Najbliższe, wrześniowe premiery

28.09 Kroniki Podwórkowe, reż. Aneta Adamska
Teatr Przedmieście w Rzeszowie

29.09 Szaberplac, moja miłość, reż. Tanja Miletić Orucević
Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego

29.09 Kocham operetkę Mów mi Ty!
Opera Bałtycka w Gdańsku

30.09 Pan Tadeusz/Impressia Experientia, reż. Mariusz Pilawski
Teatr Mały w Manufakturze w Łodzi

30.09 Ranny Ptaszek, reż. Dariusz Taraszkiewicz
Prom Kultury Saska Kępa w Warszawie

30.09 Nine, reż. Jacek Mikołajczyk
Teatr Muzyczny w Poznaniu

30.09 Petit Pierre, reż. Helena Radzikowska
Olsztyński Teatr Lalek

30.09 Burza, reż. Marek Zakostelecky
Wrocławski Teatr Lalek

30.09 More, chor. Ramona Nagabczyńska
Fundacja Ciało/Umysł, Warszawa

30.09 Balladyna, reż. Krzysztof Galos
Bałtycki Teatr Dramatyczny im. J. Słowackiego w Koszalinie

30.09 Św. Idiota, reż. Janusz Opryński
Teatr Polski w Bielsku – Białej

30.09 Iwona, księżniczka Burgunda, reż. Magdalena Miklasz
Teatr Nowy w Poznaniu

30.09 Mefisto, reż. Agnieszka Błońska
Teatr Powszechny w Warszawie

 

fot. Materiały Teatr Nowy w Poznaniu

Nieznośnie długie objęcia

Spektakl Nieznośnie długie objęcia w reżyserii Iwana Wyrypajewa – artysty rosyjskiego pochodzenia, osiadłego nad Wisłą, powstały w kooperacji Teatru Powszechnego w Warszawie i krakowskiego Teatru Łaźnia Nowa, to przeżycie absolutnie oszałamiające, akumulujące się gdzieś bardzo głęboko i przepiękne zarazem.

Ascetyczna w scenografię scena – zaledwie jasny, poskręcany na kształt księżyca w pełni, neon gdzieś nad ich głowami, wstrzemięźliwe czarne stroje aktorów, cztery krzesła, gra świateł i ich wypowiedzi. Wszystko przybrane mistrzostwem językowym, frazowym Wyrypajewa.

Postaci, to czwórka rozbitków, na pozór tylko szczęśliwych, na pozór tylko spełnionych, szukających celu, próbujących odnaleźć siebie w plastikowym worku, jakim jest zastana przez nich rzeczywistość, codzienność. To dwie kobiety i dwóch mężczyzn, to troje Słowian i tylko jeden człowiek, który może powiedzieć jestem stąd, choć nic to nie znaczy i niczego nie zmienia. Ludzie, którzy mogą być kim tylko zechcą, mogą wykreować siebie jak tylko chcą, miast tego z pełną świadomością i wymyśloną powierzchownością topią się w plątaninie niespełnienia, poszukiwań i rozczarowań.  Jeśli ktoś boi się, że to spektakl przepełniony patosem i konwenansem, patetycznością i manierycznością, to szczęśliwie jest w błędzie. Wyrypajew z talentem czempiona montuje ironię tam gdzie trąci przesadą, drwiną przekłuwając bańkę powagi.

Czworo bohaterów znajduje się w Nowym Jorku, przebywając tu od dawna, bądź na chwilę, przenosząc się tu z Berlina, bądź do niego stąd uciekając. Nowy Jork i Berlin występują tu jako światowe mekki wchłaniające w siebie młodych, poszukujących lepszego, pełniejszego, mocniejszego życia bez zbędnych przywiązań, ludzi.

Serbka Amy (Julia Wyszyńska), Polka Monica (Karolina Gruszka), urodzony w Nowym Jorku Charlie (Maciej Buchwald) i odwiedzający to miasto Czech Krisztof (Dobromir Dymecki), to postaci przeprowadzające nas przez hipsterski weganizm, aborcyjną traumę, narkotyczne uniesienia i zapomnienia, niespełnione małżeństwo i ostry, ale absolutnie nie obsceniczny seks – bo erotyzm, ani wulgarność wypowiedzi bohaterów nie są tu celem samym w sobie. Na tle onirycznych opowieści, poruszających wypowiedzi, wzruszających, współczujących i współodczuwających reakcji, które w nas uruchamiają, wypadają niezwykle miękko. Postaci mówią do siebie i o sobie z perspektywy obserwatora – Teraz Monica wstaje…, teraz Amy czuje jak jej ciało… Każdy szukający siebie, wszyscy w pewien sposób zagubieni i poszukujący łączą się z kosmosem poprzez pojawiający się w ich życiu, uruchamiający inne galaktyki, nagły impuls. Impuls, dzięki któremu wszystko staje się nieoczekiwanie proste i jasne. Impuls, który nadaje ich ruchom sens, czyni ich wahanie przejrzystym. I nieważne, czy inna galaktyka łączy się z nimi poprzez usunięty płód, stający się głosem córki, czy mówiącego ludzkim głosem delfina, ważne że się pojawia, że dzięki nim znajdują sensowność, że są nieoczekiwanie, ale nareszcie! czegoś pewni. Tylko ta pewność, jak wszystko w życiu bohaterów wyjaśnia  wszystko i nie rozwiązuje niczego. 

