Grind/r

Grindr to najpopularniejsza wśród gejów i osób biseksualnych aplikacja randkowa w Polsce. Umożliwia kontakt ze znajdującymi się w pobliżu posiadaczami Grindr.  Po kliknięciu w zdjęcie pojawia się krótki opis i możliwość rozmowy. Dla większości użytkowników, Grindr to po prostu hook-up app, czyli aplikacja ułatwiająca umówienie się na seks  za pomocą  kilku kliknięć w ekran smartfona. Są jednak i tacy, którzy z nadzieją szukają za jej pomocą miłości. Przed rozpoczęciem cyber–przygody niezbędne jest zapoznanie się z obowiązującym tam kodem. Bez jego znajomości przy spotkaniu można być, delikatnie mówiąc, zaskoczonym. W szyfrze są bowiem zapisane informacje o chorobach wenerycznych, wirusie HIV, fetyszach czy łóżkowych preferencjach, jednak tylko od użytkowników zależy, czy będą szczerzy , zatem ryzyko rozczarowania zawsze istnieje.

Grind/r to także tytuł spektaklu w reżyserii Piotra Trojana, który swoją premierę miał w 2015 roku w TR Warszawa i powstał w ramach projektu warsztatowego Teren TR, wspierającego rozwój nowych artystów i artystek. To dramat/dokument, historia oparta na osobistym doświadczeniu korzystania z Grindr przez Piotra Trojana, który w spektaklu przywołuje kilka z sześćdziesięciu odbytych dzięki aplikacji randek. Opowiedzenie prawdziwej historii, przełożenie jej na język dramatu, nadanie jej performatywnego wymiaru, pozwoliło reżyserowi osiągnąć dystans i stworzyć pewną mitologię własnego życia, manifest odmienności. Użycie takich środków jak wideo, przedstawiony na dużym ekranie zapis rozmów, rzeczywiste połączenie się z użytkownikami aplikacji przez Skype’a, odtworzenie spotkań i przywołanie ich kontekstów, odsłania rzeczywistość podziemia gejowskiego randkowania, pozwala zastanowić się nad znaczeniem kontaktu fizycznego oderwanego od bliskości wynikającej z bycia w relacji i sensem seksu w epoce cyfrowej.

Grindr_fot._Marta_Ankiersztejn-5

Spektakl rozgrywa się w przestrzeni kształtem przypominającej wybieg podczas pokazu mody — podświetlony, z rozciągniętymi wzdłuż niego rzędami miejsc dla widowni. Już na początku dowiadujemy się, co w aplikacyjnym żargonie oznaczają zwroty NSA (seks bez zobowiązań), chem (seks pod wpływem narkotyków), SDT (informacja o chorobie przenoszonej drogą płciową) czy top/bottom/vers (aktywny/pasywny/uniwersalny kochanek) Następnie razem z Piotrem Trojanem i jego partnerami idziemy na imprezę, zaglądamy do ich pokojów, łóżek, poznajemy ich fantazje, zboczenia, razem z nimi przekraczamy granice ich słabości i samotności, mierzymy szerokość marginesu społecznej akceptacji, zastanawiamy się gdzie leży granica, tak zwanej, obyczajności. Bo spotkania aranżowane za pomocą tytułowej aplikacji często wykraczają poza wyznaczane przez nią ramy. Trojan przywołuje  na przykład spotkanie z trollami, mieszkającymi w wynajętym pokoju na Ostrołęce, którzy  nadzy oglądają filmy pornograficzne na kilku monitorach, w mikrofalówce także znajdującej się w owym pokoju podgrzewają zamiast obiadu płyn do seksu oralnego, a ich pokój w miejscu drzwi ma kotarę. Inne przywołane przez Trojana historie dotyczą spotkania zainicjowanego zepsutym bojlerem i chęcią kąpieli, albo imprezy, na której miał się odbyć seks zbiorowy wedle preferencji top/bottom/vers, ale oprócz gospodarzy pojawił się na niej tylko Trojan. Sugestywna muzyka Marcina Janusa umożliwia widzowi pełniejszy wgląd i odnalezienie się w emocjonalnej narracji aktorów.

Równie istotnym, obok randek, elementem spektaklu są sceny spotkań z matką Piotra (w tej roli Ewa Szykulska), która szuka i próbuje zrozumieć przyczyny homoseksualnej orientacji swojego syna. To głos goryczy, szukający winy, przedmiotu/podmiotu oskarżenia, dzięki któremu łatwiej o racjonalizację lub wyjaśnienie. Po wizycie Piotra i jego partnera wyparcie nie jest bowiem już możliwe. Sceny z udziałem Matki rozbijają imprezowo-łóżkową narrację, unaoczniając zagubienie, kolejne rozczarowania i lęki Piotra, ale przede wszystkim szalenie dużą, jak na życie wypełnione dziesiątkami partnerów, samotność; demaskują lewitację pomiędzy potrzebą prawdziwej, głębokiej relacji a jej substytutem w postaci łatwiejszych do materializacji przygodnych kontaktów, gdzie seks i człowiek przyjmują formę produktu. Godząc się na tę rolę, w zamian otrzymują  wolność i… dowolność dokonywania wyborów oraz brak zobowiązań.

