsi udzielili swoich wspomnień, a ich opowieści zostały przekształcone w monologi aktorów. Potencjał dzieci nie został jednak przez twórców wykorzystany; ich obecność służy jedynie zarysowaniu obrazu trzech pokoleń.

DSCF3682_2

Scenografia (Mirek Kaczmarek) jest minimalistyczna. Składają się na nią biały ekran, służący do wyświetlania filmów, stanowisko DJ-a po lewej stronie sceny oraz figura Chrystusa przykryta narzutą z biało-czerwonych balonów, wisząca horyzontalnie pod sufitem. W takiej scenerii z głośników zaczyna huczeć piosenka A kto się urodził, która ma za zadanie upić wszystkich gości (tych na widowni również). Przekazywanie przez weselników butelki z wódką z rąk do rąk zdaje się nie mieć końca. Mordobicie i spanie pod stołem, które jest tego następstwem, również. Dziś to już nie wesele, a poprawiny! Mimo kaca i zmęczenia, wódka nie przestaje się lać, a nogi, choć co prawda nie nadążają już za rytmem muzyki, ostatkiem sił jeszcze podrygują. Gdzieś na ranem, po dwóch nocach imprezowania, rozpoczyna się główna część spektaklu – kolaż melancholijnego seansu wspomnień bohaterów, przaśności i grubiaństwa weselnych przyśpiewek, końskich zalotów i oczepin. Przemieszanie czasów, tęsknot, mrzonek i fantazji z rzeczywistym, czasami okrutnym przebiegiem zdarzeń stanowi główny pomysł inscenizacyjny. Dramaturgia, za którą odpowiada Magdalena Zaniewska, zakłada jego realizację poprzez choreografię i słowo mówione. I o ile ilustracja ruchowa jest nienaganna, o tyle umiejętności aktorskie i dykcja tancerzy PTT nie są już tak doskonałe.

Spektakl budują pojawiające się naprzemiennie wspomnienia oraz część muzyczna — taniec i śpiew. Twórcy na start przywołują lata dziewięćdziesiąte, sentymenty pokolenia Millenialsów, czyli teledyski na MTV, imprezy podrasowane tabletką Extasy, portal społecznościowy Grono, Big Brothera, czy pierwszą ściągniętą z Internetu mp3. Według autorów spektaklu to wtedy zachłysnęliśmy się nowymi możliwościami oferowanymi przez globalizację i technologiczny postęp. Wolna, pokomunistyczna Polska wzięła ślub z kolorowym i nowoczesnym Zachodem.

Ważnym elementem spektaklu jest próba dekonstrukcji narodowych mitów. W tym kontekście warto przywołać opowieść jednej z bohaterek, w której mowa o napadających na jej wioskę w 1945 roku mężczyzn, których ktoś kiedyś nazwie żołnierzami wyklętymi. W tej historii wyraźnie widać, dlaczego w spektaklu pojawiają się prywatne wspomnienia. Mają one zmienić perspektywę opowiadania historii Polski ze zbiorowej, związanej z martyrologią, na jednostkową. Oberek zatańczony tu do elektronicznej muzyki staje się symbolem zmiany i przekształcenia. Jednak dla obecności na scenie (zaraz za plecami prowadzącej właśnie monolog aktorki) kilku aktorek w białych sukniach, markujących zapinanie sobie nawzajem suwaków i wiązanie kokard, nie znajduję już uzasadnienia.

DSCF3167_2

W kontraście do sceny wspominania pojawia się piosenka Czy chciałaby pani. Aktorzy śpiewając, zapraszają do wspólnego tańca publiczność, burząc jednocześnie czwartą ścianę. Twórcy obnażają bezmyślność weselników, którzy w rytmie skocznej, jarmarcznej melodii, powtarzają rasistowskie i seksistowskie treści. Publiczność bawi się przednio. Po zajęciu przez widownię na powrót miejsc, pojawiają się oklaski! Twórcy spektaklu mogli jedynie prognozować wynik tej sceny i musieli przygotować się na różne reakcje. Publiczność mogła nie zdecydować się przecież na wejście na scenę, śpiew, oklaski. Lubię takie prowokacje, choć ich konsekwencje bywają trudne do przełknięcia. Uśmiechy znikają dopiero wtedy, gdy pojawia się głos z offu. To nagranie z domu posła PiS-u, Rafała Piaseckiego. Czar mitycznego Polaka pryska, gdy okazuje się, że potrafi on pastwić się nad swoją żoną, ubliża, poniżać, bić. Dla wzmocnienia powagi tego wątku, scena jest pusta, z góry zwisa tylko figura Chrystusa. Wszak to przed obliczem Boga małżonkowie przysięgali sobie miłość, wierność i inne. To bardzo wymowna scena, konfrontująca, to jak, jako zbiorowość chcielibyśmy być postrzegani, a na jaki wizerunek pracujemy; jak siebie kreujemy, a jacy, tak bez pardonu, jesteśmy. Przed obliczem i za milczącym przyzwoleniem Boga.