Nieznośnie długie objęcia, to ramiona połączenia. Polączenia ponadfizycznego, onirycznego, energetycznego,  z wciąż istniejącymi w nas, a obcymi bo uciszanymi, galaktykami. Nieznośnie długie objęcia to uścisk meta – odnajdywania i sennej istotności. W objęciach spektaklu pozostanę nieznośnie długo. Poturbowana jego głębią, oczarowana jego językiem, zaskoczona nagłym impulsem, który trzyma mocno w głębi swojej galaktyki.

Polecam, jestem oczarowana i głęboko poruszona. To przepiękne, absolutnie niesamowite doświadczenie.

fot. Magda Hueckel

Cyrkostrada

La strada, wędrostrada, tabustrada, Cyrkostrada! Tak! bo wszystkie te cztery przedrostki strady były, mam wrażenie, inspiracją z której zrodził się pomysł na zaprezentowany 10 grudnia, w Centrum Kultury Zamek, spektakl.

Dlaczego La strada? Bo już w stworzonym przez organizatorów opisie spektaklu możemy przeczytać o impulsie jakim był film Federico Felliniego z 1954 roku o tym właśnie tytule. Dla przypomnienia La strada, to obraz który opowiada o silnej więzi emocjonalnej łączącej cyrkowego siłacza i jego towarzyszkę podróży. Ale to też błazeńska tragedia, w której cyrkowe sztuczki i stylistyka wdzierają się do pokiereszowanej wojną codzienności, gdzie lawiruje się, wije, balansuje niemal jak na cyrkowej linie, pomiędzy radością, a rozpaczą. Zupełnie jak w sobotnim spektaklu.

Dlaczego wędrostrada? Bo obecny jest tu i mocno zaznaczony topos wędrówki, podróży. Podróży przez życie, przez wspomnienia, zakamarki pamięci i duszy, emocje, relacje, przez ból i rozpacz, przez niewypowiedziane zdania, niezadane pytania i niedokonane ruchy.

Tabustrada? Bo spektakl to pole konfrontacji z niewygodnymi, krępującymi dla niezaangażowanej emocjonalnie w temat osoby, z bolesnymi często wspomnieniami aktorów. Bo spektakl to swego rodzaju próba zredefiniowania ekspresji, przede wszystkim ruchowej, performerów, ich społecznej i artystycznej obecności i wypowiedzi.

I w końcu tabu, bo aktorami, o których mowa, którzy prowadzą widza przez kolejne sceny ze swojego życia, to seniorzy – grupa zagrożona wykluczeniem, grupa marginalizowana.

A dlaczego cyrkostrada? A między innymi za sprawą feerii barw, cyrkowej dynamiki i ekspansywności, dziarskiej muzyki i klaunowskich, połamanych ruchów oraz fantastycznych cyrkowych kostiumów wykonanych przez Kuluza Studio,

Gdy tylko połączymy te cztery impulsy, te cztery inspiracje i historie, to kreuje się przed nami Cyrkostrada, spektakl prezentowany w ramach Teatru Powszechnego, czyli całorocznego projektu performatywnego Centrum Kultury Zamek. Projekt ten złożony jest ze spektakli tworzonych przez osoby z grup zagrożonych wykluczeniem ze względu na wiek, pochodzenie, czy stan zdrowia. Powszechność tego przedsięwzięcia oznacza wdrożenie efektów współpracy marginalizowanych grup oraz osób ze środowiska teatralnego w pełną i bez przypisu „inny”, przestrzeń życia teatralnego. Powszechny oznacza też uniwersalny, co odnosi się do procesu twórczego, autokreacji, wyrażania siebie, który przebiega tak samo bez względu na metrykę, miejsce urodzenia, czy posiadanie oceny według ICD-10.

Cyrkostrada, to nie pierwszy spektakl, który powstał w ramach Teatru Powszechnego. Poznańska publiczność miała już przyjemność oglądać tej jesieni, między innymi realizację Terrarium, którą tworzą aktorzy teatru Usta Usta Republika wraz z grupą teatralną Wikingowie – mieszkańcy Ośrodka dla Bezdomnych Nr 1 w Szczepankowie. Kolejny to Na Wysypisku grupy teatralnej Nowi w Nowym pod opieką artystyczną Ewy Szumskiej. Aktorzy tego projektu to uczestnicy warsztatu terapii zajęciowej Przylesie, działające przy Stowarzyszeniu na Tak.