Grindr_fot._Marta_Ankiersztejn-26

Ten dynamiczny, pełen zabawnych i ironicznych scen, które w dużej mierze są zasługą świetnych kreacji aktorskich Dobromira Dymeckiego, Jana Dravnela, Sebastiana Pawlaka, Michała Bielińskiego oraz samego Piotra Trojana, spektakl śmieszy dopóki, dopóty widz nie uprzytomni sobie, że bawi go nie fikcja teatralna czy inscenizacyjny pomysł dramaturga, a zapis realnych spotkań reżysera, stenogramy rzeczywiście odbytych czatów i randek. To dokument afirmujący inność i niepewność, skłaniający do refleksji nad tym, jaki wpływ na relację, na budowanie więzi i bliskości z drugim człowiekiem ma rozwój technologiczny i w jakim kierunku to wszystko zmierza… czy to aby  nie jakaś pułapka?

fot. materiały TR Warszawa

Nieznośnie długie objęcia

Spektakl Nieznośnie długie objęcia w reżyserii Iwana Wyrypajewa – artysty rosyjskiego pochodzenia, osiadłego nad Wisłą, powstały w kooperacji Teatru Powszechnego w Warszawie i krakowskiego Teatru Łaźnia Nowa, to przeżycie absolutnie oszałamiające, akumulujące się gdzieś bardzo głęboko i przepiękne zarazem.

Ascetyczna w scenografię scena – zaledwie jasny, poskręcany na kształt księżyca w pełni, neon gdzieś nad ich głowami, wstrzemięźliwe czarne stroje aktorów, cztery krzesła, gra świateł i ich wypowiedzi. Wszystko przybrane mistrzostwem językowym, frazowym Wyrypajewa.

Postaci, to czwórka życiowych rozbitków, na pozór tylko szczęśliwych, na pozór tylko spełnionych, szukających celu, próbujących odnaleźć siebie w plastikowym worku, jakim jest zastana przez nich rzeczywistość, codzienność. To dwie kobiety i dwóch mężczyzn, to troje Słowian i tylko jeden człowiek, który może powiedzieć jestem stąd, choć nic to nie znaczy i niczego nie zmienia. Ludzie, którzy mogą być kim tylko zechcą, zamiast tego z pełną świadomością i wymyśloną powierzchownością topią się w plątaninie niespełnienia, poszukiwań i rozczarowań. Jeśli ktoś boi się, że to spektakl przepełniony patosem i konwenansem, patetycznością i manierycznością, to szczęśliwie jest w błędzie. Wyrypajew z talentem czempiona montuje ironię tam gdzie obawa o trącenie przesadą, drwiną przekłuwa bańkę powagi.

Czworo bohaterów znajduje się w Nowym Jorku, przebywają tu od dawna, bądź na chwilę, przenieśli się tu z Berlina, albo do niego zamierzają stąd uciec. Nowy Jork i Berlin występują tu jako światowe mekki wchłaniające młodych, poszukujących lepszego, pełniejszego, mocniejszego życia bez zbędnych przywiązań, ludzi.

Serbka Amy (Julia Wyszyńska), Polka Monica (Karolina Gruszka), urodzony w Nowym Jorku Charlie (Maciej Buchwald) i odwiedzający to miasto Czech Krisztof (Dobromir Dymecki), to postaci przeprowadzające nas przez hipsterski weganizm, aborcyjną traumę, narkotyczne uniesienia i zapomnienia, niespełnione małżeństwo i ostry, ale absolutnie nie obsceniczny seks – bo erotyzm, ani wulgarność wypowiedzi bohaterów nie są tu celem samym w sobie. Na tle onirycznych opowieści, poruszających wypowiedzi, wzruszających, współczujących i współodczuwających reakcji, które w nas uruchamiają, wypadają niezwykle miękko. Postaci mówią do siebie i o sobie z perspektywy obserwatora – Teraz Monica wstaje…, teraz Amy czuje jak jej ciało… Każdy szukający siebie, wszyscy w pewien sposób zagubieni łączą się z kosmosem poprzez pojawiający się w ich życiu, uruchamiający inne galaktyki, nagły impuls. Impuls, dzięki któremu wszystko staje się nieoczekiwanie proste i jasne. Impuls, który nadaje ich ruchom sens, czyni ich wahanie przejrzystym. I nieważne, czy inna galaktyka łączy się z nimi poprzez usunięty płód, stający się głosem córki, czy mówiącego ludzkim głosem delfina, dzięki nim znajdują sensowność, są nieoczekiwanie, ale nareszcie! czegoś pewni. Ta pewność, wyjaśnia bohaterom wszystko i nie rozwiązuje niczego. 

Nieznośnie długie objęcia, to ramiona połączenia. Polączenia ponadfizycznego, onirycznego, energetycznego,  z wciąż istniejącymi w nas, a obcymi bo uciszanymi, galaktykami. Nieznośnie długie objęcia to uścisk meta – odnajdywania i sennej istotności. W objęciach spektaklu pozostanę nieznośnie długo. Poturbowana jego głębią, oczarowana jego językiem, zaskoczona nagłym impulsem, który trzyma mocno w głębi swojej galaktyki.

Polecam, jestem oczarowana i głęboko poruszona. To przepiękne, absolutnie niesamowite doświadczenie.

fot. Magda Hueckel