Twórcy spektaklu konfrontują miraż i fantazmat z rzeczywistością. Dobrze widać to na przykładzie opowieści jednej z Seniorek, wyświetlanej w formie filmu. Ta historia to pełne lęku wspomnienie buntu przeciw wchodzeniu w zaaranżowany związek małżeński i wiary, że nigdy do tego nie dojdzie. Scena ta kontynuowana jest przez przejmujący duet Dominika Więcka i Michała Przybyły ubranych w czarne suknie (czerń symbolizuje tutaj żałobę po utraconej nadziei). Kończy się monologiem każdego z aktorów PTT na temat lęku o przyszłość i pytaniem skierowanym do publiczności: ,,A ty czego się boisz?”. Każdy z nas musi uporać się z nim sam.

Tymczasem Seniorzy w pelerynach w narodowych barwach wchodzą na scenę, tworząc obraz bliźniaczy do tego z pierwszej sceny spektaklu. Historia zatoczyła koło. Wracamy do punktu wyjścia, z tym że o kilkadziesiąt lat starsi. Rewelacyjny pomysł z zaproszeniem aktorów Movement Factory pozwolił twórcom Wesela. Poprawin skutecznie zobrazować transformację nie tylko ustroju politycznego, ale całego narodu jako wspólnoty. Szkoda tylko, że zaproszeni do udziału w spektaklu Juniorzy, nie odegrali w nim tak naprawdę żadnej roli. W przedstawieniu męczą wielokrotne powtórzenia i przedłużanie scen, przytaczanie wielu kontekstów przy braku lub kiepskim komentarzu. Nuży też synchroniczna, zbyt dosłowna choreografia. Na koniec należy jeszcze raz wspomnieć i docenić fantastyczną muzykę RSS B0YS i kostiumy Mirka Kaczmarka oraz męski duet w czarnych sukniach. Myślę, że spektakl Wesele. poprawiany miał być o Polakach – o tym, jacy jesteśmy w konfrontacji z tym, jak sobie siebie wyobrażamy. Zbyt dużo tu jednak stereotypów – powierzchownej diagnozy naszego społeczeństwa.

 

A to Polska właśnie (Wesele. Poprawiny)
Monika Krawczak
Internetowy Magazyn ,,Teatralia”, numer 224 /2018
Link do źródła: 13.02.2018

fot. Materiały PTT

Mała Premiera — Kordian Akt I

2 lutego w Teatrze Polskim w Poznaniu miała miejsce kolejna premiera Kordiana (zaraz po realizacji Jakuba Skrzywanka, o której możecie przeczytać dwa posty niżej). Tym razem z dramatem Juliusza Słowackiego zmierzyła się grupa młodzieży — aktorów amatorów, w ramach projektu Teatru Polskiego w Poznaniu — Mała Premiera. Pomysł to rewelacyjny, bowiem zakłada równoległą realizację przez młodzież tytułu wystawionego już przez zawodowy zespół aktorski i zaprezentowanie go, rzecz jasna, w Teatrze. To genialna inicjatywa i jednocześnie projekt edukacyjny, angażujący młodzież do czynnego udziału w kulturze i świadomego odbioru sztuki, analizy dramatu i konfrontacji jego klasycznej wymowy z teatralną post – dramatycznością. Program stwarza ponad to możliwość współpracy przy współtworzenia spektaklu z profesjonalistami: instruktorem teatralnym, aktorem, reżyserem, czy dramaturgiem.

Młodzi aktorzy (Zofia Dulska, Maria Kaźmierska, Weronika Mańczak, Antonina Mrówczyńska, Aleksandra Rekiel, Zuzanna Stempska, Teresa Zawieja, Szymon Grajek, Kacper Kujawa, Piotr Maik) wraz z reżyserami: Barbarą Krasińską i Przemysławem Chojęta skupili się na pierwszym akcie Kordiana, przefiltrowując emocje i rozterki głównego bohatera dramatu Słowackiego przez pryzmat doświadczeń współczesnych nastolatków, skonfrontowali uczucia piętnastoletniego Kordiana z własną wrażliwością. Dla przypomnienia, w pierwszym akcie, Kordian wspomina samobójczą śmierć swojego przyjaciela. To fragment pełen niepokoju, ponurych wniosków dotyczących sensu istnienia, tęsknoty za wielką ideą, która będzie w stanie wyrwać go z depresji, a czego nie jest w stanie uczynić nawet jego wielka miłość do Laury. Wtedy to sługa Grzegorz opowiada mu o walce w szeregach armii Napoleona, wielkiej odwadze i bohaterstwie Polaków. Akt I kończy się samobójstwem Kordiana.