Natomiast wspólnym mianownikiem Cyrkostrady, jak i prezentowanych wcześniej w Centrum Kultury Zamek przedstawień: Upadły Anioły i Święto Wiosny, są aktorzy: seniorzy oraz juniorzy , jak i nazwisko pomysłodawczyni i reżyserki czyli Iwona Pasińska – choreograf, teatrolog, pedagog oraz założycielka Fundacji Movements Factory.

Zaproszenie do projektu dzieci i seniorów wydaje się być bardzo ciekawym zabiegiem. Skonfrontowanie bowiem tych dwu grup oznacza zestawienie dziecięcej beztroski i bezkompromisowości z bogatym doświadczeniem życiowym starszych, którzy przez pryzmat wielu przeżyć widzą całą feerię barw pomiędzy zero – jedynkową czernią i bielą.

Spektakl rozpoczyna głos zza sceny, opowiadający pewną historię… dopiero po chwili rozpoznajemy, że jest to wspomnienie, i po chwili też zauważamy czterokołowy, popychany z wolna przez dzieci, pojazd, na którym siedzi kobieta. Okazuje się, że opowieść ta, to wspomnienie sprzed lat, a pojazd… cóż, może to po prostu pewnego rodzaju wehikuł czasu? I na koniec pytanie: „A co by było gdybym jednak…?”

Pojazd pozostaje na scenie, dzieci i kobieta odchodzą, a w rytm żwawej i dynamicznej muzyki na scenie pojawiają się pełne werwy i wigoru postaci z cyrku. Kolorowi, w prążkach i groszkach, z czerwonymi niemal klauni, nosami, defilują dookoła chwiejąc się na boki, machając rękoma i uśmiechając się w stronę widowni. Nagle muzyka zmienia swój charakter, na powrót staje się posępna i tajemnicza, a ze sceny płynie kolejne wspomnienie, ktoś siada na wehikule i zabiera nas w przeszłość. nNa koniec pojawia się znów to samo pytanie: „A co by było gdybym jednak…?”

Ten rytm towarzyszy całemu spektaklowi. Opowieści przerywane są cyrkowymi pauzami, w których to aktorzy wcielają się w kolejne obecne w cyrku postaci. Raz są to klauni, innymi razem słonie, są też kuce i ich treserka, są balansujący na linie akrobaci i gimnastycy, są klauni i żonglerzy. Ma się wrażenie, że przez te kolorowe przerywniki aktorzy krzyczą do nas „Życie trwa dalej, więc nie trać wiary! Śmiej się!” Efektu dodaje i tę obserwację potwierdza krystalicznie biała scenografia, która przywodzi na myśl białą kartę, tabula rasa, napisz wszystko od nowa i zacznij od początku. Po czym na scenie pojawia się wspomnienie, a w myśli czai refleksja: tylko jak to zrobić po tak wstrząsających i przykrych, jak te wasze, doświadczeniach? Przez uśmiech? Przez wiarę? I znów, jak we włoskiej La stradzie… balansujemy między radością i rozpaczą, nadzieją i rezygnacją.

Seniorzy redefiniują swoje historie, bardzo intymne i poruszające. Zwykłe bo ludzkie, ważne bo osobiste, bo wywierające wpływ, bo obecne. Te historie wracają i tworzą pewną sieć zawieszenia w przestrzeni dawnych zdarzeń i doczesności, poczucia winy, refleksji. To bardzo trudny do udomowienia obszar bo cienkie niczym włos, lecz jednocześnie mocne nici sieci nie pozwalają na całkowite z niej wyplatanie i permanentne zapomnienie.

I to powracające po każdej historii pytanie: „A co by było gdybym jednak…?” gdybym wysłała tego totolotka, gdybym zatrzymała ich wtedy na obiad, gdybym nie poderwał tej pięknej dziewczyny, gdybym nie pojechała wtedy na probostwo… jak wyglądało by teraz moje życie, gdyby do pewnych zdarzeń nie doszło, czy mogłam/em im jakoś zapobiec, czy mogłam/em coś zrobić… i pytanie, które ja sobie zadaje: jak żyć dalej? bo przecież życie toczy się dalej!

Przecież i wprawdzie, bo na końcu i tak gasną światła.

Może właśnie znaleźć swój sposób by te wspomnienia jakoś oswoić? Mam wrażenie, że ten spektakl, który jest efektem długiego procesu przygotowań, jednocześnie stanowiący przestrzeń do autoanalizy w tym właśnie aktorom pomogło. I chyba ten aspekt pracy, tego spektaklu jak i całego projektu – aspekt terapeutyczny jest najwspanialszy i najważniejszy. Nie scenografia, nie choreografia, nie muzyka i światła, a właśnie autorefleksja, praca grupowa i zabranie głosu.

Gratuluję i zapraszam na kolejne pokazy już (albo dla niecierpliwych, dopiero) w marcu.

fot. Materiały CK Zamek w Poznaniu