Hamlet – komentarz

Hamlet – komentarz, to czwarta, po Pieśniach Leara, Crazy God inspirowanego Hamletem i WyspieBurzą, realizacja Teatru Pieśń Kozła wynikająca z fascynacji Grzegorza Brala –  dyrektora Teatru i reżysera, twórczością Szekspira.

W Komentarzu oryginalny tekst dramatu stanowi jedynie źródło inspiracji i fabularną podstawę do dalszych, artystycznych poszukiwań. Nie jest natomiast bazą dramaturgiczną. Twórcy spektaklu, Alicja (odpowiedzialna za dramaturgię oraz tekst pieśni) i Grzegorz Bral, wydarzenia spektaklu umieszczają na dwa miesiące przed właściwym rozpoczęciem dramatu, czyli w noc zabójstwa króla Hamleta. Spektakl kształtem przypomina zatem akt zaduszny, jak nazwał to w jednym z wywiadów Bral – ,,szekspirowskie dziady”.

Hamlet – komentarz w wykonaniu Teatru Pieśń Kozła, to rodzaj przypuszczeń i analizy tego, co w tekście Szekspira nie wybrzmiało, lecz pozostało w sferze domysłu, to inspiracja pierwszą stroną dramatu, czyli listą bohaterów, z których w spektaklu każdy dostaje nowy głos i nową szansę wypowiedzi. Niezwykle aluzyjny i niejednoznaczny, szekspirowski tekst daje potężną przestrzeń do poszukiwań nieoczywistych relacji między bohaterami, ich wewnętrznego wymiaru, intencji.

Artyści zadają kolejne pytania, snują domysły, zgłębiają następne warstwy metafor i znaczeń, formują zaskakujące hipotezy – jak na przykład w przypadku Ofelii, dla której śpiewają requiem, mszę żałobną, która niegodna jest samobójcy. Twórcy zastanawiają się, jak zmieniłaby się historia, co stałoby się z Ofelią, gdyby modlitwa mająca ulżyć w cierpieniu zmarłego wybrzmiała. Paradoksalnie, projektując złamanie prawa kościelnego, pomagają w męce duszy zmarłej.

Komentarz, oprócz niewypowiedzianych kwestii bohaterów, tego co podskórne i w domyśle, to także tragedia osobowościowa, ideologiczna człowieka, którego pozbawiono możliwości samostanowienia – i to nie odbierając mu prawa, a ciosając słowami. Hamlet żyje po śmierci ojca po to, by wypełnić misję zemsty, żyje zaklęty w słowie, wizji, ostatecznie w fakcie śmierci swojego ojca i intrydze wuja, przestaje być człowiekiem, a staje się narzędziem do wypełniania czyjejś woli. To otoczenie wyrokuje o jego losie. Od Hamleta rząda się zemsty i do niej wykorzystuje. Co jeśli zemsta w jego ocenie jest niemoralna? Czy w obliczu takiej interpretacji, wspomnianego dysonansu, Książe udaje szalonego, czy szalonym faktycznie jest, a może stopniowo w obłąkaniu się pogrąża, zatracając granicę pomiędzy doznaniem a iluzją? Staje się ofiarą wizji swojego ojca, rodzinnego piekła, intryg i fatalnej przemocy.

Całość jest spójna i konsekwentna. Estetyka spektaklu przywołuje skojarzenia z epoką teatru elżbietańskiego – zimno stali, ciężkość drewna, masywność mieczy, żelazne, misternie wykonane maski i stroje ze stójkami, które sztywnością materiału przypominają zbroje, dynamiczny, mocny ruch. I lustra umieszczone na bocznych ścianach sceny, w których jak kolejne gałęzi królewskiego drzewa genealogicznego odbijali się aktorzy, tworząc coś na kształt ruchomych portretów. Mam wrażenia, że lustra nie zostały umieszczone w tym spektaklu jedynie w celu optycznego pogłębienia sceny, czy też jej rozjaśnienia. Być może ich rola miała być niejednoznaczna, jak zawiła była historia Hamleta, jak wiele w niej załamań i mętności. Niewykluczone, że ich czystość i odbicie miało być świadkiem, nieprzekłamaniem, bo lustro nie generuje nowych faktów, ono odbija wszystko to, co znajdzie się w promieniu jego oka.

I śpiew… na koniec, co nijak nie oznacza wartościowania. Zwłaszcza, że był jak zawsze, wprost genialny! Polifoniczny dźwięk, który poruszał do głębi, tworzył historię, postaci, relacje, wywoływał dreszcze, dowodził koncentracją i uwagą.

Hamlet_komentarz_2

Tekst Szekspira to ogrom możliwości interpretacyjnych, a Teatr Pieśń Kozła swoim Komentarzem, polifonią dźwięku uobecnia swoją jej wersję, nie zamykając przy tym możliwości dalszych poszukiwań, nie podając jedynej słusznej prawdy. Odnoszę wrażenie, że wręcz zachęca widownię do snucia i poszukiwania własnych komentarzy i objaśnień, zaprasza do czytania niedosłowności i wrażliwości, dostrzegania iluzoryczności szekspirowskiego patchworku metafor.

Hamlet – komentarz, to unikatowość i piękno, to pewnego rodzaju urzeczywistniający się fantazmat. Dźwięk, który przenika, buduje, harmonizuje, jednocześnie zaskakując nowym, nieoczywistym spojrzeniem wychodzącym poza interpretacyjną strefę komfortu.

Brawo!