27356153_1812674498742547_6241835693778499310_o

Scenę w Malarni wypełnia ciemność, 5 drewnianych ławek szkolnych i odgłosy burzy. Uboga scenografia, która daje aktorom duże możliwości modyfikacji przestrzeni i wykorzystania jej podczas choreografii, wraz ze światłem błyszczącym synchronicznie z odgłosem grzmotów, buduje napięcie, obawę i zaniepokojenie tożsame emocjom towarzyszącym Kordianowi w pierwszym akcie dramatu.

Młodzi aktorzy są elegancko ubrani — w białe koszule i czarne garnitury — jak na szkolną akademię, wszyscy przez cały czas trwania spektaklu ściskają w rękach książkę, Kordiana, jako symbol inspiracji, czy utożsamienia z bohaterem. Czasami zdarza się, że ją odrzucają, czy depczą, żeby zaraz znowu przycisnąć ją do brzucha.  Tylko trójka z tej grupy wyróżnia się spośród pozostałych aktorów — wyalienowany chłopak, odstający od reszty, nie tylko przez okulary przeciwsłoneczne i wianek, który ma na głowie, ale przede wszystkim przez głębokie zamyślenie i pewną supremację z jaką traktuje innych oraz chłopak i dziewczyna, którzy zamiast marynarek mają na sobie czarne bluzy. Ta ostatnia dwójka nieustannie toczy ze sobą bitwy o przywództwo, dzieląc cały zespół zawsze na dwie drużyny. Raz jest to podział według płci, innym razem ze względu na sympatyzujących z nimi kolegów, kolejnym zaś próbują swoich sił już tylko we dwójkę. Robią to po to, żeby zaznaczyć swoją istotność i rangę. Jak Kordian, który rozdaje karty (chłopak w wianku), podając im broń i sekundując w pojedynku na pistolety. I jak Kordian z dramatu Słowackiego, który zaznacza swoją obecność błaganiem o cel istnienia i ostatecznie aktem autoagresji.

27503323_1812675342075796_2535918061671067408_o

Wydaje się, że wszystko jest dla występującej na scenie młodzieży jasne, że przeczytali ze zrozumieniem licealną lekturę, że wszyscy odrobili lekcję z romantyzmu,  zarówno  uczniowie, jak i pedagodzy. Dopiero wideo – art markujący lekcję języka polskiego obnaża nieudolność w radzeniu sobie z klasycznym utworem przez system edukacji, że poradnik metodyczny dla nauczycieli, który wyróżnia cele po przeczytaniu dramatu, nie zawiera najwyraźniej tego najważniejszego — zrozumienia utworu. Uczniowie zasypiają,  nudzą się, patrzą przez okno, albo wgapiają się w nauczyciela pustym wzrokiem, jak na drogę podczas siódmej godziny jazdy samochodem. Nuda, nuda, nuda. To chyba nie tak powinno wyglądać. Okazuje się bowiem, że młodzież podczas Małej Premiery fantastycznie odnajduje się w interpretacji klasycznego utworu i świetnie radzi sobie z jego przeniesieniem do współczesnych realiów, dostając tymczasem szansę na konfrontację i zrozumienie przez artystyczne działanie. To próba unaocznienia arcyważności umiejętności obserwowania, słuchania i podejmowania prób zrozumienia siebie nawzajem. Bez hierarchicznego, czy pokoleniowego podziału. To wysiłek wart zachodu bo być może Kordian nie podjąłby próby samobójstwa, gdyby czuł się rozumiany, gdyby czuł wsparcie. I być może wielu ówczesnych Kordianów nie podjęłoby podobnych prób z jednakowych powodów. Twórcy spektaklu odnoszą się do uczuć, duchowości Kordiana. Utożsamiają w ten sposób wszystko, co dzieję się na scenie w Malarni z dysonansem emocjonalnym towarzyszącym Kordianowi Słowackiego i ich własnym dokuczliwym konfliktem wewnętrznym, pojawiającym się przy podejmowaniu trudnych decyzji.

27500540_1812674432075887_6282449083489614618_o

Słowem, mądre to przedstawienie i świetny projekt edukacyjny. Cieszy też ogromna liczba licealistów na widowi. Mam tylko obawę, czy dla wszystkich ta inscenizacja miała naprawdę klarowne przesłanie. Może jakaś rozmowa, debata z udziałem młodej publiczności po spektaklu dałaby nam tę pewność? To tylko taka mała sugestia.

 

fot. Jakub Wittchen