Dziękuję!

fot. Mateusz Bral

Wyspa

Teatr Pieśń Kozła jest obecnie jednym z najciekawszych i najbardziej znaczących teatrów nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Ci przedstawiciele teatralnej awangardy i alternatywy zachwycili ostatnio publiczność spektaklem Wyspa, który swoją premierę miał 1 grudnia ubiegłego roku. Wydarzenie to przyciągnęło do Wrocławia widownię z całej Polski, a bilety wyprzedały się w kilka godzin. Nic dziwnego bo sztuka prezentowana przez Teatr Pieśń Kozła jest najwyższych artystycznych lotów. Teatr w swoich przedstawieniach zwykle łączy śpiew ze sztuką aktorską, tworząc nie tyle spektakle, czy obrazy, a niesamowite wydarzenia sceniczne! Poprzez minimalistyczną formę doświadczamy podczas ich spektakli kaskady emocji i dreszczy. Tak było i w tym przypadku.

Wyspa to spektakl wyjątkowy i to nie tylko za sprawą estetycznych i emocjonalnych uniesień, ale faktu jego powstania w kolaboracji. Po raz pierwszy Grzegorz Bral – reżyser, będący jednocześnie samym twórcą Teatru Pieśń Kozła, zaprosił do współpracy przy produkcji Wyspy, uznanego choreografa Ivana Perez wraz z kompanią totalnych tancerzy. Aktorzy Teatru opowiadają za pomocą polifonii dźwięku historię, tancerze ją rysują. Są perfekcyjni, magnetyczni, sprawiają wrażenie natchnionych. Czasami lekcy i oniryczni, by zaraz wraz z dźwiękiem uderzyć energią i ekspansywnością. Efekt tego mariażu jest hipnotyzujący, czysty, szczerze niezwykły i przejmujący. Autorką pieśni jest Alicja Bral, a przepięknej i sugestywnej muzyki – Jean Claude – Acquaviva oraz Maciej Rychły. Obok ich kompozycji, usłyszymy także tradycyjne pieśni gruzińskie.

Wyspa inspirowana jest Burzą Williama Shakespeare’a. To nie adaptacja, nie interpretacja, a jedynie inspiracja, co przed rozpoczęciem spektaklu mocno podkreślił Bral.

Szekspirowska Burza, to tekst baśniowy, fantastyczny i ostatni jaki ten angielski dramaturg napisał. To historia Prospera, wygnanego ze swojej ojczyzny, pozbawionego tronu przez własnego brata. Banita wraz z córką, dwanaście lat spędza na dalekiej wyspie, gdzie za pomocą czarów chce zmanipulować rzeczywistość i wrócić do kraju.

Prospero z Wyspy, to natomiast człowiek samotny, w wyobraźni którego szaleńczo toczy się burza emocji, marzeń, snów, nadziei, obsesji i tęsknoty. Sama wyspa to inkarnacja człowieka samotnego, jego opustoszenia, w którym przeżywa swój gniew, złość, swoją bezsilność by ostatecznie zatęsknić, rozgrzać sprzeciwem, działaniem i usłyszeć ciszę… Bo jest sam… nikt go nie usłyszy i nikt mu nie odpowie… Jego samotność jest obłąkańcza, niepohamowana w kreowaniu rzeczywistości, która nie istnieje, postaci, których nie ma. Wszystko zaczyna się imaginacją i na niej też kończy. Całość tych alogicznych wizji i obrazów dziejących się w wyobraźni Prospera oglądamy w formie wspomnianych muzyczno – tanecznych poematów.

Głosy, muzyka, ruch, przestrzeń… to wszystko jest absolutnie kompatybilne, tak magnetyczne i po prostu piękne, że nie sposób nie czuć dreszczy.

Na scenie znajduje się dwadzieścia siedem osób: dziewiętnastu aktorów Teatru oraz sześciu tancerzy. Wszyscy ubrani na czarno. Równie minimalistyczna jak stroje jest scenografia, którą tworzą czarne, drewniane krzesła i duże lustra, za pomocą których aktory w kolejnych scenach manipulują światłem i perspektywą. Efekt ten wzmaga kameralność wydarzenia i sama przestrzeń. Na widowni znajduje się kilkadziesiąt miejsc, między czekającymi na spektakl osobami przemykają aktorzy, biega uśmiechnięty Grzegorz Bral, mija nas jego żona, Alicja, w powietrzu czuć obecność Grotowskiego… Mamy wrażenie, że jesteśmy zaproszeni do czyjegoś domu, czujemy się tu tak zwyczajnie dobrze.

Wchodzimy na widownię i słyszymy dwanaście polifonii muzycznych, które utożsamiają dwanaście lat więzienia Prospera. Dźwięk wibruje pod gotyckim sklepieniem, zachwycając idealną akustyką. Te przejmujące pieśni opowiadają o gniewie, okrucieństwie, zawodzie i chęci zemsty. To też muzyczna refleksja nad obezwładniającą pustką i odrętwieniem spowodowanym samotnością. To również świadomość zniszczenia i samozagłady. Narracja, choć wydaje się być nietrzeźwą i nieskładną, trafia w widza autentycznością, bo mimo świadomości, że to tylko wyobraźnia starego Prospero kreuje te obrazy, czuje skołowanie. Odnajduje w nich też dużo miejsca na własne przemyślenia, nie czuje się zaatakowany jedyną słuszną interpretacją.

Wyspy nie traktuję jako spektaklu, a jako przeżycie. Totalne, emocjonalne i estetyczne, przejmujące przeżycie! Wyspy Teatru Pieśń Kozła nie sposób chyba zrecenzować… bo to migotliwe wydarzenie sceniczne trzeba po prostu zobaczyć, a potem oglądać jeszcze i jeszcze. Może wtedy udało by się napisać coś bardziej sensownego niż księgę zachwytów. Czekam zatem z niecierpliwością na kolejne pokazy. Przyjadę choćby i z końca świata. Wy zróbcie to samo!

fot. Mateusz Bral